25 lipca 2012

Willa Cienista – oby w cieniu pozostała


Dziś o ładnej powierzchowności kończącej się zawodem.

 
Puste restauracje nie zawsze oznaczają niedobre jedzenie czy znudzoną obsługę. Dobrze jest wejść do miejsca, gdzie można odpocząć od tłumu. Warunkiem jest skuteczny wywiad przed wizytą. Po to też zaczęliśmy pisać recenzje. Korzystajcie z nich, a nie będziecie musieli brnąć w ślepych zaułkach kulinarnego bezsensu.

Było tak: Pojechaliśmy z Łaszkiem do Janowca o czym już informowaliśmy. Chciałem odwiedzić tamtejszą ” Zamkową Kuchnię”. Niestety reszta grupy uderzeniowej miała cichy, sabotażowy plan niedopuszczenia do tego. Nie zagłębiając się w ludzką psychikę dałem za wygraną, tym bardziej, że rodziców powinno się słuchać. Szukając innego pomysłu na obiad. Po kilku pomysłach, stanęło na Willi Cienistej mieszczącej się przy Zielonej 23 w Puławach .
Wnętrza czyste, pachnące jakbym luksusem ale odrobinę przedawnionym. Ściany w jasnej tonacji,  tylko ,że zasłony ciemne. W połączeniu z dość niskim sufitem dało to raczej przytłaczający efekt. Solidne stoliki i krzesła rozsądnie rozmieszczone, aby sobie nie przeszkadzać. Tyle, że dzień był typowo letni, toteż o wnętrzu, nawet klimatyzowanym nie myśleliśmy. Na drewnianym tarasie rozlokowano drewniane, typowo ogródkowe stoliki, już nie tak stabilne, ale pasujące do otoczenia.
Karta jest obszerna. Zbyt obszerna. To nie wróży dobrze. Powoli i opornie uczą się restauratorzy tego, że nie uda im się wydawać świeżych posiłków na właściwym poziomie przy dużym wyborze dań.  Przy okazji wspomnę, że kolekcjonujemy wspomnienia przy zamówieniach, gdzie słyszeliśmy – nie ma. W Willi Cienistej niebyło np. soku pomarańczowego. Postawiliśmy na dwie zupy, dwa dania główne oraz jedną przekąskę gorącą.

Zupa szparagowa z groszkiem ptysiowym (12 zł) i zupa z kurkami na brokułach(14 zł), to dwie szpetne siostry. Z tej samej ohydnej matki. Gęste, powstałe w wyniku rozpuszczenia odpowiednich specyfików. Groszku ptysiowego nie zanotowaliśmy. Jedynie zielony w liczbie trzech. Prawie to samo, prawda? Do obu zup dostaliśmy grzanki. W szparagowej czułem nutę szparagową, ale żeby od razu od tego nazwę tworzyć? Druga siostra posiadała twarde resztki kurek i brokuła w postaci najpewniej suszonej. Strata pieniędzy, bo to oszustwo było.

Przekąskę gorącą pod postacią Boeuf Strogonow za 23 złote, męczyłem dobre 10 minut, ciągle wiosłując chochelką w kociołku niekoniecznie podgrzewanym stale gasnącym podgrzewaczem. Nie udało mi się pokonać tej podróbki sławnego dania. Podróbki dlatego, że nie było z polędwicy. Było za kwaśne, a mięso było pokrojone w kostkę a nie w paski. Takie forszmakowe to było. Przepisów na to danie jest multum, niektóre sugerują podanie z ryżem. Mało to ruskie, ale na carski stół ryż na pewno był sprowadzany. Danie jak na przekąskę zdecydowanie za duże. Podane zostało z rozgotowaną nieśmiertelną mieszanką marchwi, kalafiora i brokułu oraz z ziemniakami. Te ostatnie smaczne, obficie posypane koprem.

Z dań głównych spróbowałem węgierskiego kociołka z cielęciną kosztującego 31 złotych, który zdałby egzamin u Węgra, gdyby posiadał więcej ostrej papryki. Ziemniaki raczej dodałbym do gulaszu zamiast osobno na talerzu. No i ta mieszanka rozgotowanych jarzyn. Znów… . Tata wybrał nieźle. Często ma nosa. Mama nie miała już tyle szczęścia. Indyk z rusztu z warzywami  standardowo już rozgotowanymi był przesolony, z dodatkiem wzmacniaczy smakowych o sztucznym, obrzydliwym smaku, podobnym do tego z zupy. Posiłek był kombinowany naprędce z racji diety więc ceny nie podajemy, bo w karcie go nie ma.
Spróbowaliśmy zamówić deser, ale tutaj po raz kolejny usłyszeliśmy wyrok: NIE MA.  Chłodnik śliwkowy z lodami nie został sprawdzony.

Teraz już wiemy czemu w Cienistej jest pusto. Myślę, że Puławianie znają dobrze to miejsce. Cieszy mnie to. Za drogo tam w porównaniu z tym co dostajemy na talerzu. Jeszcze jedno – rodziców czasami można nie posłuchać.

Adres w Internecie: brak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz