04 września 2012

Orient Express i Ąka – efekty rewolucji



Kolejne dwie restauracje z Lublina poprosiły o pomoc znaną restauratorkę, Magdę Gessler. Czy pomogła?

Na to pytanie jeszcze nie odpowiemy, ponieważ szał popularności nastąpi na pewno po emisji odcinków z tytułowymi lokalami. Wtedy też właściciele powinni zanotować wzrost zysków. Na chwilę obecną możemy stwierdzić, że wydane tam pieniądze to niegłupi pomysł zagospodarowania krwawicy.

Orient Express ma swoją siedzibę przy ulicy Złotej 2. Siedzibę oryginalną, z mnogością wnętrz, zaaranżowaną na sławny pociąg o tej samej nazwie, luksusowo przewożący pasażerów w latach 1883-1977 . Zajęliśmy miejsce w jednym z przedziałów, oczekując podróży w świat smaków. Miła kelnerka pojawiła się szybko, dostarczając karty i uświadamiając nas, iż w razie potrzeby możemy korzystać z przycisku w ścianie, dającego sygnał obsłudze. Nie wiem jak Wy, ale ja widząc ten przycisk obrałem dwa scenariusze. Pierwszy zakładał olanie tego wynalazku. Drugi, szatański, nakłaniał do wielokrotnego użytku w najbardziej błahej sprawie. Wybraliśmy pierwszy. Nudni jesteśmy. Przyszedł czas na wrażenia bardziej oczywiste. Nisko nam się siedziało. Za nisko, więc niewygodnie. Siedzenia były zbyt miękkie. Jak kiedyś w moim FSO 125p. Stół był porysowany, z sękami. Może trzeba było poszukać ładniejszej sali, a nie siadać przy pierwszym lepszym stoliku? Niech będzie, że to nasza wina. Gorzej, że sztućce położono bezpośrednio na tym stole, bez choćby jednej serwetki. Dość tego biadolenia.
Czekadełko

Spis potraw ku naszej wygodzie i zadowoleniu jest krótki i przejrzysty.  Uwagę przykuwa sporo dań. My zaatakowaliśmy tylko dania główne. Na szczęście, bo więcej nie dalibyśmy rady zmieścić. Zwłaszcza, że otrzymaliśmy bułeczki pieczone z masłem czosnkowo-ziołowym jako wstęp. Miły gest. Pieczywo było świeże, gorące, a masło w idealnej temperaturze. Do tego łyk Książęcego ciemnego i mogliśmy grzecznie czekać na punkt kulminacyjny.

Kaczka z puree i kurkami
Łaszek postanowiła dać szansę na wykazanie się kucharzowi, zamawiając soczysty filet z kaczki serwowany z kurkami i suszonymi pomidorami i puree ziemniaczanym(41 zł).  Kaczka okazała się zbyt wysmażona. Na szczęście nie była twarda, ale już nie soczysta. Uratowało ją odpowiednie doprawienie i to, że trzy kawałki piersi to porcja ciesząca i oko i brzuch. Skórka momentami przyjemnie chrupała, ale zbyt rzadko. Puree było delikatne, gładkie, zadowalające. Kontrowersyjne okazały się kurki w czekoladzie. Bo tej drugiej było za dużo. Poza tym wygląda na to, że grzyby były nią polane, a nie posypane. Połączenie w mojej opinii było ciekawe, za to zupełnie nie leżało mojej pięknej towarzyszce. Pieprzniki jadalne ujawniały swój charakter w tle. Zostały zdominowane przez kakaowy sos. Mnie to intrygowało, więc plus za odwagę na kuchni.

Tagine naczynie
Ja ostrzyłem sobie zęby na tradycyjne marokańskie Tagine z baraniny z dodatkiem warzyw, mięty i migdałów w miodzie serwowane z kaszą z dodatkiem rodzynek w cenie 42 złotych. Tym razem instynkt mnie nie zawiódł. Wonne opary uduszonego baranka przyjemnie uderzyły w nozdrza, po zdjęciu przez kelnerkę pokrywki. Miękkie mięso połączyło się z pomidorami, oliwkami, orzechami, rodzynkami, miętą, chilli i innymi przyprawami, do których nie miałem głowy by zapamiętać. Może kumin, kurkuma i kolendra? Na pewno czosnek. W tym samym naczyniu ugotowała się kasza co sprawiło, że miała posmak reszty dania i była odpowiednio miękka. Byłem przez chwilę u Berberów jedząc to danie .

Tagine danie
Sycące potrawy częściowo wynagrodziły mi bieg do bankomatu, ponieważ terminal restauracyjny nie działał. Szkoda, że wcześniej nikt nie dał znać. Pozwoliło mi to jednak błysnąć w oczach Łaszka, gdyż skombinowałem kilka wielkich słoneczników, które lubuje. Kończąc, chciałbym poruszyć kwestię sushi. To z Orient Express uznawane jest za najgorsze w mieście. Sam nieraz słyszałem i czytałem takie opinie. Nie wiem po co strzelać sobie w stopę raz po razie. Co ciekawe, w menu sushi nie zauważyłem. Być może odeszło nareszcie w siną dal?

Koniec  części pierwszej.

4 komentarze:

  1. Przy kolejnej wizycie w Lublinie na pewno wypróbuję to miejsce:)
    www.zbiorowezakupy.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Czas oczekiwania na obsługę bardzo długi, potrawy nie zachwycają, szczególnie zupy, jeśli chodzi o danie główne to nie jest źle jednak trzeba dokładnie czytać menu. Oceniam jako średnią restaurację p.s. nie polecam siadania w części ,,pociągowej" gdyż jest dość nie wygodnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za komentarze.
      Jeżeli chodzi o przedziały to faktycznie nie jest najwygodniej. Szczególnie przy jedzeniu. Trochę tym jesteśmy zdziwieni w kontekście "Kuchennych Rewolucji" . Zobaczymy jak wszystko się potoczyło już w czwartek.

      Usuń
  3. Skusiłam się, wczoraj... I to będzie mój pierwszy i ostatni raz... Pierwsza "wtopa" to brudna i niedomyta filiżanka na herbatę,bleee, później maty pod talerze również brudne, z zaschniętymi resztkami jakiegoś sosu... kawa kolegii zimna... jak już się doczekaliśmy na jedzeni ( pierś z kurczaka w sosie z kaparów + puree ziemniaczane i fasolka szparagowa) wcale nie było lepiej: puree okazało się słabo gniecionymi ziemniakami bez smaku, fasolka była niedogotowana jedynie sos na piersi z kurczaka( z której notabene wyciągaliśmy jakieś twarde chrząstki czy ściegna) był smaczny. I żeby było mało całość ledwo letnia, bo nawet nie da się o tym powiedzieć ledwo ciepłe. Zdecydowanie od-ra-dzam!

    OdpowiedzUsuń