05 sierpnia 2013

Eco – Jean Bos czuwa

Już od dwóch miesięcy każdy może spróbować dań, które wyszły spod ręki dawnego kucharza króla Belgii, księcia Monako, prezydenta Ruandy i człowieka pracującego z samym Paulem Bocuse.

CV tego Pana wygląda imponująco. Mimo zrobienia światowej kariery kulinarnej nie stał się on na szczęście zadufanym w sobie gwiazdorem. Uczestniczy w pokazach kuchni (gastronomii) molekularnej, podczas których wspaniale zabawia widzów. Prowadzi też akademię, dzieląc się z innymi kucharzami swoją wiedzą. Interesuje go opinia klientów, z którymi rozmawia przy stolikach restauracyjnych. Mieliśmy i my tę przyjemność. Ale od początku.
Pianka Buraczkowa
Wszystkie stoliki były wolne, co w innych okolicznościach, byłoby dla nas przestrogą, ale wydaje nam się, że złoty czas restauracji i hotelu Agit, w którym się ona mieści, dopiero nadchodzi. Przywitał nas elegancko ubrany kelner, który podał nieco sfatygowaną kartę dań i wspomniał, że choć nie ma zupy kasztanowej, to jest możliwość spróbowania np. pianki buraczanej (11 zł). Skorzystaliśmy. Jako, że dla zaostrzenia apetytu i schłodzenia się, zamówiliśmy piwo butelkowe, nieco rozczarowaliśmy się, gdy kelner o nim zapomniał, a po wyjaśnieniu sprawy przyniósł browarki już w szklankach. Rozgrzeszamy, bo słyszeliśmy dzwonienie szkła flaszkowego, dochodzące z baru. A wspomniana pianka buraczana, to było najładniejsze danie tego dnia. Żywy kolor cieszył oczy, a orzeźwiający smak został na naszych językach. Była też w nim pianka z chrzanową nutą, która doskonale przełamywała słodycz buraków. To danie było strzałem Łaszka.
Sałatka z karczochów
Moim faworytem na początek była sałatka z karczochów z langustynkami (21 zł). Miałem kłopot z tym daniem, bo przeważały w nim sałaty, o którym menu nie wspominało, a langustynki… szczerze napiszę, że nie jestem pewien, czy nie były krewetkami. Gdyby zostały podane w całości miałbym
pewność. Ale i to danie również zapamiętamy. Z resztą następne też i w tym tkwi sekret – nie nudziliśmy się jedząc. Do sałatki podano świeży chleb, tylko szkoda, że w koszyku z nim znalazł się włos. To zawsze drażni.
Okoń
Kiedy zaczynaliśmy nerwowo przebierać nogami i jęczeć w duchu o więcej, na stole pojawiły się dania główne. Łaszek cieszyła się soczystym filetem z okonia morskiego (30 zł), ale wśród warzyw do niego podanych zabrakło szparagów, które w menu figurują. Owszem, wiemy, że już po sezonie na nie, ale zawsze można poratować się marynowanymi lub importowanymi. Smaki i tym razem nam przypadły do gustu, bo i rybka delikatna i warzywa charakterne i dobrze zgrillowane. Może nie najlepsze były ziemniaki, które zarówno z okoniem, jak i moją polędwicą wołową (55 zł) sprawiały wrażenie ugotowanych nieco wcześniej.
Sama polędwica została perfekcyjnie przygotowana. Nie mogłem się zdecydować, czy ma być krwista, czy średnio wysmażona, ale kucharz musiał znać moje intencje dzięki sprytnemu kelnerowi i dostałem co chciałem. Cieszyło mnie w tym daniu to, że od razu widać co jest tematem głównym. Chodzi o proporcje. Często składnika głównego jest mniej od dodatków. Tu tak nie było. Słusznemu kawałkowi mięcha towarzyszyły wspomniane już kartofle, duszona szalotka i sos o musztardowym charakterze z kapustą. Nie dość, że dobre proporcje, to i postarano się o uwydatnienie smaku polędwicy, a nie zabicie go. No i ten pieprz Timut. Obawiałem się jego ziaren w sosie, ale cytrusowy posmaczek tej przyprawy bardzo nam się spodobał.
Polędwica
Został deser – Mille Feuille z sorbetem malinowym (12 zł). Sorbet chyba był ze sklepu, bo Łaszek za lodami szaleje i zna te słodkości bardzo dobrze. Ja jej wierzę. Nie znaczy to, że był niesmaczny, wręcz przeciwnie. Po prostu miał określony, znany już charakter jednego ze znanych producentów. Ciasto francuskie było delikatne i chrupiące. W smaku czuć było wiele warstw i sprawną rękę twórcy.
Mille Feuille
Obsługa była szybka, a przede wszystkim miła i nie narzucająca się. Kelner wytłumaczył, że lokal przygotowuje się do pierwszego wesela i przeprosił za nieco uciążliwe próby dźwięków. Był naturalny i gotowy do pomocy. Za brak zupy z kasztanów osobiście, z własnej woli tłumaczył się Pan Jean Bos. Klienci dzięki takiemu podejściu do nich będą zawsze czuć się doceniani i z radością wrócą. My na pewno. Zwłaszcza, że karta, (szef kuchni wyjaśnił, że powinniśmy już dostać nowe, ładniejsze jadłospisy, ale te jeszcze nie dojechały, nie z jego winy) choć jest krótka, to kusi na każdym etapie. Minusem było to, że brakowało w niej napojów.
Podsumowując – warto jeść w Eco zarówno dania eleganckie, jak i „lanczowe”, bo te codziennie też się zmieniają. Są naprawdę lekkie, przyjemne i zostawiają po sobie tylko miłe wspomnienia. Niedociągnięcia powinny z czasem zniknąć. W końcu, dopiero zaczynają. A belgijski fachowiec na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.


Adres: ul. Wojciechowska 29 , 20-704 Lublin
Numer telefonu: 721 103 300
Internet: http://agithotel.pl/restauracja/, https://www.facebook.com/agithotel
Restauracja dostępna dla ludzi na wózkach.

9 komentarzy:

  1. Ja już nie wiem co myslec o lubelskich znawcach [znafcach] kuchni, byłem , jadłem, w innym miejscu opisałem....nie jest to dobra kuchnia, nie jest to dobry kucharz sądząc po tym co gotuje, tym bardziej nie wiem skąd to wahanie przed napisaniem tego co się sądzi? tylko jakieś pisanie o niedociągnieciach , ktore się przełamie[sic!]? to nie fizyka kwantowa, lepszy stek robie w domu, lepsze mam dodatki itd. wiec nie bede na kolana klekal przed badziewiem....lepiej karmią np w nowo otwartej kuźni przy myjni, bez odznaczen, bez belgijskich medali itd.....

    OdpowiedzUsuń
  2. Nikt nie klękał, ani nie bał się napisać co sądzi. Zawsze może być lepiej, ale źle nie jest. Pozdrawiamy - znafcy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Upss znowu ktoś uszczypnął?
    Przypadek?
    Chyba nie...
    Cóż za wybiórczość błędów (sztuczny sorbet w miejscu eko to trochę się kłóci..., włos w pieczywie???) nazywaniem niedociągnięć...
    Cóż za wybiórczość w ocenie? Jedni się przełamią a inni niestety nie...
    Fajnie, że chodzicie po lokalach, próbujecie nowych potraw. piszecie ciekawe recenzje tylko nie mogę pojąć dlaczego nie stosujecie równej miarki dla wszystkich???
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne jesteśmy sowicie opłacani przez grupę trzymającą władzę w gastronomii i stąd takie niesprawiedliwości. Nie wiem gdzie Państwo widzą wielką pochwałę restauracji Eko. Wytknęliśmy błędy, ale mimo tego uważamy to miejsce za ciekawe. Zobaczymy jak sytuacja się rozwinie.

      Pozdrawiam
      Piotr Ginalski

      Usuń
  4. No i po co ta ironia?
    Jeszcze raz powtarzam fajny blog, dobrze, ciekawie napisany tylko w niektórych przypadkach jesteście wybiórczy. Czasami błędy są niedociągnięciami a czasami powodują ironiczny komentarz i dyskwalifikację lokalu.
    Apeluję tylko o stosowanie takiej samej miary dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  5. A jak można zastosować tę samą miarę np. do małego bistro i do np. ekskluzywnej restauracji, która pomieści 100 osób? Opinie są subiektywne i takie pozostaną. Choć oczywiście należy zachować pewną dawkę obiektywizmu. A ironię od czasu do czasu lubimy.

    Pozdrawiamy raz jeszcze i dziękujemy za opinię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta polędwiczka wygląda na surowe mięso Czy to się da jeść?

    OdpowiedzUsuń
  7. Byliśmy, dania wybraliśmy podobne. Sałatka z langustykami i karczochami, u nas były 2 langustynki całe, w pancerzykach. Więcej zabawy niż jedzenia, ale ogólnie sałatka bardzo dobra, pyszny dressing. Na drugie polędwica wołowa, bardzo dobra, brak zastrzeżeń. Na deser Mille Feuille z sorbetem malinowym, jak dla nas super oraz galaretka, która galaretka nie była tylko raczej musem. Ogólnie ok, ale bez szału.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem zauroczona wizytą w Restauracji Hotelu Agit! Od niedawna prezentuje nowe menu, o czym poinformował nas sam Szef Kuchni Jean Bos. Restauracja hotelowa prezentuje najwyższy poziom! Wyśmienita, oryginalna kuchnia molekularna, na talerzu wirtuozeria smaków, kolorów, dania pięknie podane i idealnie skomponowane. Aromatyczny, pachnący grzybami żurek ze świeżutkim chlebem, świetnie przyrządzona kaczka, molekularny kurczak - mięciutki i soczysty, a wszystko w otoczeniu wspaniale dobranych dodatków. Całość zakończona pysznym deserem - ciasto pychotka z lodami waniliowymi, musem mainowym i waniliowym oraz czymś w rodzaju bezy-kruszonki. Ciekawa lemoniada molekularna na bazie herbaty z hibiskusa i dzikiej róży z owocami leśnymi, świeżo wyciskany sok warzywny. Obsługa niezwykle sympatyczna i profesjonalna. Do tego niezwykły bonus - Szef Kuchni Jean Bos, który wyszedł do nas jako gości i rozmawiał z nami na temat kompozycji i sposobu przyrządzenia dań. Ceny wielce rozsądne! Po wizycie w Restauracji Agit czułam się ugoszczona w wyjątkowy sposób. Dawno nie doświadczyłam takiego zachwytu nad tym, co jadłam! Polecam!

    OdpowiedzUsuń