22 lipca 2017

Munchies – królowie lata



Kulturalny luzik, dobre składniki, staranność. A siedząc przy stoliku okazuje się, że Zielona naprawdę może mieć taki kolor.

Menu z obietnicą

Byli w Warszawie, są w Lublinie – słusznie. Nie jesteśmy pewni, czy to dokładnie ta sama ekipa, ale ważne, że dobrze karmią. Ich pomysł to połączenie fast food ze slow food. Czyli porządne jedzenie jest już wstępnie przygotowane, wymaga jedynie wykończenia przed  – dzięki temu tempo jest dość szybkie, a smaki głębokie i dopieszczone. Menu – krótkie, ale wciągające, niosące obietnice. Dla jednych - zaspokojenia głodu, dla innych – ciekawych połączeń. Wszystko spowite delikatną, przyjemną, dymną mgiełką z zaplecza.

Kiełba i KFC

KFC
Mięciutki policzek wołowy, do tego chrupiące frytki w wariacji
Kiełbaska z grilla
poutine, którym towarzyszy ser i wyraziste sosy (25 zł), skrzydełka na koreańską modłę (KFC – 22 zł) z mięskiem z łatwością odchodzącym od kości, świeży coleslaw, orzeźwiająca salsa z mango i pomidorów, maślana bułka z łopatką wieprzową (26 zł), idealnie zgrillowana kiełbaska - niby prosta, a pierwszy raz taką dostaliśmy (też coś ok. 2 dyszek) – od czego zacząć opis? Nie będziemy nudzić. Lećcie i spróbujcie wszystkiego. Aby uniknąć posądzeń o lenistwo i stronniczość wspomnimy, że szarpana wieprzowina mogłaby być ciut bardziej soczysta (sosy i dodatki w bułce całkowicie to rekompensują), przyprawy czasem dominują, a kiełbaska mogłaby być większa. Mało uchybień, prawda? Po posiłku będziecie potrzebować odrobiny higieny. Mordki, rączki będą całe w aromatach. Z pomocą mogą przyjść żele stojące przy kasie – mała rzecz, a cieszy.
Policzek wołowy

W okresie krótkich spodenek Munchies będą rządzić
Łopatka w bułce

Po jedzeniu doszliśmy do wniosku, że Munchies mógłby spokojnie zastąpić wszystkie bary z kebabem, bo serwują mięsko, sosiki, dużo umami (które ucieszy także po „kilku głębszych” – dobre piwko też się najdzie) i to w wersji niemal de luxe. Wszystko w zielonym otoczeniu podwórka z duszą na Zielonej - ulicy, która od niedawna tętni życiem. Nie wiemy, co będzie po wakacjach, ale obecnie nie mamy wątpliwości, że w czasie krótkich spodenek i nagich pach - Munchies rządzą.

Adres: Zielona 5a
Telefon: 507 665 014
Godziny otwarcia: śledźcie profil na FB.

05 lipca 2017

Browar Lublin – zawsze ktoś się napatoczy



Lokalizacja świetna, pomysł nieco zakurzony, ale każda udana (jeśli taką jest) inicjatywa tego typu jest warta odnotowania.

Coś nie pykło – na tablecie

„Warzymy swoje piwo” zaczyna brzmieć jak „gotujemy z sezonowych i lokalnych składników”. Głupio narzekać, ale i trudno skakać z radości. Zwłaszcza jeśli nie wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Kilka wizyt w Browarze Lublin pokazuje, że mamy do czynienia ze stałymi bolączkami – głównie w słabej organizacji obsługi, tutaj – zapatrzonej czasem bardziej w tablety niż w gości. Z piwem jest dobrze – próbowaliśmy kilku i wszystkie były wysoce pijalne. Nie wiemy, czy w końcu warzą je już na miejscu, czy jeszcze nie, ale jest to ich najmocniejszy punkt…

Lubelsko-rubasznie-światowo

Kiełbasa własnej produkcji na kapuście
Ogródek przy deptaku nie jest kameralny, ale jakimś cudem
Frytki belgijskie
zawsze znajdowaliśmy w nim miejsce. To lepsze rozwiązanie niż ciemne wnętrze z głośną muzyką – przynajmniej jeśli chodzi o wizytę kulinarną. Menu jest przekrojowe, czyli tradycyjne już – dla każdego coś dobrego – z minimalnym wręcz naciskiem na kuchnię lokalną lub sezonową. Chyba, że zaliczymy im „Lubelski kubełek” ze skrzydełkami, krążkami cebulowymi, stripsami i wątróbką albo pizzę lubelską z kiełbą, boczkiem i czosnkiem. Przynajmniej jest forszmak. Generalnie kuchnia polska – krewetki, frytki belgijskie, caprese z pieczonego buraka (naprawdę?) i pielmieni…no właśnie – ta ostatnia propozycja zaintrygowała.

Ponuro, ale chociaż to piwo..

Pielmieni bez kwaśnej śmietany ;)
Pielmieni za 26 zł miały być z kwaśną śmietaną – tej zabrakło. Niemogło zabraknąć za to ozdobnych kiełków. Same „pierogi” były dość poprawne. Farszu przydałoby się więcej charakteru, ciasto mogłoby być nieco bardziej zwarte. Nieco okrasy z cebulki nie załatwiło sprawy. Było ponuro. Humor mogłaby poprawić kiełbasa własnej produkcji na kapuście z cebulą (15 zł), ale i tutaj nie było zachwytu. Wyczuwało się w niej gorycz, a kapusta – jak to kapusta – trochę słodka i trochę kwaśna, z dodatkiem kminku. Może trzeba było zamówić frytki – znajomi chwalili. Nie mieliśmy ochoty na nic więcej, bo nudno i bez nadziei na lepsze smaki. Ale skoro piwo da się pić, pewnie jeszcze kiedyś wpadniemy z kontrolą. Mają też (podobno własnej produkcji) lody.  Cóż – może to się samo będzie kręcić, ale to wszystko jakieś takie grubymi nićmi szyte.

Adres: Krakowskie Przedmieście 7
Tel.: 81 502 96 20
Godziny otwarcia: 11-24

22 czerwca 2017

Karczma Nałęczowska – jest w czym wybierać



Lubimy miejsca, w których menu oferuje przynajmniej 2-3 oryginalne pozycje. Kazik mawiał, że płyta jest dobra, jeśli są na niej 2-3 dobre piosenki.

Lepiej przed porą obiadową

Czekadełko
Od „Kuchennych Rewolucji” z udziałem karczmy minęło kilka lat. Nigdy nie było nam po drodze, zawsze wykręcaliśmy się tym, że pewnie tam nie będzie miejsca, że pewnie tłusto itd. Naszym dobrym pomysłem było wpadnięcie przed porą obiadową. To było sprytne posunięcie, bo zarezerwowano sporo miejsc dla wycieczki, która zalała niemal cały lokal. Wystrój jest bardzo ciężki, miejscami trupiozwierzęcy, z dominującym drewnem. Obsługa jest czujna, więc zamówienie przebiegło bardzo sprawnie.




Zero mułu

Rosół z bażanta
Faworki z karpia
Obiad zaczęliśmy od czekadełka, a w głośnikach „stokrotka rosła polna…”. Taka poczekajka mogłaby być w każdej restauracji – jeśli o nas chodzi. Były to chrupiące, gorące małe cebularze. Dzięki nim nie daliśmy radę dojeść reszty dań. A były warte tego. Rosół z bażanta  (16 zł) jeszcze nie był na najwyższym poziomie. Dość słodki, z lekko rozgotowanymi kołdunami, ale gorący i tęgi. W pamięć zapadły za to faworki z karpia (19 zł) – zmyślnie pocięte filety, chrupiące z zewnątrz i jędrne i wilgotne w środku. Do nich duża dawka sosu tatarskiego domowej roboty i cytryna. Zero mułu w smaku, ani jednej ości – warto. Surówki wybieramy sami. Były świeże, w dużym wyborze. Gorzej z gotowanymi jarzynami. Te były zmęczone i raczej chłodne.

Daniel z klusiami

Daniel z podgrzybkami
Karczma dziczyzną słynie, a więc dorwaliśmy daniela z
Gołąbki
podgrzybkami (38 zł) i gołąbki z dziczyzną (24 zł). Gołąbki były po prostu pyszne, domowe. Nie rozpadały się, nie męczyły ani zapachem, ani przykrymi niespodziankami pod zębem. Trudno o lepsze. Zwłaszcza, jeśli są wykończone sosem z jędrnymi kurkami. Co do gulaszu z danielem – bez zastrzeżeń. Miękkie mięso, sporo grzybów – comfort food – jak to się teraz mówi. Do tego kluski kładzione – prosto z garnka. Założymy się, że gotowane przez panie o dobrych sercach. Jedlibyśmy dalej, bo jest w czym wybierać, ale nie daliśmy już rady. Karp po żydowsku z koglem-moglem musi poczekać.

Nie miejcie wątpliwości – warto. Ale mimo wszystko celujcie we wczesne godziny, omijajcie terminy weekendowe. Gdy wpadła do lokalu zorganizowana grupa szalonych sześćdziesiątek, obsługa zaczęła przegrywać…

Adres: Poniatowskiego 4, Nałęczów
Tel.: 81-501-45-78
Godziny otwarcia: 10-22

06 czerwca 2017

Święto Wina w Janowcu – po raz ósmy



O Święcie Wina pisaliśmy wielokrotnie i pewnie jeszcze nieraz o nim wspomnimy. Niemal zawsze podczas święta jest wspaniała pogoda, dobre wina i wiele uśmiechniętych twarzy.


Na końcu zamieszczamy oficjalny komunikat, a co od nas? Impreza rozwija się organizacyjnie ("uszczelnienie" granic - większa kontrola), ale wciąż brakuje promocji i jakiegoś rozmachu. Tylko, czy to jest minus? W tym roku stwierdziliśmy, że nie. Przy większych tłumach kontakt z winiarzami byłby o wiele bardziej utrudniony. Trzeba odnotować, że pojawiają się kolejne winnice. Brawa dla odważnych. Na dziedzińcu zamku w Janowcu zaprezentowały się następujące winnice: Winnica Solaris, Las Stocki, Winnica Mały Młynek, Winnica Skarpa Dobrska, Winnica Modła, Widok Wojszyn, DOM Bliskowice, Winnica Rzeczyca, Male Dobre Winnica, Maja, Winnica Wieczorków, Winnica na Roztoczu "Czarnowoda".

Skarpa Dobrska miała jedno z mocniej obleganych stanowisk.

Łaszek twierdzi, że to zasługa nie tylko dobrego wina, ale i pięknych dziewcząt je serwujących oraz gustownego ozdobienia stanowiska.
Źródło: strona fb Winnicy Skarpa Dobrska
Przyjemnie trawiasty, półwytrawny riesling i wytrawne pinot gris o aromacie tropikalnych owoców i całkiem długim finiszu były świetne. Małe Dobre raczyło nas dobrym, cukierkowym wręcz, półwytrawnym Solarisem. Maja cieszyła zadziornym, wytrawnym rieslingiem (choć łagodniejszym niż ten ze  Skarpy Dobrskiej). Nieco zawiodłem się na Rd6 (rondo) z Rzeczycy. Drewniano-korkowe aromaty mi się nasuwały jako pierwsze. Ale Łaszek stwierdziła, że się czepiam, że jest ok, mocno ściągające podniebienie, ale o konkretnym aromacie czerwonych owoców. Winnica Solaris standardowo już kupiła nas swoim Rose. Lekko musujące, landrynkowe (w pozytywnym znaczeniu), półwytrawne – wszyscy cmokali je z przyjemnością. Podobnie jak DB.Cantor’16, półwytrawne z Domu Bliskowice. Bez zastrzeżeń – produkt wzorcowy można rzecz. Obawiamy się niestety przyszłego roku. Mrozy bardzo mocno pokrzyżowały plany winiarzom. Trzymamy mocno kciuki.


A co z jedzeniem? Z oferty jedzeniowej warto było odwiedzić przynajmniej dwa stanowiska, gdzie znajdowały się Ekologiczne Pieczarki z Dąbrówki i sery z gospodarstwa Figa.
Komunikat ze strony http://www.winiarzempw.pl/:
Podczas Święta Wina - Janowiec 2017 w dniu 27 maja panel degustacyjny w składzie: Maciej Nowicki (Winicjatywa), Katarzyna Puk (sommelier) i Kazimierz Dębicki (sommelier), przyznał po degustacji w ciemno Znak Karty Winnic MPW następującym winom (w sumie 9. winom):





Dla win białych:
Repossia 2016 - Winnica Widok
Anemone 2016 - Winnica Skarpa Dobrska
Johanis 2016 - Winnica Solaris
Pinot Blanc 2016 - Winnica Maja
Apricus 2016 - Winnica Modła

Dla win słodkich:
Ambrozja 2016 - Winnica Solaris

Dla win różowych:
Rose 2016 - Winnica Solaris

Dla win czerwonych:
Anthe 2016 - Winnica Las Stocki
Pinot Noir 2016 - Winnica Maja