20 sierpnia 2016

Podwórko, Plener, Radość – gra całkiem smacznych słów



Chodzi oczywiście o miejscówki, w których można głównie się zabawić, wyluzować i potańczyć. Okazuje się jednak, że i zjeść się tam da. Zwłaszcza podczas Lubelskiego Pikniku Śniadaniowego w Plenerze.

Pałac Potockich ożył. Gmach z XVIII wieku, który dzięki przewrotnej historii należał m.in. do MO i KUL teraz gości na swoim dziedzińcu całkiem klimatyczny klub, przestrzeń – nazywajcie to jak chcecie - Podwórko. W ogóle to ma tam podobno powstać restauracja, ale coś nie spieszy się inwestorom. Radość to już inna para kaloszy (noszona przez twórców warszawskiej Miłości). Po kolei.
           
Ziemniak z gzikiem i meksykański (Podwórko)
Do Podwórka – a może na Podwórko – chodzi się na...kartofle. Są i inne dania, ale niezbyt pociągające. Spróbowaliśmy dwóch opcji: Gzik (10 zł) i Meksykański (14 zł). Ten z gzikiem jest naszym faworytem. Tu nie ma co kombinować. Masło czosnkowe, twarożek, szczypiorek, prażona cebula i koperek. Brzmi i smakuje świetnie, ale efekt byłby lepszy gdyby sporej wielkości ziemniak  był pieczony bezpośrednio przed podaniem. Nie ma jednak co płakać. Warto w to zainwestować. Wariant meksykański to już wariacja dla tych, co koniecznie muszą inaczej (kukurydza, nachosy, oliwki, wołowina) – szybko o nim zapomnieliśmy. Jedzenie mogłaby umilić obsługa, która przy naszych kilku wizytach nie mogła się zdecydować. Raz przyjmują zamówienia przy barze – innym razem już nie. W ogóle są tam, ale jakby ich nie było.
           
Plener
O wiele lepsze wrażenia wynieśliśmy z Lubelskiego Pikniku Śniadaniowego. Jednym z organizatorów działalności Pleneru jest Piotr Tyczyński. Ma nosa, bo imprezowicze zaglądają w to miejsce bardzo chętnie. Plener zyskał nowe oblicze dzięki przeprowadzce. Pomysł na ożywienie zrujnowanego stadionu Startu był trafiony, ale przy kilku wizytach ze słabą frekwencją wszystko wyglądało nieco smutno. Obecnie Plener urzęduje w Parku Ludowym i pierwsze co rzuca się w oczy to zieleń, przestrzeń i porządek. Podczas naszej wizyty wybór smakołyków był więcej niż zadowalający (a nie wszystkie lokale dotarły). Zdarzały się pudła – Ambaras i Okopova Cafe już o 10 (start o 9) nie mieli niektórych dań, ale i tak wyszliśmy najedzeni.
Bajgiel (Ambaras)
       
Jagodzianka i szakszuka (Okopova)
    
Zaczęliśmy od jagodzianki i szakszuki z Okopovej. Bułka nieco sucha, ale nadzienie nadrabiało nie najlepsze pierwsze wrażenie. Szakszuka była bardzo słodka. Interesująca, ale brakowało nam w niej jajka. Bez niego obżarstwo jest niepełne. Była za to feta i cukinia.
Krok w bok i już zamawiamy kanapkę (w końcu pierwsza buła od nich) z Ambarasu. Bajgiel krył jajko (ha!), łososia wędzonego, cebulę i roszponkę. Wszystko tam się zgadzało, ale 12 zł nieco smuciło.
            Idąc dalej nie mogliśmy ominąć zapiekanki tradycyjnej z „Lubię to” i chwalonych wszędzie lodów z Portofino – rafaello smakowało jak oryginał. W zamyśle miał być chyba przełamany jagodą, ale górowała mdła słodycz. Lepiej zaprezentował się idealnie wyważony solony karmel. Polecamy. Po 3 zł za gałkę ( w rożku).
Słony karmel i raffaello z Portofino

            Nie znaleźliśmy żadnych komarów, za to wiele uśmiechniętych twarzy, a więc grzechem byłoby nie zachęcać do przyjścia.
Piersi włoszki & Drwal z Radości
            Przegląd imprezowni z jedzeniem w tle kończymy w   - ech... - kryła na szczęście lekko różowe mięso (zbyt mocno doprawione według nas), bekon, pieczarki, sałatę, pomidora, ogórka kiszonego, cebulę i sos bbq. Taka przyjemność kosztuje 19 zł. Cóż. Za średniego w smaku, rozwalającego się hamburgera w zimnej bułce to i tak za dużo. Wytłumaczenie temperatury bułki? Maszyna się nie nagrzała. Gdy kelnerka zapytała później o kolejne wrażenia, stwierdziła, że inni mają podobne odczucia. Aha... . Spróbowaliśmy też „piersi włoszki” - a może Włoszki powinno być? Ta fantazyjna nazwa kryje w sobie przesuszonego kurczaka, mozzerellę, rukolę, pomidora, ogórka, cebulę i pesto, po którym nam się odbijało (19 zł).
Teren Radości
Na pociechę dodamy, że w Radości jest najprzyjemniej, bo i zielono i piaskowo i nawet wody trochę jest. A dookoła poklasztorne mury zabytkowego browaru i Pałac Sobieskich.
Za jedzenie (burgery) odpowiada ekipa z „Nóż, kuchnia i bar”.
Wybór należy do Was.

Radość – Bernardyńska 15 (czynne od 17 do 05:00)
Plener – Piłsudskiego 25 (od 16 do 04, Lubelski Piknik Śniadaniowy co sobotę w godzinach 09-16)
Podwórko – Staszica 3 (godzin otwarcia na profilu klubu nie podano)

05 sierpnia 2016

Giuseppe – bezpieczny wybór



Warto mieć w głowie miejsca, których odwiedzenie nie jest rykiem. Przecież nie zawsze chodzi o wielkie doznania kulinarne.

            Pamiętamy, że jakieś 15 lat temu Giuseppe było określane mianem najlepszej pizzerii. Niektórzy pewnie nadal tak twierdzą (ci bardzo przywiązani). Lokal dostawał różne wyróżnienia, m.in. „Koronę Smakosza”. Cóż – trzeba było skontrolować. To nie takie proste, bo popularność Giuseppe od lat każe najpierw zarezerwować stolik (tak na wszelki wypadek). Zrobiliśmy tak i my, zwłaszcza, że byliśmy w większym gronie.
            Giuseppe wyróżnia z tłumu knajp kwestia podejścia do gości. Tam chce się wracać dla ludzi. Narzekająca babcia, niezdecydowane dzieci - żaden problem, fotelik dla najmniejszego pojawił się automatycznie. Obsługa jest cierpliwa, wyrozumiała, elastyczna i profesjonalna, również podczas kontaktu telefonicznego, a to już jest fenomen. Warto zauważyć, że stoliki obsługiwane są zarówno przez kelnerów, jak i ich pomocników. Porządek musi być. Oby tak dalej. Plus za stonowaną muzykę w tle, ale przydałoby się odświeżenie wnętrza.
         
Zupa pomidorowa
  
Jedzmy: pomidorówka we włoskim stylu (8 zł) miała w sobie dużą dozę wyrazistości za sprawą czosnku i pomidorów, zarówno nieprzetworzonych, jak i tych z tych koncentratu. Wyczuwaliśmy marchew, pietruszkę i cebulę. Minusem był zbyt miękki makaron. Za tą cenę – w porządku.
Pizza
            Pizza z szynką i kukurydzą wybrana przez najmłodszych (ok.19-20 zł) nie rozmiękała, trzymała poziom w dłoniach, ale smakowo to średniak. Może kiedyś było inaczej. Teraz już nawet na telefon sprzedaje się dobre Margherity i inne Hawajskie.
           
Polędwiczki
Grillowane polędwiczki wieprzowe (24 zł) – nieśmiertelny klasyk, który chyba nigdy nie zniknie z kart – soczyste, ze sporą ilością grzybów w sosie popdprawionym śmietaną. Nikt na pewno nie powie, że to mu nie smakuje. Bezpieczna propozycja w dobrej cenie. Jeśli nowe restauracje przestaną się otwierać, a szefowie kuchni stwierdza, że wszystko już było – to ok, będziemy je częściej zamawiać. Tylko niech postarają się o lepsze frytki. Znowu masowa mrożonka, ale opanowana. Chrupkość zdradza
Sałatka
znajomość tematu. Do dania zaserwowano jeszcze prostą sałatkę z winegretem, świeżą i chrupiącą. No i fajnie. Rodzinka zadowolona. Resztki zapakowane w trybie rachu, ciachu – można iść. Dziękujemy i zapraszamy ponownie. My również - za to, że można tam iść bez strachu.

Adres: Hipoteczna 3
Godziny otwarcia: pon., wt., czw.: 09-22, śr.:10-22, pt.:09-23, sob.:12-23, niedz.:12-22

30 lipca 2016

Pepe&Roni, Sevi Kebab, Lubię To – pizza, kebab, zapiekanki



Street food, hity polskiej gastronomii, nudy – nazywajcie je jak chcecie. Faktem jest, że są ciągle modne.



Do włoskiej pizzy stale mamy słabość, typowych zapiekanek nie jedliśmy chyba od dzieciństwa, a kebab w odmianie innej niż döner, to u nas wciąż rzadkość. Każdy powód jest dobry, ale czy oferta opisywanych lokali sprosta oczekiwaniom? Sprawdźmy:
            Pepe&Roni to najwyraźniej kolejne dziecko Filippo Orlando, znanego z Arte Del Gusto oraz

Le Monde. Co wyróżnia ten lokal? Na pewno to, że wyrabia pizzę na cienkim (ale nie tylko) cieście, a oprócz tego dba o jakość składników – to frazesy, ale spróbujcie sami. Ponadto, podobno można domówić oliwę, które jest jedynym uznawanym przez nas „dodatkowym sosem”. Ale na stronię (w menu) oliwy nie było. Myśleliśmy, że może dodawana jest w standardzie gratis – ale tak nie jest. Być może da się o nią poprosić, lub zamówić za dodatkową opłatą korzystając z telefonu. My wybraliśmy opcję zamówienia i opłacenia zamówienia przez stronę, wygodną, dającą możliwość zmiany składników, czytelną (choć czcionka bywa miejscami niewyraźna). Czas dostawy się zgadzał – około półtorej godziny, przy czym

kierowca był szybciej. Pizza nie była bardzo gorąca, ale na tyle ciepła, że nam temperatura odpowiadała. Składniki – z wyjątkiem wołowiny – były wysokiej jakości. Wołowina a'la kebab (i to niskich lotów) nie zdobyła nas. Nastąpiła też pomyłka. Klępnęliśmy oliwki zamiast rukoli i nie dostaliśmy żadnego z tych składników, choć za niego zapłaciliśmy. Poza tym – bez zarzutu. Ciasto chrupało, pojedyncza warstwa sosu przyjemnie dodawała słodyczy i kwasowości, a ilość „farszu” była w sam raz. Polecamy zwłaszcza borowiki i rozmaryn na pizzy Bianca. Ceny
od 15 zł do 27 zł, w promocji np. 2 x za 35 zł. Polecamy.


            Sevi Kebab zapewne byśmy omijali, gdyby nie to, że posiada w swojej ofercie tzw. Sis grill barani (Adana)  - (16,40 zł w promocji). To skomplikowana nazwa, bo dla nas czym innym jest sis, a czym innym adana. Firma od razu informuje, że mięso jest wołowo-baranie, co jest normą, choć niektórzy wolą kłamać, że serwują „czystą” baraninę. Obsługa była szybka, profesjonalna i pomocna. A jedzenie? Mięso było całkiem soczyste i lekko pikantne. Wygrywało przez jakiś czas z tym, które jedliśmy w Mekan Cafe (chyba nie istniejącym już bądź przeżywającym przerwę). Do mięsa w Sevi jako dodatek dorzucono sporo świeżych warzyw (cebulę, ogórka, pomidora i paprykę) i sosy, które smakowały jak gotowce. Jest jednak również dodatek ezme – pikantnej pasty (może salsa byłaby lepszym określeniem) z m.in. papryki ostrej, pasty pomidorowej, ogórków i ziół i ten upiększacz jest miłym przeżyciem. Całość spoczywa na trochę nudnej picie. Było smacznie, miało się ochotę na więcej, ale musimy przyznać, że danie zalegało ciężarem w naszych żołądkach. Lekko nie było. Mimo wszystko chyba damy im jeszcze kiedyś szansę.
          

 
Lubię To było na naszej liście od dnia, w którym pół Placu Wolności zajmowała młodzież ze słusznej wielkości zapiekankami zgrabnie opakowanymi na wynos. Mają też pizzę, ale w tej kwestii chętnie poczytamy wasze opinie. Co do zapiekanek – przypomniał się smak rodem z przyczep z Niewiadowa. Chrupiące pieczywo, ciągnący się ser, przypieczone pieczarki, obowiązkowy keczup i dodatek...oregano. Jedyna różnica jest taka, że pamiętamy zapieksy raczej długie niż szerokie. W 'Lubię To” mają „jedynie” 30 cm, ale za to są naprawdę grube. Idźcie w klasykę (7 zł). Wzięliśmy też wariant z oliwkami, pomidorami, fetą i czerwoną cebulą (13 zł), ale to już nie to, inna bajka. Generalnie – udało im się. 
            Opisane przybytki nie są czymś, co wprawia w zachwyt, ale wygląda na to, że mamy coraz więcej całkiem solidnych miejsc w różnych kulinarnych segmentach. Tylko ten ciężki Sevi Kebab niepokoi...

Dane kontaktowe:
Pepe&Roni – Nałęczowska 67, tel. 533533211, godziny: pon-czw.: 11-22:30; piąt.: 11-23; sob.: 11-23:30; niedz.: 12-22:30, internet: https://www.facebook.com/peperoni.lublin/,http://www.pepe-roni.pl/

Sevi Kebab – Lipowa 13 (Plaza), tel. 500017009, godziny: pon.-niedz.: 9-21, internet: https://www.facebook.com/Sevi-Kebab-Lublin-Plaza-1108424219177977/?fref=ts,
Lubię To – Bernardyńska 6, tel. 796237263, godziny: pon.-czw.: 10-22; piąt.: 10-24; sob.: 12-01; niedz.: 12-22, internet: https://www.facebook.com/lubietolublin/info?tab=page_info,