03 grudnia 2016

Oto Ivo – kręci się to smaczne szaleństwo



Lublin, cała Polska, Siedlce, znów Lublin, Warszawa? Ivo Italian, Oto Ivo, Tam Gdzie Zawsze – Ivo Violante jest wszędzie, można dostać kręćka. Ale przecież o jedzenie chodzi.

O restauracjach, w których działał energiczny werończyk można już napisać książkę. Skupmy się na tym, że najbliższą nam obecną przystanią jest adres Rynek 12 w Lublinie, do której zawitaliśmy w sobotnie, paskudne pod względem aury popołudnie. Przy każdym nowym gościu od razu pojawiała się kelnerka z pytaniem o rezerwację – łatwo nie będzie – pomyśleliśmy. A tu niespodzianka.
 – Zapraszamy do stolika.
 – DziękuJEMY - .
Tigella
Startem musiała być pozycja numer 1 – Tigella (19 zł za 5 sztuk). Lekko słone i słodkie, mocno chrupiące krążki ciasta są dobre zarówno na początek, jak i koniec posiłku. Nie zwróciliśmy uwagi na cenę i nie pytaliśmy o dodatki, więc zaskoczeniem była deska z wędlinami, serami o różnym stopniu pikantności i różnymi smarowidełkami (m.in. nutella i pesto), choć to standard w przypadku tigelli. Zjedliśmy tylko połowę, bo w tym samym czasie przywędrował makaron-zagadka – tagliatelle z owocami morza, którego nie zamawialiśmy. Kelnerka na wieść o tym oznajmiła, że w takim razie to prezent. Grzechem byłoby protestować, zwłaszcza, że pomidory, papryka, czosnek i pietruszka w których skąpane były krewetki, mule i ośmiorniczki cieszyły język i brzuszek. Szkoda czasu na pisanie o al dente itd. – wszystko było idealne.
Fritto misto
Gdy czas oczekiwania na kolejne dania się wydłużał, wiedzieliśmy, że to nie jest nasz najlepszy dzień i zapragnęliśmy dań na wynos, aby wieczorem dokonać dzieła rozpusty. Przywędrowała w końcu moja przystawka – fritto misto (25 zł), którą ledwie skubnąłem, zabierając większość do domu, ale od pierwszego kęsu zapragnąłem kolejnych porcji. Prosta rzecz – smażone rybki, mule, krewetki i kalmary oprószone mąką i usmażone na złoty kolor, podane z cząstkami cytryny. No i właśnie w tej prostocie jest jakaś magia. Z resztą w Oto Ivo nikt nie kombinuje, szpanuje i tworzy cuda-wianki. Kto lubi wodne stwory – ten będzie zadowolony.
Makaron z owocami morza
Łaszek miała w planach jeszcze kurczaka, brokuły, cebulę i śmietanę, a więc pastę pollo&broccoli
 (19 zł), ale to danie również zapakowano. Niczego mu nie brakowało, ale to nie jest pozycja, która wzbudza większe emocje. Polubić można się za to z ravioli di carne (19 zł), bo lekko słodki pomidorowy sos oblepiający pierożki z wołowinką, obsypany parmezanem to kolejny przykład dobroci na talerzu. Takiej, w której czuje się pewien rodzaj domowego ciepła.
Obsługa pędziła po lokalu, nie szczędząc jednak uśmiechów, zapachów pojawiało się mnóstwo (przydałaby się lepsza wentylacja), ale wcale nam się nie spieszyło. Gdybyśmy zamówili wino, to goście, którzy zarezerwowali nasz stolik, musieliby o niego powalczyć. Jest trochę bałaganu, ale i dużo dobrego smaku. Karta nie jest pełna wyjątkowości, ale liczymy na odwagę i szaleństwo, której szefowi kuchni nie brakuje. Z nim nie można się nudzić, nawet jeśli nie wszystko jest poukładane. Niech się kręci.

Adres: Rynek 12
Telefon: 81 534 24 44
Godziny otwarcia: 12-24

28 listopada 2016

2 PI ER – Jest smacznie, a to dopiero początek


Będąc w tym smacznym okręgu można dobrze zjeść i podziwiać widoki.

Od dłuższego czasu czekaliśmy na otwarcie tego miejsca. Nazwy i właścicieli nie znaliśmy. Wiadome było tylko to, że na ostatnim piętrze Lubelskiego Centrum Konferencyjnego rozlokuje się restauracja, a w planach jeszcze jest kawiarnia (na parterze). Wysoka cena najmu w końcu spadła i nie minęło wiele czasu, żeby usłyszeć, że otwiera się i jedno i drugie (pod tym samym szyldem), należące do właścicieli Portofino znad Zalewu Zemborzyckiego. Skoro się otwiera – trzeba iść, zwłaszcza, że lokal wziął udział w akcji „Dzień Kuchni Lubelskiej” i za pół ceny proponował karpia z Pustelni.
Latem będzie to na pewno jedno z tłumniej odwiedzanych gastromiejscówek. Nie tylko ze względu na imponujący taras. Również menu jest interesujące, gdyż prezentuje lokalne tradycje, ale nie zapomina o fanach sformatowanych pod szerokie gusta dań typu sałatka lub makaron. Krótka rozmowa z pasjonatem dobrego jedzenia - Szefem Kuchni Kubą Piętowskim (pewnie też go spotkacie na sali) i zaczynamy szaleć.
Zupa cebulowa z Goraja
Gorąca zupa cebulowa z Goraja (10 zł) swoją słodyczą i kolorem podobno myli niektórych gości, ale to solidna porcja cebulowych wrażeń o konsystencji gęstego kremu, podbita warzywnym tłem i uzupełniona prażoną kaszą gryczaną i żytnim chlebem. Danie będzie jeszcze dopracowywane, ale już teraz jest warte Waszej uwagi.
Jeśli wolicie rosół, to też dobrze trafiliście. Łaszek ręczy.
Rosół
Za dychę dostajemy solidny wywar z mięsnymi ravioli skutecznie ogrzewa i odgania listopadowy marazm. Mięsna dusza pierożków polegająca na wyrazistym doprawieniu mięsa ze szpondru szybko opanowuje podniebienie. Od razu widać, że szef kuchni lubi połączenie kuchni polskiej i włoskiej, stąd o fanów nie powinien się martwić.
Filet z karpia z Pustelni
Promocyjny filet z karpia z Pustelni (29 zł to standardowa cena, my zapłaciliśmy 14,50) był lekko chrupiący, delikatny dzięki dłuższej obróbce i charakterny, nie tylko dzięki swojemu urokowi, ale i dzięki dodatkom w postaci placków gryczanych z tymiankiem oraz sosu podgrzybkowego. Nieco banalna sałata prosi się o solidne zastępstwo, może np. w postaci warzyw pieczonych, ale trzeba przyznać, że olej lniany nawet garść sałat z paskami marchewki i pietruszki potrafi wzbogacić doznania.
Niczego nie brakowało łaszkowej kaczce (34 zł). Zdecydowanie różowej i miękkiej,
Kaczka
ewidentnie perwersyjnie cielistej piersi, do której podano małe, jędrniutkie, obsmażone na maśle kopytka wg przepisu mamy szefa kuchni, sos cydrowy i duszone warzywa.
Lody
Dla mnie sprawa była już pysznie zamknięta, ale Łaszek wyniuchała lody (14 zł). Jeśli jedliście lody z Portofino, to wiecie czego się spodziewać – mięta, mango, kokos z jagodą, a na talerzu dodatkowo mini beza, sos owocowy, mleczna kruszonka i gorzka czekolada nie pozostawiły pola do dyskusji. Warto przyjść, zwłaszcza, że lada moment pojawią się bajgle. Ewidentnie w karcie brakuje polskich win, skoro ma być promowany smak regionu, ale podobno i nad tym trwają prace. Nie pozostaje nic innego jak zawołać was na taras i kazać sobie przypomnieć ze szkoły, o co chodziło z tym 2 pi er ? ;). Matematycznie może nie zmądrzejecie, ale pyszną kolacyjkę macie zapewnioną. Przyjazną obsługę również, nawet jeśli jesteście dziećmi. Kolorowanki, danie spoza karty? Można się dogadać.

Adres: Grottgera 2
Telefon: 730 741 230 
Godziny otwarcia: 11-22
Dostępna dla ludzi na wózkach
Jeszcze nie można płacić kartą.
Szef kuchni: Kuba Piętowski
           

23 listopada 2016

Sarzyński – Nowy szef kuchni, nowa nadzieja


Na początku było smacznie, a później coś się popsuło. Jak jest teraz?

Ta restauracja sprawiła, że uwierzyliśmy, że da się smacznie zjeść w centrum handlowym. Jednak po początkowych zachwytach, zauważyliśmy, że jakość dań utonęła pod powierzchnią coraz większej liczby gości. O ile ciasta nadal były świetne, o tyle obiadki nie wywoływały już pozytywnych łaknień. To się zmieniło. Okazuje się, że od jakiegoś czasu szefem kuchni jest Piotr Wójcik, o którym słyszeliśmy wiele dobrego, a który karierę rozpoczynał blisko dwadzieścia lat temu w Hotelu Victoria.
Zupa rydzowa
W karcie jego autorstwa od razu rzuca się w oczy zupa rydzowa (14 zł), którą oboje zamówiliśmy. Wrażenia mamy takie, że choć przydałoby się więcej grzybów, które i tak najlepiej smakują z patelni, to jednak taką zupkę chętnie wsuwalibyśmy częściej. W zasadzie nie można jej nie lubić. Gorąca, gotowana na wołowinie, która była bardzo miękka, wyraziście doprawiona, lekko słona, z chrupiącymi warzywami i jakby winnym tłem. To się musiało udać.
Ze starej karty pamiętamy placki ziemniaczane, które
Placki ziemniaczane
różnie się udawały. Tym razem Łaszek miała dwa zastrzeżenia. Pierwsze - do temperatury. O ile sos pomidorowo-paprykowy był gorący, o tyle konkretnie chrupiący bohaterzy - jedynie letni. Drugi minusik za lekko twarde polędwiczki w sosie. Mogłyby się dłużej dusić. Ich cena to 25 zł.
Dorsz
Już beż żadnych biadoleń zjedliśmy za to dorsza z marchewkowym puree, sałatką z pora i podgrzybków i sosem szałwiowym (29 zł). Mięso zwarte i pełne soków, a dodatki wyważone i wciągające przy każdym kęsie. Korzenne akcenty i odrobina rzodkiewki dodatkowo wzmocniły efekt.
Obsługa była jak zwykle miła i całkiem szybka, biorąc pod uwagę obłożenie. Znała asortyment deserów i chętnie doradzała. Co prawda nie widzi różnicy pomiędzy sokiem a napojem, ale dajmy już spokój i cieszmy się, że znów mamy pewny adres na niezobowiązujący obiad.

Adres: ul. Tomasza Zana 19, 20-601 Lublin
Można płacić kartą.
Dostępna dla ludzi na wózkach.

10 listopada 2016

Nowy świat – Stek z kalafiora, a wątróbka z dorsza



Nie mielibyśmy nic przeciwko temu, żeby na każdym rogu mieściła się bezpieczna knajpka.

Wątróbka z dorsza
Przecież nie zawsze musi być wykwintnie. Z resztą mówi się, że to bistro są przyszłością, a nie fajn dajningi. Fakt jest taki, że mamy nowe miejsce, a więc czas na testy. Nie widać w karcie ściśle obranego kursu. Widać natomiast dbałość o kuszenie konsumenta. Pizza w rozmiarze 45 cm, ceny dań głównych z najwyżej dwójką na początku – to nie przypadek. W rytmach szantowych, a momentami bardziej przaśnych, dryfujemy po spisie w stylu „dla każdego, coś dobrego”. A jednak jest nieco
Rosół
inaczej. Pojawia się nutka ekscytacji. Bo kiedy ostatnio ktoś wam proponował wątróbkę z dorsza (15 zł)? Może dodatek dobrze spreparowanej, sparzonej cebulki, nie jest trafiony, bo tłamsi delikatność rybich podrobów, ale alternatywa dla śledzika to iście o wiele bardziej kusząca. Poczucie bezpieczeństwa zostało utracone za sprawą rosołu (8 zł), pełnego sprężystego makaronu i chrupiących warzyw. Słodycz marchewki wiodła prym, ale wywar, w którym królowały warzyw był dobrze przyswajalny.
Makaron z szarpaną wołowiną
W każdej części jadłospisu jest coś, na czym zawieszamy oko. Łaszek chcąca pozostać w glutenowych klimatach, stawia na spaghetti z szarpaną wołowiną (19 zł). Z nieco zbyt słonym mięsem, ale delikatnym, dobrze łączącym się z pomidorowym charakterem dania. Tu znów pobrzmiewają głównie słodkie nuty, ale kwas bywa dla polskiego gościa gorszy do zniesienia. Interesująco zaczyna się moja przygoda z kalafiorowym stekiem (23 zł ), ale smak tej białogłowy nie jest niczym podbity, po chwili robi się muląco, zwłaszcza w towarzystwie puree o jednostajnym, chyba pietruszkowo-
Stek z kalafiora
selerowym tonie. Ożywiamy się dodatkiem curyy, w którym tapla się papryka, cebula i cukinia, jednak tutaj po kilku machnięciach widelcem stajemy się ofiarami kwasowości. Momentami o prawie octowym charakterze. Męczyły te warzywa, choć być może dlatego, że porcje są duże. To powinno się gościom podobać, ale może też być pułapką. Z warzyw leczymy się przynajmniej na kilka godzin.
Czekadełko
Żeby nie kończyć w ponurym nastroju, to mazurskie bity, które zostały w głowie przypominają, że obsługa w lokalu jest serdeczna – witają darmową wodą, z którą nie wychylają się nawet wyróżnione przez Slow Food restauracje, na uwagę o dużych porcjach uroczo protestują, że nie zamierzają wypuszczać od siebie głodnych. Interesują ją wrażenia gości, a i o czekadełku nie zapominają – ich kruasanty to naprawdę świetne rogaliki. Pieczywo podawane do zup i przystawek też każe za sobą tęsknić - mają porządnego piekarza. Wrócimy, nawet na sałatki, bo skład niektórych mocno przyciąga. Nowym światem byśmy tego rejonu nie nazwali, ale dobrą - uwaga – całodobową metą – już tak.

Adres: Krakowskie Przedmieście 10
Telefon: 690 829 939
Dostępna dla ludzi na wózkach.
           

26 października 2016

U Kucharek – niezłe pierogi


Pierogi alternatywą dla pizzy lub kuchni tex-mex.

Tym razem będzie krótko. Idea była zapewne taka, żeby stworzyć oazę swojskości, ale z akcentem fantazyjności.
Dzielenie wspólnej przestrzeni z innymi lokalami niestety sprawia, że mogą trafiać się brudne stoły, ale ekipa sprzątająca krąży co jakiś czas i wypełnia swoje obowiązki więc może trafiliśmy nie w porę. Gorzej, że i sztućce nie były najczystsze.
Czas oczekiwania na pierogi wyniósł 20 minut, ale zostaliśmy o tym uprzedzeni. Sobota, godzina piętnasta – czyżby to był „galeriowy szczyt”?
Pierogi z cielęciną
Wybór jest całkiem spory, ale kombinowanie z ilością
Pierogi z kaczką
pozycji w menu bywa strzałem w stopę. Miła Pani wywołała nasz numerek, a my zajęliśmy się samoobsługową resztą.
Ciasto pierogowe było lekko rozgotowane. Farsze zostały dopieszczone . Pierwsza porcja (wszystkie liczą po 10 sztuk) skrywała połączenie kaczki i warzyw z bulionu (16,50), a towarzyszyła jej konfitura z czerwonej cebuli, która smakowałaby lepiej, gdyby nie była zimna.
Drugi talerz prezentował opcję z cielęciną, kurkami i lubczykiem, polaną gorącym masłem (18,50). Masło zawsze polepsza smak, ale i tym pierogom niczego nie brakowało. Smaki były wyczuwalne. Przeszkadzała jednak odrobina niezidentyfikowanej kwasowości.
Obsługa jest miła, uśmiechnięta, a potrawy przygotowywane są na oczach gości. Przynajmniej te najważniejsze.
Co tu dużo gadać. My się cieszymy, bo mamy z głowy kombinowanie odpowiedzi na pytanie – „gdzie pójść na dobre pierogi”?. Oczywiście lud i tak pewnie zagrzmi, że jest drogo, ale to już nie nasz problem. Idźcie i pierogujcie. Mają też opcję dowozu.

Adres: Olimp, a więc Aleja Spółdzielczości Pracy 34
Telefon: 533 806 060
Internet: https://www.facebook.com/ukucharek