24 czerwca 2012

Organic food by lubelskie –pokaz pełną gębą



Czas: Noc Kultury. Miejsce: Centrum Promocji Województwa Lubelskiego. 
Cel: przypomnienie o lokalnej, ekologicznej żywności.

 
„Cudze chwalicie, swego nie znacie”, napisał kiedyś Stanisław Jachowicz. Czasu sporo upłynęło, a ten cytat można powtarzać w kółko. Na pomysł promocji Lubelszczyzny wpadli pracownicy Centrum promocji Województwa Lubelskiego.  Spotkanie prowadziła Pani Barbara Wybacz. O stronę warsztatową zadbał kucharz Grand Hotel Lublinianka (restauracja BelEtage), Pan Jacek, którego nazwisko nie padło, a my zaaferowani smakami i rozmowami nie dopytywaliśmy. Może Pan Jacek wyskoczył na chwilkę i nie chciał ujawniać personaliów w obawie przed wsypą?

Zacznę od dwóch niedociągnięć. Mało osób mogło wziąć udział w tym pokazie – dwie grupy dziesięcioosobowe. Niełatwo też było znaleźć szczegółowe informacje na ten temat. Kto chciał ten trafił. Warto na przyszłość  szerzej promować takie inicjatywy. To jest kolejny cel jaki postawiła sobie redakcja czysmakuje? .  Organizatorzy obiecali więcej takich inicjatyw. Trzymamy ich za słowo.

Zaczęło się od uwielbianych przez nas szparagów. W miejscowości Turowola-Kolonia, między Łęczną a Bogdanką ulokowana jest plantacja tych smacznych warzyw. Trafiły one do sałatki, która była jednym z dwóch dań jakie mieliśmy przyjemność skosztować. Szparagi wciąż nie osiągnęły pozycji jaką miały przed II Wojną Światową, kiedy to zajadano się nimi na ucztach. Na szczęście są uprawiane w wielu rejonach Polski, a konsumenci zaczynają doceniać białe i zielone smakowitości pod różnymi postaciami – surowe, pieczone, smażone, gotowane . Po szparagach – czas na szpinak, ratujący kolor wielu zup czy sosów, chrupany również w postaci nieprzerobionej.  Dopełnieniem zielonej treści głównej był szczaw, który rośnie w wielu miejscach, a uznawany jest często za chwast. Do tego kosteczki  sera białego zabłockiego, który wyrabiany jest od ponad stu lat w Kodniu. Także rzodkiew (korzeń, liście i kiełki), ogórek, papryka oraz garść orzechów włoskich i laskowych.  Sos do sałatki (lub dressing jak to woli choć brzmi to co najmniej jak element wykończeniowy w budowlance) wykonany  został z oleju lnianego (dostępnego u baby na targu przy Ruskiej), pietruszki i soku cytrynowego. Żadnych udziwnień – czysty smak i mnogość konsystencji osiągnięte minimalnym kosztem.

Najlepsze było jednak przed nami: Chłodnik litewski. Ja wiem – powinien być lubelski, ale o takim nie słyszałem. Nigdy nie jadłem lepszego. Pan Jacek szefem kuchni w Lubliniance nie jest, ale za to mianowałbym go nawet marszałkiem kuchennym lubelskich restauracji.  Chłodnik najprostszy, jednocześnie w  smaku najcelniejszy. Każdy ze składników czuć było z osobna, ale kompozycję stworzyły iście pełną.
Botwinka, czosnek, jajka od zielononóżek i pachnący koperek na bazie kefiru sprawdziły się wybornie. Choć zsiadłe mleko sprawiłoby, że na pewno nikt nigdy nie pobiłby tej zupy.

Na deser popróbowaliśmy miodu kurpiowskiego produkowanego przez firmę Apis. Dwójniak z odpowiednio dobranymi przyprawami korzennymi  zapewnił harmonijny smak i zapach. Jest produkowany z dodatkiem soku z czarnej porzeczki. W naszych ustach i skroniach zapanował błogostan. Zgromadzeni przy tej części prezentacji mogli dowiedzieć się więcej o pszczelarstwie oraz o tym, że technikum w Pszczelej Woli jest jedynym takim w Europie. Popijając słuchaliśmy rad dotyczących recyklingu oraz porad przydających się w kuchni. Przykład? Gotowanie wywaru z wszystkich resztek, choćby z głąbów kapusty czy gniazd nasiennych papryki, które później można użyć jako składnik kompostu. Albo frytura w roli konserwatora drewna czy zioła, które po upieczeniu zastępują odświeżacze powietrza. Można by długo opowiadać.

Lepiej samemu w to wejść. Śledźcie tego typu wydarzenia, chodźcie na nie. Jedzcie, pijcie i przekazujcie dalej zachęty. Tak ma działać ta promocja. Taką regionalną świadomość powinni mieć Ci, którzy związani się ze swoim kawałkiem ziemi.

Przydatne adresy:


1 komentarz: