12 lutego 2013

Zipang – gorzko, gorzko…



Dwa miesiące temu otwarto w Lublinie nową japońską restaurację. Czy po takim czasie można już recenzować ich poczynania?

Odpowiedzi na to pytanie są różne. Jedni twierdzą, że trzeba poczekać rok. Inni, że pół roku. Są też tacy (a do nich my się zaliczamy), którzy chcieliby codziennie sprawdzać jak to jest w tych naszych lubelskich lokalach. A jak było w Zipang?

Ta tajemnicza nazwa przykuła naszą uwagę w pewien chłodny, styczniowy wieczór. Niestety z przyczyn organizacyjnych wybraliśmy wtedy Sielsko Anielsko co nie uczyniło nas bogatszymi w doznania kulinarne. Wpadliśmy na Grodzką w sobotę, przed obejrzeniem „Drogówki”. Jedzenie przed seansem w kinie to nie jest taka prosta sprawa. Nie można zjeść ani za dużo, ani za mało. Najlepiej coś lekko strawnego, bo może skończyć się nieprzyjemnie. Oczywiście my jak zwykle nie zastosowaliśmy się do zasad dietetyki. Taki mały hazardzik.
Wnętrze przypomina piwnicę z cegłami na ścianach, ozdobionymi z rzadka obrazkami z japońskimi akcentami. Bar oraz nowe, zdobione meble zdradziły, że jesteśmy gdzieś gdzie za chwilę dostaniemy menu. Zajęliśmy miejsca przy oknie i bawiąc się lampką zostaliśmy przywitani i obdarowani kartami dań, których nie zabrano po zamówieniu. To miło, bo kelnerzy w restauracjach zawsze chcą je z powrotem.  Czyżby były takie cenne? A co w nich ciekawego? Różne różności. Teoretycznie na modłę Kraju Kwitnącej Wiśni. Ominęliśmy kotlety i dania z curry i wybraliśmy ciekawsze pozycje.
Yaki Gyoza
Yaki Gyoza
Na początku sprawdziliśmy Yaki Gyoza (15 zł). Dobrze przyprawiony wieprzowy farsz, z odrobiną kapusty i wyczuwalnym czosnkiem i imbirem, otulony został lekko chrupiącym, ale wciąż bardzo delikatnym ciastem, które niestety zostało popsute smażeniem w zanieczyszczonym oleju. Na pierożkach znaleźliśmy wątpliwe ozdoby ze spalenizny, choć trzeba przyznać, miały ładny kształt. Niestety goryczy nie udało się usunąć. Łaszek wypatrzyła zupę z sezamem, szczypiorkiem i łososiem zwaną Sake Dashi Ciazuke (20 zł). Cena dość wysoka, ale smak był wyważony. Bulion rybny z dodatkiem  ryżu i sezamu, przełamany szczypiorkiem, podany ze smacznym łososiem nieco polepszył nasze humory.
Sake Dashi Ciazuke
Grzecznie czekałem na swoje przysmaki, a moja Oblubienica w tym czasie zabrała się za smażony ryż z jajkiem i kurczakiem – Chicken Yakimeshi (18 zł). Zabrakło w nim wyrazistości. Niestety dominował gorzki smak, a to dlatego, że czosnek został spalony wskutek zbyt długiego smażenia. Za zaletę uznaliśmy mięso kurczaka, które pochodziło z różnych jego części. Ma więcej smaku od zwykłej piersi. Na pewno ekipa Zipang musi podciągnąć się w kwestii obsługi woka. Gdy nadszedł oczekiwany przeze mnie moment, nie miałem dużych nadziei. Dzięki temu zostałem mile zaskoczony. Smak  zarówno Nigiri z kalmarem (10 zł za 2 sztuki), Nigiri z makrelą (12 zł za 2 sztuki), jak i Hosomaki z tuńczykiem (14 zł za 6 sztuk) zadowolił mnie. Ryby i kalmary były świeże, soczyste i  bardzo ładnie się prezentowały. Hosomaki z tuńczykiem również nie dały powodów do narzekań. Mogłyby być jedynie równiej pokrojone. W przeciwieństwie do ryb z Matsu Sushi, w Zipang czułem ich smak, a nie smak wody. Jak na mój gust chrzan wasabi mógłby byś ostrzejszy. Imbir marynowany też nie miał oczekiwanej mocy, ale nie chcę narzekać. Sos sojowy był bardzo dobry. Resztę można szybko poprawić.
Nigiri i Hosomaki
Chicken Yakimeshi
Obsługa była bardzo dobra. Miła Pani pomagała w wyborze dań, uprzedziła o tym, że trzeba dłużej zaczekać ponieważ na Sali obok jest duże zamówienie. Mimo tego nie usnęliśmy z nudów. Trzydzieści pięć minut to czas bardzo przyzwoity. Zostaliśmy również przeproszeni za wszystkie niedociągnięcia, ponieważ z racji nowości, restauracji nie została jeszcze w pełni „oszlifowana”. Oczywiście zapraszano nas ponownie, ponieważ menu na pewno będzie bogatsze. Wiele lokali może pozazdrościć tak entuzjastycznego serwisu. Minus jest jeden. Po raz kolejny musieliśmy biec do bankomatu, ponieważ nikt wcześniej nas nie poinformował o braku możliwości płatności kartą.
Trudno na chwilę obecną wystawić restauracji Zipang piękną laurkę. Kucharze muszą uważać podczas smażenia i przyprawiania. Przed nimi trochę pracy. Na szczęście w kwestii bycia sushi-master mają coś więcej do powiedzenia i dlatego chętnie tam wrócimy, żeby sprawdzić jak sobie radzą i czy chcą się rozwijać.

Adres: ul. Grodzka1, 20-112 Lublin
Godziny otwarcia: 12-23:30, tel.:  532 077 346
Strona w Internecie: https://www.facebook.com/zipangpl

6 komentarzy:

  1. "...mały hazardzik." tzn. może mały hazard. Jeść i pisać trza umić!

    OdpowiedzUsuń
  2. nie rozumiemy złośliwości, ponieważ "hazardzik" to zdrobnienie od "hazardu", ale dziękujemy za opinię.

    OdpowiedzUsuń
  3. To nie złośliwość! Jeżeli używacie przymiotnika 'mały' to po co zdrobnienie w postaci 'hazardzik'. Mam rozumieć to jako - twór - czegoś jeszcze mniejszego od 'hazardziku'. Trochę skomplikowane...ale zrozumiałem! Jedno jest wspólne, dbajmy o język w kwestii smaku i poprawności.
    Wyrazy szacunku!Lubię Was:)
    Rysio.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki takim czytelnikom jak Pan jest szansa, że nasze recenzje będą najpoprawniejsze pod względem językowym. To cieszy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Najbardziej poprawne:)Nie będziemy się już w to bawić! Jest to blog kulinarny i to jest najważniejsze! Powodzenia!
    Rysio.

    OdpowiedzUsuń
  6. W pamięci lubelskich żaków i innych mieszkańców ta restauracja zawsze będzie tam nie na miejscu ;) Wcześniej ten lokal zajmował Pub Legenda i jego charakter stale wpisał się w to miejsce ;)

    OdpowiedzUsuń