29 maja 2012

Carmen – to Twój czas, Twoja lekcja

  
Tymi słowami raz jedyny zostaliśmy niepocieszeni przez szefa kuchni
i współwłaściciela restauracji.

Ismael Hernandez Suarez – bo o nim mowa, pracował dawniej  w „Hiszpańskiej Tancerce”, gdzie obecnie mieści się restauracja o przedwojennym sznycie w karcie dań – „Rynek 14”. Poszedł na swoje, zabierając najlepsze receptury. Razem z żoną Marią pod adresem Rynek 7, otworzył „Carmen”. Uspokoił nas tym faktem, a jak się później okazało – wielce uradował.


Restauracja składa się z siedziby głównej – mieszczącej się w ciepło urządzonej piwnicy (brzmi dziwacznie ale zaufajcie nam), wypełnionej narodowymi akcentami, z drewnianymi meblami i delikatnym oświetleniem pozwalającym jeść oczami to co na stołach. Na nich coraz to inne frykasy, bo właściciele zgodnie z rytmem pór roku i najlepszymi praktykami, zmieniają co jakiś czas jadłospis.
Jest też ogródek i ulubione przez nas patio gdzie spałaszowaliśmy chyba już całe menu. A w nim szeroki wybór tapas, dań dla większych głodomorów, deserów i win. Po kolei:

W roli czekadełka - oliwki w ziołach lub małe krokieciki z kurczaka. Miły start. Z tapas na gorąco koniecznie spróbujcie Muli lub delikatniejszych małż Venus (25zł.). Delikatne mięsko i aromatyczny sos, w którym były skąpane, nie pozwoliły im zbyt długo czekać na pożarcie.

małże Venus (zdjęcie pochodzi z www.restauracjacarmen.pl
Wątróbka w winie (15zł) bywa twarda, ale na szali zrównoważyły ją rozpływające się krokieciki z kurczaka (10zł). Warto przekonać się do smażonych sardynek (19zł), jeśli jeszcze nie przygarnialiście do siebie tych małych rybek, odwdzięczą się z nawiązką na waszych językach. Nie można ominąć tortilli (10zł), która jest obecna w każdym zakątku Hiszpanii. Sancho Pansa (tak, ten od Don Kichota) zajadał się identyczną.

tortilla (zdjęcie pochodzi z www.restauracjacarmen.pl)
Na zimno, jako, że nie mogliśmy dojść do ładu, uśmiechnięta kelnerka (jedna z wielu, które były na liście płac Marii i Ismaela) zaproponowała deskę mieszaną (33zł) i zdradziła kto sprowadza do Polski te pyszności. Na desce m.in. kiełbaska chorizo, szynka Serrano, ser Manchego. Mam dalej wymieniać? Kaszanka Morcilla - zmieniająca podejście do tego cudu zrodzonego z oszczędności.
Z resztą Hiszpanie są w tym mistrzami. Papryka i ryż idealnie ze sobą w niej współgrają, nie tłumiąc smaku krwi i mięsa.

Z menu klasycznego możecie ominąć zupy – są ciekawe, smaczne, ale sprawdzają się jedynie w gorące dni (gazpacho i zupa z melona). Inne są oceniane przez nas w kratkę.
Ja ominąłbym też sałatki, choć rzetelność mi zabroniła. A może to łakomstwo? Dużo w nich pomysłowości  (smakowe pianki czy dachówki), ale niech odchudziaki się nimi zajmą.
Czas dla mięsożerców! Zatopcie zęby w króliku al salmorejo (33zł) i gońcie za rabo del toro (31zł), gulaszem z ogona wołowego. Jedząc go czujecie się jak torreador dla którego to najcenniejsze trofeum.
Ryby byłyby idealne, gdyby nie były mrożone. Ludzie – zacznijcie jeść ryby! Inaczej nigdy nie dostaniemy świeżych. Nadrabiają kolorowymi i aromatycznymi dodatkami. Każdy smakołyk to była czysta przyjemność z posiadania wszelkich zmysłów.
Kalmar nadziewany (29zł) nie do żucia a chrupania – idealny, ale już nadzienie trochę zbyt mulące.
Na następną wizytę zostawcie sobie Paelle – hiszpańską królową stołu. Do wyboru z królikiem, warzywami lub morskimi stworzonkami. (24-33zł). Wymaga czasu, miejsca w brzuszku i należytej uwagi.Mógłbym przysiąc, że w „Hiszpańskiej Tancerce” była większa i bogatsza, ale puszczę to w niepamięć.
Jest  świetna. Podlejcie to zimnym piwem z lokalnego browaru, albo winem z Rioja.
A nawet Sangrią (z dodatkiem oranżady  – bezczelnie zajrzałem za bar, dlatego wiem).
Na deser – crema catalana – świetny i tak prosty deser  za dyszkę.

Nie wierzę, że po tych wszystkich wrażeniach zatańczycie flamenco, bo sił zabraknie, ale na pewno macie szansę na pogawędkę z Panem Ismaelem lub małżonką. Z takiej właśnie pogawędki pochodzi tytułowy cytat. Nie dane nam było spróbować tajemniczej kompozycji „Dno morza”, bo mieliśmy zbyt mało czasu, a danie to opuściło menu Carmen. „Winowajca” we własnej osobie przyszedł i za pomocą 3 języków (dobry trening lingwistyczny), przeprosił i ma się rozumieć zaprosił ponownie.
Z zaproszenia skorzystamy, nie raz i nie sto. Polecamy.

Adres w Internecie:
http://www.restauracjacarmen.pl/

Godziny otwarcia:
wtorek-czwartek: 13:00-22:00
piątek-sobota: 13:00-23:00
niedziela: 12:00-21:00
poniedziałek: nieczynne

2 komentarze:

  1. Zgadzam się z opinią, że Carmen to nr 1 w Lublinie. Obecnie. Bo - niestety - upadła Alzacja....
    Ciekawe, kiedy odwiedzicie nr 2.
    Czyli Locomotivę...
    Pozdr.
    jajnick

    OdpowiedzUsuń
  2. To jeszcze nic pewnego, ale najprawdopodobniej w ten weekend odwiedzimy Locomotivę... Najwyższy czas.

    OdpowiedzUsuń