24 kwietnia 2013

16 Stołów – jednak dobre!



Zawsze na końcu trzeba dokonać oceny.

Skostniały schemat recenzji innego zakończenia nie przewiduje. Może to i lepiej, bo krytyczna analiza powinna mieść jasno sformułowane wyjaśnienie. Tymi naukowymi dywagacjami otwieramy tekst o ciekawej restauracji, która mimo, że nie była stara, to została odnowiona. Właściciele chwalą się, że używają regionalnych produktów i łączą tradycję kuchni staropolskiej z nowoczesnymi technikami, a więc wygląda na to, że mają restaurację, która nadąża za trendami i stosuje najlepsze praktyki, takie jak chociażby sezonowe menu.
Czekadełko
Przejdźmy do konkretów, bo są godne uwagi. Na start – ciepłe bułeczki obsypane pestkami słonecznika, a do nich masło i tapenada z oliwek. Jak niewiele trzeba, żeby zaspokoić pierwszy nerwowy głód i od razu sprawić dobre wrażenie. Dobrze, że były tylko cztery sztuki, inaczej nie zjedlibyśmy nic innego, a jedynie prosili o dokładki.
Gdy otrzymałem grasicę cielęcą podaną z konfiturą z cebuli i truflową pianą (25 zł), zapomniałem o smacznym pieczywie. Od tego dania każdy powinien zacząć przygodę z podrobami. Tajemniczy gruczołek dzięki mistrzowskiej obróbce nie ma sobie równych. Nie na darmo uważany był za siedzibę duszy. Jeśli tak jest – chcę posiąść wszystkie dusze. Charakterystyczny podrobom, nieco metaliczny posmak pojawia się jedynie na finiszu i jest tylko kontrapunktem dla gładkości wrażeń. Do tego słodka konfitura cebulowa, ożywiająca animelkę i pianka truflowa skutecznie balansująca całość. Były też listki młodej botwinki i roszponki. Wszystkie zmysły były zadowolone.
Krem z kalafiora
Przyczajona grasica pod pierzynką z konfitury
Łaszek sprawdziła krem z kalafiora z oliwą truflową i regionalnym serem (15 zł). To prowokacja. Chodziło o to, żeby wykazać, że kalafior już pokazał swoje wszystkie oblicza i nic ciekawego z niego się już nie da zrobić. Pomyłka. Szefowie kuchni – Piotr Kwiatosz i Jarosław Piłat zrobili najlepszy krem z kalafiora, jaki do tej pory mieliśmy okazję jeść. Kolorystyka szła w parze z doznaniami podniebienia. Nic się nie gryzło, oprócz naszych spojrzeń łapczywie spoglądających na talerz. Obawialiśmy się akcentu lawendy, który mógłby dominować, ale było jej w sam raz. Gładkość również nie budziła zastrzeżeń. Wyglądało na to, że nie będziemy mieli żadnych zastrzeżeń.
Kurczak kukurydziany
A jednak moje danie główne, sandacz podany z borowikami z patelni, szpinakiem blanszowanym w rybnym bulionie oraz dressingiem chrzanowym (43 zł) było zrobione jakby przez inną załogę. Według nas  w karcie powinna widnieć informacja, że jest to filet. A smak? Przesuszonej rybie nie pomógł aromat grzybów, ani całkiem zwyczajny sos chrzanowy. Cieszył szpinak potraktowany rybną esencją i czosnkiem, ale to za mało na tę cenę. Wolałbym, żeby grasica i sandacz zamieniły się cenami. Wtedy z większym spokojem przyjąłbym tę kwotę.
Lepiej wypadł łaszkowy kurczak kukurydziany wolnego chowu podany z zielonym groszkiem, marchwią z wanilią oraz pianką truflową (37 zł). Z kurczaka wydobyto soczystość i delikatność. W puree nie było walki smaków, jak to często bywa, a pełna harmonia. Muśnięcia pianki truflowej znów skutecznie orzeźwiały. To kolejne danie nie tylko aromatyczne, ale i ładne.
Sandacz
Brakowało czegoś, co zdecydowałoby jednogłośnie o wyniku naszego żeru. Właśnie wtedy przybyło korzenne ciasto czekoladowe z płynną czekoladą, musem jabłkowym oraz malinowym kawiorem (17 zł).  Ciastko zniewalające, które skutecznie zatarło uwielbienie dla tortu Sachera. Korzenne wnętrze i gładka polewa tworzyły jedno, idealne w smaku ciało. A jeśli ktoś lubi kwaśniejszy akcent, proszę bardzo – owoc miechunki (physalis) posłużył i mi. Kawior malinowy i mus jabłkowy to kompani, którzy wsparli czekoladową pokusę i ją jeszcze upiększyli. Efekt był doskonalszy niż zdjęcie z ciastkiem dostępne na stronie internetowej restauracji. Więc jednak do przodu.
Ciacho
Obsługa uwijała się z gracją i bez żadnych potknięć. Służyła w każdej chwili pomocą. Była wtedy, gdy zachodziła potrzeba. Zaciekawiła nas kwestia wina. W menu nie figurowało, a o karcie win nie wspomniano nam.
Wystrój lokalu jest bardzo elegancki i nowoczesny, utrzymany w beżu z akcentami zieleni. Plusem są bardzo wygodne krzesła.  Odnowiona kamienica ma naprawdę ładne i gustowne wnętrza.
Do 16 Stołów na pewno wrócimy. Może i są potknięcia dziś, ale wierzymy, że jutro ich nie będzie. Oceniając metodą zero-jedynkową , wystawiamy 1. Pobyt tam to przyjemność.


Adres: ul. Rynek 16, lokal 1, 20-111 Lublin
Numer telefonu: 81 534 30 40


P.S. Niedostępna dla ludzi na wózkach.







1 komentarz:

  1. najlepsze jest jedzenie szacun dla kucharzy

    OdpowiedzUsuń