10 grudnia 2012

El Mariachi – w poszukiwaniu Gringo



Po zamknięciu Złotego Sombrero brakowało w naszym mieście hacjendy, w której poznalibyśmy lub utrwalili smaki Meksyku. Duch Gringo odnalazł się.

Odnalazł się na ulicy Armii Krajowej 11. Skusił nas, wygrywając z lokalami kojarzącymi się z ryżem oraz pałeczkami. Do nich też dotrzemy, jakoś i kiedyś.  To był czas limonki, kolendry, chilli i kminu rzymskiego. Tego nam było trzeba w mroźny piątkowy dzień, żeby chciało się trochę bardziej żyć.
W naszym nie najbogatszym gastronomicznie mieście, to wciąż jest egzotyka. Był bar Pueblo Desperados, który zbyt dosłownie traktował sjesty, niezależnie od tego, czy lokal jest otwarty oraz ile osób w nim przebywa. Znany nam też był, wspomniany już lokal Złote Sombrero. Można było tam zjeść tanio, smacznie i świeżo. Bez szaleństwa. Jednak ani Stare Miasto ani Nadbystrzycka nie okazały bezgranicznej gościnności. Ostatnio trafiliśmy na Grill Bar Paprika. Ciekawe co tam podają…

Tacos
Wracając do El Mariachi, to mamy pewne obawy, czy dadzą radę osiąść na dłużej na Czubach. Życzymy im jak najlepiej, bo do odważnych świat należy. A smaki amerykańskie aż się proszą, żeby się nimi zajadać i je promować. Obawy potwierdziły się po wejściu, ponieważ ujrzeliśmy puste stoliki. Pora była wczesna, więc tym sobie wytłumaczyliśmy ludzki niebyt. Menu znajduje się na każdym blacie, toteż zatraciliśmy się w lekturze, nie zapominając  o obserwacjach.

Zupa a’la tortilla
Wnętrze jest ciepło urządzone. Żółte ściany, obrazy z południowymi stepami, papryczki, kaktusy przeróżne. Tak to sobie każdy wyobraża i to dostaje. Są problemy z grzaniem, więc temperatura popędzana jest piecykiem gazowym. Przegrzanie nam nie grozi, bo zamawiamy zimną Perłę (5,50 zł), a na przystawkę Tacos (10 zł). Miła to przekąska. Chrupiąca, z miękką polędwiczką wieprzową, podana z salsą pomidorową. Cheddar nie był najlepszy, ale poza tym wszystko się zgadzało. Kapało po brodzie, więc smakowało. Szczególnie salsa. To jest najmocniejszy punkt kuchni w El Mariachi, wbrew pozorom niełatwy, o czym sami się w kuchni przekonaliśmy. Proporcje były w sam raz.

Zupa a’la pozole
Następne w kolejce czekały zupy. Rozgrzały nas i podkręciły oczekiwania. Zupa a’la tortilla (8zł), czyli warzywny bulion, smakowała i syciła. Tortilla niestety rozmiękła. Jakby wrzucić ją chwilę później, utrzymałaby fakturę. A może lepiej dodawać nachos? Bez zarzutu była natomiast zupa a’la pozole (9 zł). Gotowana na karkówce, z wyraźnymi akcentami limonki i kminu. Oczywiście główną rolę grały pomidory i ostra, zmiksowana papryka. Dobra i prosta zupa do zrobienia w każdym domu. Pozostały dania główne.

Chilli con carne
Nie było to łatwe. Tym bardziej, że Perła swoje miejsce w żołądku zajęła i oddać nie chciała. Łaszek wybrała Chilli con carne (17 zł) , a ja chcąc porównać z innymi knajpkami, poprosiłem o Fajitas (25 zł).  Chilli sporządzone zostało z mieszanki wołowo-wieprzowej. Przyprawy były identyczne do tych z wcześniejszych dań. Niezłe to chilli, ale chyba zbyt łagodne. Wiem, że tak bezpieczniej, ale mimo wszystko więcej ognia się należy. Po to jest kwaśna śmietana, żeby nas ten ogień nie strawił doszczętnie. Do tego odrobinę za miękki ryż, ale całkiem znośny.   
Fajitas
Fajitas jadałem różne i to nie było najlepsze w mym gastronomicznym żywocie. Zazwyczaj podawano to danie jako skwierczące kawałki różnego mięsiwa, z dodatkiem równie energicznie skwierczących cząstek cebuli i papryki. Tutaj składniki zostały upieczone i uduszone. To nie grzech, ale na pewno nie sprawi to, że wszyscy pokochają tę wersję. Do fajitas dostałem śmietanę i sosy (salsy) z awokado oraz pomidorów. Zdecydowanie poprawiały doznania płynące z nie najlepszej, pszennej tortilli. A może dałoby się piec własne placki? I to kukurydziane? Salsy były tak smaczne, że chętnie kupowałbym je i wcinał z nachos. Nawiasem mówiąc, bardzo dobre nachos są w Biedronce. Za 2,85 zł . Guacamole jest genialne w swej prostocie. Może kucharze odważą się zrobić sos mole do jakiegoś mięska? To byłoby coś... 

Tak więc w kwestii jedzenia mamy standardy ,lecz nie tylko. W menu wyróżnia się sałatka Mexicana z cieciorki oraz ryba z pieca: Miruna a’la tampiquena. Następnym razem na pewno zamówimy. Standardy mają niezłe, ale żywimy nadzieję, że restauracja będzie się rozwijać i nie skupi się wyłącznie na pizzy. Takie nowości były magnesem kilka ładnych lat temu. Teraz? Nie jestem pewien. Oceńcie Wy. Generalnie jest smacznie. Najważniejsze są świeże składniki i chęć do gotowania.

Co do obsługi, to była szybka, reagując np. na naszą wizytę zmianą muzyki na hiszpańskojęzyczną. Kelnerka była sprawna, raczej zdystansowana. Mały minus za paluszek w zupie przy podawaniu. I tak miska z zupą wylądowała na talerzu więc można było tego uniknąć.

Bierzcie i jedzcie. Ceny są adekwatne do jakości. Przysmaki z El Mariachi można zamówić do domu.


Adres: ul. Armii Krajowej 11, 20-539 Lublin
Godziny otwarcia: codziennie od 11 do 23   

6 komentarzy:

  1. Meksykańskie dania super. Pizza mdła i jak cebularz. Polecam ze względu na mexicano żarcie.

    OdpowiedzUsuń
  2. polecam jak najbardziej :) pizza super :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sprostowanie - Złote Sombrero nadal przyjmuje gości. Po prostu my mieliśmy wielokrotnie pecha trafiając na drzwi zamknięte.

    OdpowiedzUsuń
  4. sposób podawania chilli con carne ma wiele do życzenia... Zupy wyglądają ciekawie chętnie się skuszę:)
    Duży wybór sosów też przyciągnął moją uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pizzy nie polecam. Lokal klimat.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja uwielbiam wszystko co pikantne : >
    A wtedy to i smaku w sumie nei czuć.. ;p

    OdpowiedzUsuń