16 lipca 2012

II rajd na orientację – wiedzeni aromatem słodu


Można w naszym mieście napić się dobrego piwa, świeżego lub pasteryzowanego. Niestety w knajpach nie ma jeszcze w tej dziedzinie samoobsługi. 

 
Naszła ochota na piankę. Start rajdu był zagrożony nadchodzącymi chmurami typu cumulonimbus. Nie przejęliśmy się nimi. Dzielnie wynurzyliśmy się z Łaszkiem na światło dzienne  poszukując wskazówek chmielowych, jęczmiennych, pszenicznych, dających ukojenie.

O Grodzkiej 15 usłyszeliśmy – mają nowy napój – Mai Bock. A jako, że znaliśmy wcześniejsze Pils, Pszeniczne i Dunkel - warte swojej ceny,  poszliśmy tym śladem. Oj chciało nam się takiego uczciwego piwka. Smaliło wręcz. A te litrowe, solidne kufle – same się prosiły by jeden za drugim osuszać.

Rozpogodziło się toteż wybór miejsc był oczywisty – taras z widokiem na Zamek. Siedliśmy we dwójkę, już nie pierwszy raz przy dużym drewnianym stole, jakich tam pełno. Chciałbym podkreślić, że trzy, podkreślam trzy takie stanowiska były wolne. Usiedliśmy przy jednym czekając na serwis. Kilka minut upłynęło i pojawił się z pełną tacą kelner, który podążając do gości siedzących nieopodal obrzucił nas badawczym spojrzeniem, zrobił w tył kilka kroków i zapytał:
 -  Czy Państwo są tylko we dwójkę? -
 -  Tak - odpowiedzieliśmy.
 -  To trzeba tam na górę pójść, tam jest chyba jeden wolny stolik. 
    Tutaj wpuszczamy od czterech osób.-
Po obwieszczeniu zasad panujących na jego terenie, zareagowaliśmy identycznie i równocześnie. Wstaliśmy i wyszliśmy.

Trochę tego żałowaliśmy, bo przyszło nam do głowy  kilka alternatywnych zakończeń tej sytuacji, łącznie z publicznym linczem owego podawacza. Rajd musiał trwać dalej. Wciąż liczyliśmy na zwycięski finisz.

Czeskie zbiory w Incognito na Peowiaków 3 stały się naszym kolejnym celem. Litovel i Budějovice 1795 miały umilić tę wizytę. To pierwsze(beczkowe za 6 zł) produkowane jest z palonego słodu, ma słodkawy aromat, ale nie jest pozbawione chmielowej goryczki, piana utrzymywała się kilka minut co mnie dodatkowo cieszyło. Było odpowiednio schłodzone, nie za zimne. Jest to częsty błąd w polskich lokalach. Przy okazji wtrącę zdanie, które usłyszeliśmy za naszymi plecami: ”Przepraszam, że tak dużo piany, ale czeskie piwa mają to do siebie”. Zgoda, ale w tamtej szklance było jej za dużo. Trzeba nalewać je powoli, czasem trwa to kilka minut. 
Drugi z sprawdzonych trunków również dobrze wypadł. Był słodszy, karmelowy i  łagodniejszy, ale charakteru nikt mu nie odmówi. Kosztował 7 zł.
Degustowane płyny miały podobną zawartość alkoholu – ok. 4,5 procent .




Łaszek rozochocona trafnym zamówieniem postanowiła dać sobie nagrodę w postaci lodowego spaghetti (13zł) . Tu zaczęły się schody. Z obiecanego spaghetti – nici. W tym sensie, że dostała po prostu 3 kulki lodów. Kelnerka na szczęście uprzedziła o tym. Ale nie wspomniała, że sos będzie porzeczkowy zamiast malinowego i że całość skąpana będzie w sztucznej, bitej śmietanie udekorowanej brudnymi liśćmi mięty z grubą łodygą. Duży minus za to. Karta się zmienia. Już tam kiedyś jedliśmy i rewelacji nie zanotowaliśmy, ale wrócimy na dłużej.

Polecamy miły zakątek na podwórzu – kolorowe kocyki na krzesłach i leżakach, donice z roślinami oraz dekoracja w kształcie owoców, zielona trawa – sztuczna, ale urzekająca mimo wszystko. Nie trzeba było patrzeć na innych, słuchać ryczących silników i rozpraszać uwagi. Pasowało nam to.

A więc drodzy restauratorzy – zadbajcie o obsługę. Nauczcie ich sztuki nalewania piwa, a niemiłych kelnerów odsyłajcie do podręczników dobrego wychowania.  Warzcie lub sprowadźcie jeszcze więcej tych wspaniałych piw. Macie nosa. My rajd zakończyliśmy irlandzkim piwem browaru Kormoran. W domowym zaciszu.

Adresy w Internecie:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz