25 marca 2013

Takami Sushi – o czekaniu na nowe


Lokal otwarty 9 dni temu ma już wielu fanów. Klikać każdy może…

                 Dawniej, w miejscu Takami, był sobie sklep XYZ, stały punkt na mapie chłopięcych wędrówek po ogólnie mówiąc – centrum. Zaglądało się tam z ciekawością, bo mieli gry komputerowe i akcesoria do nich przeznaczone. To taki substytut posiadania – wejść, pooglądać i wyjść. Miło się to wspomina, ale ślad po XYZ zaginął. W jego miejscu teraz jest sushi bar. Czekaliśmy na otwarcie z niecierpliwością, gdyż nowy lokal to nowa nadzieja, że pojawi się znów coś wyjątkowego, smacznego i wartego wychodzenia na mróz i przepływania miejskich bagien zimowo-wiosennych. W końcu nadszedł ten czas próby i spełnienia żądzy ryżowo-rybnej.
                Aura nakazuje odpowiednią dietę, ale warto czasem się jej przeciwstawić. Liczyliśmy na coś rozgrzewającego, równoważącego chłodzącą lekkość japońskich rękodzieł. Niestety karta dań, którą otrzymaliśmy była monotematyczna. W zasadzie tego powinniśmy się spodziewać i narzekanie jest bezsensowne, ale sugerując się internetowym profilem restauracji, oczekiwaliśmy jakiejś zupy, a może deseru? Wniosek jest taki, że te rodzaje dań podawane są w godzinach lunchowych, raczej od poniedziałku do piątku. Ale i w niedzielę można było zamówić coś więcej. My dotarliśmy do lokalu w piątek i wybór był ograniczony do  sushi w 5 wariantach, opisane jako talerzyki, oznaczone kolorami i nic poza tym.
Napój aloesowy
Zamówiliśmy talerzyk żółty (19 zł) i niebieski (19 zł). Padło pytanie o to, czego byśmy się napili. O odpowiedź trudno, bo menu milczy w tej kwestii. Obsługująca nas pani wymieniła ofertę płynów: sok pomarańczowy, napój aloesowy, herbata zielona jaśminowa. Już po chwili raczyliśmy się aloesem (5 zł). Słodki, orzeźwiający nektar z delikatnym miąższem otworzył kubki smakowe. Niedługo potem otrzymaliśmy posiłek. Były to rolki maki. Łaszowy talerzyk (żółty) zawierał krewetki w chrupiącej, złotej, lekkiej panierce. Owinięte lekko kleistym ryżem. Byłoby miło, ale po co do tego ogórek, tykwa i sałata z lekko zwiędniętymi  końcówkami, o których jadłospis nie informuje? Ja otrzymałem rolki z różnymi rybami. Był tuńczyk, dorada, miecznik, seriola. Dobrze smakowały, bo delikatnie stawiały opór, a ich mięso było gładkie, z jeszcze wyczuwalnym morskim aromatem, choć jak to często bywa – były odrobinę zbyt chłodne. Do tego niezły sos sojowy i głód sushi bym zaspokoił, ale znów dodano bez uprzedzenia atrakcje – marynowaną rzodkiew, sałatę i biały serek. Japończykom pałeczki by się spaliły w dłoniach gdyby widzieli na swoich talerzach ten serek. Do tego standardowo imbir (szkoda, że ten różowy, który maskuje przebarwienia) i wasabi (jakby troszkę za suche). Może wszystko się obsłudze poplątało i dostaliśmy inne zamówienia? Ale jak można się pomylić przy 5 pozycjach w menu?
Niebieski talerzyk
Machnęliśmy ręką i obejrzeliśmy wystrój. Prosty – to charakterystyczne dla sushi barów. Wiszą zdjęcia w dużych formatach, przedstawiające Tokio jak mniemam lub inne akcenty japońskie. Pachniało nowością. Szklanki były z Ikei, ale reszta zastawy już gustowna w azjatyckim klimacie. Meble też przypominały ofertę skandynawskiego potentata, ale niczego im nie brakowało. Świeże kwiaty na stołach podkreślają dbałość o wizerunek. W zasadzie wystarczyłby długa lada i stołki barowe, który znajduje się w pierwszej sali. My okupowaliśmy drugą.
Żółty talerzyk
Obsłudze trzeba przyznać, że jest szybka. Wszyscy w trymiga opuścili salę jadalną, gdy weszliśmy. Chyba nie ma jeszcze ruchu w interesie takiego jaki wskazywałaby ilość polubień profilu na Facebook. Miła kelnerka z nudów gaworzyła ze znajomą i kucharzami, którzy zamówienie przygotowali bez opieszałości. Uśmiechała się i była miła dla nas. Wszyscy zgodnie i chóralnie witali nas i żegnali.
My wyszliśmy głodni, a jako, że czekał nas spektakl „Zły” , który szczerze polecamy, to poszliśmy do Ąki na hamburgera, zupę cebulową i galaretę z nóżek. Proste jedzenie znowu górą. Tam nikomu nie przyjdzie już do głowy uszczęśliwianie klientów niepotrzebnymi dodatkami. Co do Takami – niech się ogarniają i znajdą czas na obejrzenie filmu „Jiro śni o sushi”. To będzie dobra lekcja. My do nich chcemy wracać, tak jak kiedyś wracało się do XYZ.


Adres: ul. Okopowa 6, 20-022 Lublin
Numer telefonu: 506 809 506


P.S. Niedostępne dla ludzi na wózkach.
               

4 komentarze:

  1. Nie chciałbym być chamski ale wydaje mi się, że autorzy bloga nie maja zbytnio pojęcia o sushi. Maki to nie tylko ryż i ryba (surowa lub pieczona czy też wędzona) owinięte w wodorosty nori; a właśnie dodatki które także są w środku. Proszę nie tylko spróbować w tym lokalu czy jak kilka wizyt wcześniej w Matsu Sushi czy Zipang i dopiero wtedy marudzić, że po co dodana tykwa, sałata czy też serek (zapewne Philadelfia). Każdy rodzaj maków od prostych hosomaków (najmniejsze i zarazem najsmaczniejsze maki 1 lub max 2 składnikowe) poprzez futomaki, california maki kończąc na gunkan maki i soy futomaki charakteryzują się tym, że jest więcej dodatków w każdej rolce tak by wzajemnie się uzupełniały ostrością, ale i słodczyą (np. prażony sezam). Fajnie się Was czyta, jednak czasami przed wizytą poczytajcie lub zgłębcie trochę tajników danej kuchni by lokal krytykować... pozdrawiam wierni obserwator Waszego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie Anonimie,

    przede wszystkim dziękujemy za opinię i rady. Każda informacja od czytelników jest cenna. Nie jest Pan chamski. Cieszy nas, że mamy do czynienia ze znawcą tematu. Ma Pan rację pisząc, że maki to też dodatki. Wspomniał Pan o Matsu Sushi. Oto link z menu: http://lublin.matsu-sushi.pl/menu/futo-maki/2/ . Jak widać skład każdego rodzaju maki jest podany. Tego zabrakło w menu Takami. Serek PHILADELPHIA o ile nam wiadomo nie jest oryginalnym składnikiem japońskiego sushi. Wygląda na to, że sporo osób w to wierzy. My wiedzę pogłębiamy na bieżąco, ale idąc za Pana radą - zwiększymy wysiłki.

    Z poważaniem
    Piotr Ginalski

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Panie Piotrze,
    co do serka Philadelphia zgadza się nie jest on oryginalnym składnikiem japońskiego sushi, prawdziwe japońskie sushi to ryż zaprawiony octem, ryba (surowa, gotowana lub wędzona) oraz wodorosty. Japonia jest, a właściwie była dość konserwatywna pod tym względem, chociaż i dzisiaj funkcjonują lokale w Kraju Kwitnącej Wiśni gdzie takowe tradycyjne sushi jest podawane. Jednak w miarę zmieniania się gustów jak i smaków, zmieniało się i samo sushi. Wiele osób, czy tez sushimasterów twierdzi, że czym więcej składników w "rolce" tym bardziej trafi ona w gusta większej liczby osób (patrz. sushi np. z owocami sezonowymi czy też nutellą). Nie mogłem nigdzie uzyskać wczoraj dokładnej 100 % odpowiedzi co do "spornego" serka u znajomych Japończyków, mających kontakt na co dzień z sushi, a nie chciałem czekać na odpowiedź mailową poszperałem i znalazłem wywiad z jednym z bardziej znanych szefów kuchni japońskiej w Polsce http://www.rp.pl/artykul/91067.html tutaj wzmianka, że zaczęło się od serka spożywanego przez ludność żydowską w USA. Ciężko ocenić ten fakt, zapewniono mnie, że ortodoksyjnym Japończykom chowanym wg. ich reguł takie sushi z serkiem by nie odpowiadało, jednak nam Europejczykom odpowiada skoro tak nagminnie jest stosowane nie tylko w Polsce; ale także i na całym świecie. Dziękuję za polemikę, a przede wszystkim za ciekawe recenzje pozwalające dostrzec nowe lokale na naszym lubelskim podwórku. Zapraszam do dalszego czerpania satysfakcji z jedzenia oraz rozkoszowania się nowymi smakami:) Pozdrawiam Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,

    niestety nie mam dobrego zdania o tym sushi barze, wczoraj zamówiłam na dowóz maki, po których czuję się bardzo źle do tej pory. 3 razy powtarzałam Pani, że maki mają być tylko z łososiem i awokado, a dodatkowo była philadlephia :/ a awokado było tak bardzo niedojrzałe, że nie nadające się do jedzenia;( na szczęście nie zjedliśmy wszystkiego, bo boje się myśleć, o ile gorzej czułabym się dzisiaj. Nigdy więcej. Szkoda

    OdpowiedzUsuń