Nad brzegiem Zalewu
Zemborzyckiego nie znajdziecie ciekawszego miejsca.
Premiera tawerny miała miejsce w ubiegłym roku, ale
nie mogliśmy trafić na otwarte drzwi, stąd dopiero teraz kilka słów o filii
restauracji z Chopina. Okolica aż się prosiła o otwarcie lokalu, w którym można
zjeść bezpiecznie i smacznie, delektując się (niestety jedynie widokiem)
pobliskim akwenem. Knajpka, co zdawała się potwierdzać pewna relacja
telewizyjna, miał opierać się na grillu. Konkretnie na rybach z grilla.
Wreszcie ktoś pomyślał i zrobił coś teoretycznie oczywistego, ale wiecie jak to
w Lublinie bywa. A to, że ludzie nie zechcą, a to, że wolą inaczej, bla, bla,
bla. Pomysł był genialny w swojej prostocie, a jak jest z wykonaniem?
Dotarliśmy do tawerny w ubiegłą niedzielę około
12:30. Pół godziny po deklarowanym otwarciu tego dnia. Zapewniono nas, że ryby
znajdą się na naszym stole po 20 minutach, co budziło wątpliwości, bo przecież
grill nie był nawet przygotowany do pracy. Obsługa i właściciel krzątali się i
ogarniali sytuacje. Goście skupiali się głównie na piwku i kawkach.
![]() |
Łosoś |
Zamówiliśmy łososia na szparagach i doradę z pieca.
Szparagi nie dojechały z „chopinowskiej” centrali, ale dowodzący nią, a także
zemborzycką filią, Marcin Majcher zaproponował w zamian cukinię. Miało być na
luzie, więc zgodziliśmy się bez gadania, ale wiecie, szparagi…
Po obiecanym czasie otrzymaliśmy dania w
towarzystwie dobranych frytek. Zapach grilla nie unosił się ani z zaplecza, ani
z talerzy. Szkoda. Jednak z rękami na sercach stwierdzamy, że ryby się
obroniły. Mięso obu stawiało przyjemny opór i cieszyło naturalnym smakiem.
Kolor łososia, jasnoróżowy, zdradzał, że ekipa zna się na rzeczy. Ale mrożone
frytki z wielkiej torby to nie jest dobre towarzystwo do tych dań. Domowe nie
wymagałyby dużej pracy, a smak byłby o niebo lepszy. Na luzie, powtarzaliśmy
sobie. Cukinia potraktowana sosem śmietanowo - serowym była odrobinę za słona,
ale w roli zastępstwa szparagowego zaakceptowaliśmy jej smak. Grunt, że nie
była rozgotowana. Do ryb zabrakło nam cząstki cytryny, którą chętnie byśmy
wycisnęli.
![]() |
Dorada |
Dopiliśmy nasze niepasteryzowane browarki, których
z resztą wybór jest w Traviacie dość ciekawy i zapłaciliśmy za wszystko 64
złote. Rozsądnie. Pozostało już tylko podejść bliżej brzegu i obserwować sport,
o którym nie wiedzieliśmy, że istnieje – Flyboarding. Śmiganie na zasilanym ze
skutera strumieniu wodnym było dość intrygujące.
Wracając do lubelsko-włoskiej gastronomii to widać
jeszcze w niej brak organizacji. Wchodząc nie wiemy co można zamówić i jakie są
ceny, a także czy lokal jest samoobsługowy. Cieszy natomiast atmosfera, bo
zarówno właściciel jak i reszta załogi z uśmiechem na ustach dbają o klienta.
Pewne jest to, że mają najciekawszą ofertę kulinarną, biorąc pod uwagę
te ulokowane przy wodzie. Warto tam się udać w słoneczny dzień. My wizytę
powtórzymy, bo grilla nie odpuścimy.
Adres: ul. Krężnicka 6, 20-518 Lublin
Numer telefonu:
Komentarze
Prześlij komentarz