Mała Restauracja Rynek 14 – można przenieść się w czasie



Odrobina wyobraźni, kilka starych fotografii i przedwojennych smaków stwarza możliwość cofnięcia się w czasie.

W tej restauracyjce byliśmy już kilka razy. Bywało różnie. Stąd potrzeba wyrobienia sobie jednej opinii. Wpadliśmy w piątkowe, słoneczne popołudnie.
Od razu zostaliśmy przywitani przez kelnera i otrzymaliśmy karty dań. Na stołach pachniały świeże kwiaty, a w głośnikach Mieczysław Fogg budził najskrytsze emocje.
Analizę rozpoczniemy od znakomitej tego dnia obsługi. Kelner znał każde danie i polecał te, które cieszą się największym uznaniem. Zamówione piwo z beczki (a w zasadzie beczkę z piwem) przywiózł o własnych siłach. Podał je w kuflu (dla mnie) i szklance (dla  Łaszka). Mógł przecież powiedzieć, jak to bywa w innych lokalach – nie ma. Wolał spełnić nasze życzenie, a to sprawia, że klient czuje się traktowany jak gość. Oczekiwanie na zamówione potrawy umiliły nam przyniesione przez kelnera albumy ze zdjęciami i historiami dawnego Lublina. Choć znamy to miasto, to jednak zawsze warto wracać do bogatej przeszłości, aby czerpać z niej naukę na przyszłość. Mieliśmy do czynienia z pasjonatem, dla którego lokalizacja restauracji to coś więcej niż adres z numerem. W porządku – dość tych peanów. Przyszedł czas na zaspokojenie głodu.
Zupa koperkowa
Łaszek pragnęła koperkowej z menu obiadów domowych (3 zł). To była prosta, ale smaczna zupa, bo gęsta, aromatyczna od koperku i domowo kojąca. Ja w tym czasie atakowałem śledzie po lubelsku (według zrekonstruowanej niedawno receptury). Lekko słonej i delikatnej rybie towarzyszył ogórek konserwowy i jajko na twardo. Zgrabne zawiniątka ułożone były na plastrach ziemniaków i sosie z miodowo-chrzanowym posmakiem. Te śledzie kazały mi się puknąć w głowę i zacząć je częściej zamawiać. Wcześniej odrobinę nimi gardziłem, a wyjątkiem były te smażone w całości. Nie wiem czy kiełki towarzyszące tej przystawce są potrzebne, ale swoje interesujące trzy grosze też wtrąciły.
Śledzie po lubelsku
Mięsko musiało być. Ciężko mi bez niego, a więc befsztyk po angielsku (30 zł) stał się moim celem. Wyglądał pięknie, smakował tylko poprawnie, bo miejscami był twardawy, ale różowy w środku – jak lubimy. Do tego sos, podobno według hotelowego przepisu z 1931 roku. Czy na pewno taki był ten sos w oryginale? Nie jestem pewny. Do tego poprosiłem o warzywka (sałata, rzodkiewka) skropione winegretem i posypane koperkiem. Na tym miałem poprzestać, ale…
Befsztyk po angielsku
W czasie kiedy moja świeżo upieczona Narzeczona pastwiła się nad tortem herbacianym (15 zł), uległem delikatnej sugestii kelnera, że warty spróbowania jest też tort orzechowy (15 zł). Tego było trzeba, by dopełnić smaczny obiadek. Oba ciasta cieszyły oko i syciły brzuszki. Smak herbacianego zdominowała biała czekolada. Za to orzechowy to czysta radość, której nie poskąpiono.
Wygląda na to, że wszystko dobrze się układa w restauracji Rynek 14. Może nie ma tłumów, ale nie wpływa na to na jakość. Niech sobie siedzą w Sielsko Anielsko i innym tego typu. Warto jednak zastanowić się nad obsługą. O ile my trafiliśmy wyjątkowo dobrze, to przy stoliku obok siedzieli państwo, którzy na pytanie – jakie piwo pani poleca, usłyszeli – Nie wiem. Nie jestem piwoszką. Ponadto sama mowa ciała obnażała różnicę poziomu serwisu prezentowanego przez omawianą dwójkę. Zarówno wystrój jak i smaki zasługują na wyróżnienie. Tylko wołowina do poprawy.
Tort herbaciany oraz orzechowy
Kończąc -  podróż w czasie gwarantowana. Wystarczy odrobina chęci.



Adres: ulica Rynek 14, 20-002 Lublin
Numer telefonu: 81 532 84 30
Niedostępna dla ludzi na wózkach, choć kelnerki lub kelnerzy często czekają w progu.


Komentarze