29 kwietnia 2013

16 Stołów – uzupełnienie



Zaraz po tym jak usłyszeliśmy o majówkowej wkładce do menu, popędziliśmy, aby upewnić się co do smaku tej restauracji.

Nasze nosy i języki podpowiadają, że mamy do czynienia z najlepszą restauracją w okolicy. Zdajemy sobie sprawę, że nie byliśmy jeszcze we wszystkich, ale trudno będzie przebić opisywaną poniżej ofertę. Jak wspomnieliśmy, ten tekst jest jedynie i aż uzupełnieniem. Piątkowy obiad pozbawił nas wszelkich wątpliwości. Jest przesmacznie, tradycyjnie w nowoczesnym wydaniu i pięknie dla oka.
krem z topinamburu
Troć
Dania łaszkowe to krem z topinamburu z prażoną grasicą i pesto pietruszkowym (13 zł), a także troć z puree z pasternaku, podana z zielonym groszkiem z koperkiem i sosem cytrusowym (38 zł). Pierwsza pozycja urzekła gładkością, kolejnym wcieleniem animelki i kompozycją dotkniętą artystycznymi i rzecz jasna aromatycznymi akcentami fiołka i pietruszki. Krewny ziemniaka jako składnik główny cieszy, bo jest echem tradycji staropolskiej kuchni. Prawdziwie staropolskiej. Ryba tym razem była czule potraktowana. Jej delikatne mięso okrywała krucha skóra, a smak kazał zapomnieć o innych rodzajach mięsa. Puree z pasternaku to znów powrót do korzeni, nie tylko tych roślinnych. Kontrapunktem był cytrusowy sos dbający o rześkość i brak nawet chwilowej nudy.
Szparagi
Ponieważ nie było ochoty na desery, domówiłem szparagi z jajkiem poszetowym i smardzami, podane z musem pietruszkowym i czosnkiem niedźwiedzim (24 zł) i łososia z galaretką z ogórka kiszonego, pęczakiem i zielonym groszkiem (37 zł). Zauważyliśmy przywiązanie kucharzy do groszku i pianek w różnych smakach. To taka dygresja.  Sezon szparagowy rozpoczęliśmy z należytym im oblizywaniem się. Idealnie ugotowane jajko podkreślało ich zielony charakter zarówno w oku jak i na języku. A smardze i czosnek niedźwiedzi pozwoliły na wiarę w to, że są kucharze, którym chce się rozejrzeć i skojarzyć wyjątkowe, nieskomplikowane surowce. 
Łosoś
Moja ryba, już nie z karty majówkowej, jest godna uwagi o każdej porze roku. Łosoś wykonany jak kilka innych dań metodą sous-vide spełni oczekiwania każdej marudy. Rozpływał się dopiero w paszczach, tak samo jak zielona galaretka z kiszonek. Pęczak to dzielny kompan, warty uwagi nie tylko w postaci dodatku. Spróbujcie go zrobić metodą a la risotto. Poczciwy groszek przypomniał o domowych zwyczajach i zakończył tę natchnioną pisaninę.
Więcej szczegółów dotyczących restauracji znajdziecie w poprzednim wpisie. Ogół jest taki, że według nas, nie ma lepszej restauracji w centrum Lublina. Chyba, że Carmen, ale to hiszpańska bajka, a poza tym trochę w innym stylu. 16 Stołów to restauracja elegancka, prowadzona z głową i obsługiwana przez ludzi, którzy znają się na swojej robocie. Gratujemy również kelnerom. Serwis nie wymaga żadnych poprawek.

P.S. Znów wcinaliśmy te ich pyszne bułeczki :) .

                                              

2 komentarze:

  1. Szanowna redakcjo jeśli chcecie być kojarzeni jako profesjonalny blog to przede wszystkim proszę nie pisać "najlepsza restauracja w okolicy" skoro odwiedziliście dopiero kilka z kilkudziesięciu w centrum miasta.
    Prawdziwiej brzmiałoby "najlepsza z tych kilku w których byliśmy".
    A tak na marginesie ciekawa jestem czy w każdym odwiedzanym miejscu znacie właścicieli i kucharzy???
    Oj zawiało mimo wszystko brakiem tak wyczekiwanego profesjonalizmu..
    No chyba, że chcecie dalej pisać materiały reklamowe...
    Pozdrowienia dla redakcji bo potencjał macie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowna Pani Anonim,

      prawdopodobnie odnosi się Pani do cytatów:
      „Nasze nosy i języki podpowiadają, że mamy do czynienia z najlepszą restauracją w okolicy”,
      „Ogół jest taki, że według nas, nie ma lepszej restauracji w centrum Lublina. Chyba, że Carmen, ale to hiszpańska bajka, a poza tym trochę w innym stylu".
      Nie widzę jednoznacznego stwierdzenia, że 16 Stołów jest najlepszą restauracją. Jak słusznie Pani zauważyła – nie byliśmy we wszystkich. Skąd pewność, że byliśmy tylko w kilku? Nie wiem. Co do pytania z marginesu – nie w każdym miejscu znamy właściciela lub kucharza, bo nie każdej restauracji zależy na tego typu promocji, a szkoda. Jeśli odnajdujemy nazwisko szefa kuchni, informujemy o nim. Co do kwestii pisania materiałów reklamowych – jest to pomówienie. Nie czerpiemy korzyści majątkowych z żadnych podmiotów gospodarczych, ani od osób prywatnych związanych z restauracjami.
      Ciekaw jestem, co według Pani oznacza termin „profesjonalny blog”?
      Pozdrawiam i mam nadzieję, ze rozwiałem wątpliwości.

      Z poważaniem
      Piotr Ginalski

      Usuń