26 lutego 2013

Bagatto – duża porcja makaronu



Włosi nie śpią. Kolejna trattoria otwarta.

Ciekawa sprawa z tymi lubelskimi Włochami. Wiemy, że ich kuchnia Polakom się nie nudzi. Będzie duża konkurencja czy jednak dla każdego wystarczy miejsca? Najlepiej gdyby nie czuli się zbyt pewnie. Wtedy jest duża szansa, że z tych ciekawych miejsc, wyrosną wybitne. Zmobilizujmy ich do większej pomysłowości. Niech nie myślą, że ich winne ambrozje zabiorą nam powody do narzekań. Naliczyliśmy cztery oryginalnie włoskie knajpki. Bo nie wszystkie można restauracjami nazwać. To dużo czy mało jak na Lublin? Chyba nie ma nad czym płakać. Można zjeść prawdziwą pizzę, prawidłowo ugotowany makaron, czasem poznać coś nowego i popić wszystko pysznymi trunkami.

Bagatto zajęło miejsce pewnego pubu, zwanego dalej PUB.  Ciekawe ile myśleli nad tą nazwą… Plusem PUBu było to, że było tam pusto, były tanie i dobre piwa, jakieś przekąski. W sam raz na mecze, które tam się oglądało. Pub się wyniósł. Teraz na Peowiaków oprócz Incognito, warto wstąpić też do trattorii. Wstąpiliśmy więc, a w zasadzie zstąpiliśmy, bo lokalik jest w piwniczce. Szturm poprowadziła Łaszek, w patriotycznym nastroju, zaraz po projekcji „Tajemnicy Westerplatte”.

Na miejscu byli jedynie właściciele. Nie świadczy to dobrze o lokalu podającym jedzenie, ale wiemy, że powstał on niedawno dlatego tym chętniej przetarliśmy ten szlak. Wybraliśmy stolik, a zaraz potem dostarczono grzejnik, który miał razem z winem walczyć o naszą temperaturę. Zabraliśmy się bezzwłocznie do komponowania obiadu. Cały czas była przy nas właścicielka, służąca radą. Karta jest krótka, bez kombinacji.
Piadina z polędwicą
Piadina z mozzarellą, szynką i rukolą

Łaszek zaczęła od Piadiny z mozzarellą, szynką i rukolą (13 zł). Strzał w dziesiątkę. Idealne połączenie. Ja z resztą też postawiłem na Piadinę, bo wybór był ograniczony. Moja była z mozzarellą, pomidorem i polędwicą (11 zł). Właśnie, z polędwicą. Gdy myślę o polędwicy mam w głowie widok smażonego na krwisto mięsa, a dostałem plasterki wędliny. Dość słodkiej, ale cóż. To moja niefrasobliwość. Generalnie Piadina jest pyszna. Placki z mąki pszennej w smaku przypominające skrzyżowanie pizzy z andrutem. Pieczone są na ogniu, a wypełniane mogą być dowolnym farszem. Proste i trafione.
Gnocchi
Ragú

Jeśli chodzi o makarony to każdy brzmiał w menu zachęcająco - czysta klasyka. Wiedząc, że kucharzem jest Włoch, Rosario Esposito – skusiłem się na Gnocchi alla sorrentina (18 zł). Kopytka były delikatne, ale wciąż al dente, z tradycyjnym wzorkiem odciskanym widelcem. Do nich dwa sery – mozzarella i parmezan oraz sos pomidorowy. Smak był zrównoważony, danie syte. Tak to sobie wyobrażałem. Łaszek postawiła na Carbonarę, ale jak zwykle znalazła czuły punkt – nie ma, bo zabrakło dezynfekowanych jajek. Bywa. Ragú (18 zł) czyli makaron rigatoni (rurki z podłużnym wzorem) z wołowo-pomidorowym sosem też się dobrze zapowiadał. Dla niej był za miękki. Wolimy nieco twardszy, ale pamiętajmy, że domowe makarony nie będą idealnie al dente. Może ciut za słodkie to ragú, ale włoskie bez dwóch zdań.
Panna Cotta
Część żywieniową Łaszek zakończyła panna cottą z polewą truskawkową (8 zł). Milutką bo delikatną, z prawdziwą wanilią. Zamiast polewy lepsze byłyby owoce w własnym syropie, lub świeże. Wiórki kokosowe były zupełnie zbędne. Ja zostałem przy wspólnym winie Montepulciano d'Abruzzo Tor Del Colle Riserva (50 zł za butelkę). Dojrzewające ponad rok prezentuje rubinową barwę, a w smaku nuty suszonych owoców. Wybór win jest interesujący. Wrócimy na Barolo.

Obsługa była bez zarzutu. Na luzie. Jak to w prawdziwej trattorii. Wystrój prosty, z solidnymi, drewnianymi meblami i akcentami rodem z Italii. Na pierwszym planie – Sophia Loren z lat świetności. Wyglądało na to, że ma swój ołtarzyk z plazmą w centralnym punkcie. Ale na ekranie prezentowane były wdzięki nie jej, ech… A jedynie Półwyspu Apenińskiego.

Mamy nadzieję, że to dopiero początek i jeszcze nas zaskoczą. Jak na pierwszą wizytę, oceniamy dobrze Tratorrię bagatto. Dobrze, bo gotują jak trzeba. Pseudowłoskie lokale powinny przyjść do nich po naukę przyrządzania pasty. My grzecznie prosimy na wiosnę o zmianę menu i coś naprawdę ekstra.

Adres: ul. Peowiaków 2, 20-007 Lublin
Numer telefonu: 534 982 667

P.S. To niestety kolejny lokal niedostępny dla ludzi na wózkach.



23 komentarze:

  1. Trattoria Bagatto, to miejsce, w którym jest prawdziwa kuchnia włoska. Smaki autentyczne, o których wielu się nawet nie śniło. Smaki autentyczne, bogate w swojej prostocie, delikatne i subtelne, a za razem pełne włoskiego słońca i ognistego charakteru.
    Buon appetito!
    Sta-ły klient

    OdpowiedzUsuń
  2. faktycznie pyszne makarony, ale ceny trochę za wysokie. 24 zł za makaron w lubelskich warunkach to przesada. Obniżcie ceny a goście przyjdą!

    OdpowiedzUsuń
  3. kto raz odwiedzi i zna smak kuchni włoskiej wróci ponownie.żadna restauracja lubelska serwująca włoskie dania nie podaje i przyrządza tak jak tu. prawdziwa kuchnia włoska przez duże ,,W".

    OdpowiedzUsuń
  4. Niezwykle przyjemny lokal ze znakomitą kuchnią. Po prostu miejsce, gdzie stawia się na jakość, a nie na ilość. Piadina, makarony, tiramisu' "da leccarsi i baffi", czyli palce lizać. Aż wstyd nie znać Trattorii Bagatto i nie wpadać tam na dobre jedzonko. Szczerze polecam

    Lektor

    OdpowiedzUsuń
  5. jedzenie PRZEPYSZNE! Makarony idealne! Szczególnie polecam ten z krewetkami mmmm pycha!
    A jeżeli chodzi o cenę to słuchajcie, oni mają WSZYSTKIE produkty włoskie! Nawet makarony są włoskie! Cena? Normlna! Idź do innej restruracji pseudo włoskiej a nie dość że dostaniesz małą porcję to i smak TROSZECZKĘ inny! Pozdrawiam i polecam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Powyższe wypowiedz pisze jeden człowiek (a właściwie człowieczyca). Skasowanie mojej - krytycznej - ale jednak z wysiłkiem wyważonej opinii nie było dobrym pociągnięciem. Mogła być znacznie surowsza. Na pewno nie była tendencyjna. Dzisiaj na gastronautach ktoś opublikował opinię o tym lokalu. To nie ja. Ale ja się w pełni z tą opinią utożsamiam.
    Wiadomokto

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyjaśnijmy sytuację. Komentarze mogła pisać faktycznie jedna osoba. Nie sprawdzaliśmy tego. Jeśli chodzi o zdanie: "Skasowanie mojej - krytycznej - ale jednak z wysiłkiem wyważonej opinii nie było dobrym pociągnięciem", to prosimy o doprecyzowanie. Czy zarzut dotyczy nas?

    OdpowiedzUsuń
  8. Domyślam się, że na gastronautach chodzi o moją opinię. Została napisan naprawdę delikatnie i nieco dodatkowo wymoderowana. Choć nie wiem, po co usuwać np. słowo "buraczani"?

    marciku

    OdpowiedzUsuń
  9. Pełna treść (bez moderacji):
    Lokal znajduje się w ciemnej i zimnej suterenie. Wprowadzone jaśniejsze kolory niestety nie całkiem pozbawiły go charakteru klaustrofobicznej piwnicy. Kucharz–Włoch był jednak nadzieją na dobry posiłek. Wraz z Drugą Połową i nastoletnia córką zdecydowaliśmy się wypróbować nową knajpkę.
    Menu uszyte „w sam raz”. Ciekawy wybór win włoskich z Makro w przystępnych cenach. Ceny jedzenia niewysokie.
    Na temat „piadin” się nie wypowiem - miałem ochotę spróbować, jednak wykład Kelnerki (fascynatki Włoch) połączony ze szczegółową oceną mojej wiedzy (niewiedzy?) i fałszywą opinią, że „widać nie byłem we Włoszech”, bo nie znam tej potrawy, nie zachęciły mnie do spróbowania. Wystarczyłoby pozwolić klientowi przez chwilę w spokoju pokontemplować kartę dań – nie zamęczając nachalną włoskością, podkreślaną co minutę.
    Zamówiliśmy butelkę smacznego Montepulciano (40 zł) i pasty - ja Carbonarę (16-17 zł), moja Pani pastę szpinakową z krewetkami (24 zł), a córka Aglio e Olio (13 zł) oraz napoje.
    Dwa „dorosłe” dania były wyśmienite, niestety najprostsze aglio e olio, które za namową Kelnerki miało być z niewielką domieszką papryczki było przesolone – aż niejadalne. Pomijam już fakt, że było bardzo ostre – tak jak ja lubię, jednak nie nadawało się dla osoby o delikatnym podniebieniu. Przesolenie było o tyle nietypowe, że słona była oliwa z papryczkami na dnie talerza. Nie wiem, czy kucharz trzymał czosnek w soli, czy też wlał wraz ze spaghetti na patelnię solankę z gotowania klusków, która odparowując pozostawiła sól, czy też powód był zupełnie inny. W efekcie nie dało się tego jeść.
    Wpadka może zdarzyć się każdemu, niestety ww sytuacja obnażyła obsługę w lokalu. Kelnerka poinformowała, że nie zapłacimy za to danie, jednak z pewnością nie było przesolone, a cytując jej słowa „małe dziecko” (nastolatka) „nie ma smaku”. Zwracając danie rzecz jasna spróbowałem jedzenie córki – i najwidoczniej ja też nie mam smaku – oliwa była jak solanka. Według obruszonej Kelnerki był to pierwszy przypadek, że ktoś zwrócił ich „danie”. Wyjaśniając ewentualne wątpliwości – przypraw nie podają, więc sami nie mieliśmy szans przesolić. Nie rozumiem oburzenia - chcieliśmy tylko otrzymać to danie tak, aby można było je zjeść. Zrobienie ponownie aglio e olio to maksymalnie kilkanaście minut i koszt kilku złotych.
    Nie rozumiem, po co starać się obrazić klientów? O nastolatce mówić „małe dziecko”, zarzucać brak smaku, oceniać? Czułem się, jakbym chciał naciągnąć na kilkanaście złotych – żenujące. Zbyt wielkie EGO i brak minimum pokory!
    Drugie niemiłe spostrzeżenie to klientela – „lokalni buraczani mafiosi”, najwyraźniej jedzący tu dość regularnie posiłki. Donośne kpiny, chyba w odniesieniu do nas - „my zapłacimy połowę, bo potrzebujemy Ranigastu” i spora poufałość w stosunku do nich ze strony Kelnerki nie wróży miłej atmosfery. Zwroty do współtowarzyski typu „jesz za nasze pieniądze” świadczą najlepiej o ich klasie. Odległość stolików, malutka kubatura i donośne dyskusje tych „sympatycznych osób” dodatkowo odbierają przyjemność jedzenia. Szkoda, że gdy wchodziliśmy nie był klientów – ich obecność pozwoliłaby uniknąć zawczasu tego miejsca.
    Trzecia uciążliwość to obsługa – całkiem nieprofesjonalna, przeszkadzająca, nadmiernie nadskakująca i podkreślająca 50x w trakcie dwóch godzin 110% włoskość.
    Niestety prawdopodobnie ta Kelnerką jest Właścicielka, która może kocha Włochy, jednak na gastronomii zna się moim zdaniem niewiele. Poproszenie o łyżkę spotyka się z „zabijającym” wzrokiem (podane talerze – miski bez rantów nie pozwalają wygodnie nawijać makaronu). W tym kontekście (bardziej papieska od Papieża) nie rozumiem podawania wraz z widelcem noży do spaghetti;)
    Można trafić na znakomite jedzenie, niestety Właścicielka zabija to miejsce.
    Z racji atmosfery polecam tylko osobom, które chcą być bardziej włoskie od Włochów i nie przeszkadza im arogancja i kłopotliwe towarzystwo.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękujemy za opinię. Myśleliśmy, że chodzi Pani o to, że na stronie http://czysmakuje.blogspot.com/ doszło do aktu cenzury i nie ukazał się jakiś komentarz. Co do "Gastronautów" to opinie chyba dość często są nie dopuszczane do publikacji lub poprawiane. Warto korzystać z niezależnych żródeł, takich jak nasza strona. Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam,byłem wiele razy w Trattoria Bagatto i muszę przyznać że dania są wyśmienite,obsługa sympatyczna,służąca pomocą w wybieraniu dań,myślę że ten pan obrażając lokal miał zły dzień.Trattoria Bagatto z tak dobrą kuchnią obroni się sama.polecam ten lokal.

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam,rzadko zabieram głos w internecie ale opinia którą przeczytałem nie jest prawdziwa,szczególnie oburzyło mnie stwierdzenie że lokal odwiedza"lokalna mafia".Polecono mi ten lokal ze względu na dobrą włoską kuchnię i miłą atmosferę.Odwiedziłem Trattoria Bagatto z rodziną i chętnie do niej wracam.Dania są przygotowywane na bieżąco ze świeżych produktów,ceny niewygórowane,słuszne.Nie wszyscy znają dania serwowane w Trattoria Bagatto,dlatego pani właścicielka wyjaśnia w jaki sposób potrawy są przygotowywane.Wina dobre w przystępnych cenach.Poniewaź to nie jest resteuracja wystrój jest adekwatny do tego miejsca.Bardzo polecam ten lokal.Derek43

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam,bywając w Trattoria Bagatto nie widziałem nigdy,żeby dania podawane były w miskach,może nie są jak w ekskluzywnej resteuracji ale są to normalne talerze,po drugie do spaghetti nie podaje się łyżek i inne zwroty obrażające nie są na miejscu,jest tysiące lokali piwnicznych,jeżeli cierpi się na klaustrofobię nie odwiedza się lokali tego typu,Trattoria Bagatto to miejsce miłe z bardzo dobrą kuchnią włoską.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Byliśmy tu dzisiaj z mężem na wczesnej kolacji. Jedzenie i obsługa - rewelacja. Nie spodziewaliśmy się, że w takiej mało spektakularnej lokalizacji będzie na nas czekać najlepsza pasta w Lublinie. Na pewno wrócimy. Z niecierpliwością czekamy na nowe menu i ogródek.

    OdpowiedzUsuń
  15. Polecam z całego serca !!!!!!!!!!!!!!Rewelacja !!!!Nareszcie jest w Lublinie prawdziwe włoskie jedzonko mniammmmmm ....cód -miód -malina!!!!Obsługa wspaniała ,kucharz zna się na rzeczy(gotuje od serca,porcje mega) cała przyjemność dla klientów !!!!Żyszę powodzenia i dalszych sukcesów!!!!!Bravo!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam wraz z przyjaciółmi odwiedziliśmy Trattoria Bagatto,została nam polecona.Makarony przygotowywane przez włoskiego szefa kuchni są bardzo dobre czuć źe kucharz gotuje oryginalnie i świeżo.Panna cotta ze świeźymi truskawkami była wyśmienita.Duże domowe porcje-to jest to.Napewno wrócimy,polecamy wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wspaniałe jedzenie prosto ze słonecznej Italii. Robione na bieżąco, a nie podgrzewane w mikrofali. Bardzo miła obsługa, czuje się wręcz rodzinną atmosferę. Przystępne ceny, w szczególności w porównaniu z jakością. Jest to bar bez nadęcia, gdzie można spotkać zarówno młodych jak i trochę starszych bywalców.

    OdpowiedzUsuń
  18. nie ujmujcie lokalowi ! w sezonie letnim dziela ogrodek z soul'n pepper, wiec inwalidzi rowniez moga skorzystac !

    OdpowiedzUsuń
  19. Zgadza się. Póki trwa sezon letni, trzeba korzystać :)

    OdpowiedzUsuń
  20. "Łaszek postawiła na Carbonarę, ale jak zwykle znalazła czuły punkt – nie ma, bo zabrakło dezynfekowanych jajek." - co autor miał na myśli z tymi jajkami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor miał na myśli to, iż Carbonary nie było z powodu braku jajek.

      Usuń
  21. Czyli brak towaru to czuły punkt? Chyba nie pasuje tez zwrot w kontekście całego zdania...

    OdpowiedzUsuń
  22. W pewnym sensie tak, brak jako czuły punkt. Często zdarza nam się wybrać z menu coś, czego akurat nie ma. Taki urok. Następnym razem ubierzemy tę myśl w inne słowa. Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń