29 października 2013

Zajazd Gościnny – czy wchodzić weselnikom w drogę?



Skoro niektóre lokale trwają, to znaczy, że mają swoich fanów. Być może są to fani lokalizacji obiektu.

Położenie tego zajazdu jest zapewne dla wielu gości dogodne, bo to przecież popularna trasa nr 19. A może ważniejsze są ceny? W celu, choć pobieżnego sprawdzenia, udaliśmy się tam w sobotnie popołudnie, w okolicznościach dość przypadkowych. Szukając innej lokalizacji, wybitnie niegastronomicznej, odbyliśmy spacer tak długi i zniechęcający, że weszlibyśmy wszędzie, gdzie jedzenie już nie biega na swoich nogach.
Czekadełko
Na parkingu stały eleganckie samochody, typowo weselne. Oprócz nich kilka „cywilnych”, a więc chyba przyszliśmy nie w porę. Wnętrze było już dominowane zapachem jedzenia, zespół się instalował, a obsługa nie wiedziała, czy już zaczynać ostateczne przygotowania, czy jeszcze zaczekać. Nie było jednak wątpliwości co do tego, czy nas przyjąć. To cieszy, bo czuliśmy się początkowo jak intruzi. Niepewność pojawiła się za to przy wyborze dań. Menu jest bardzo zachowawcze. Niezbyt długie co uspokaja, ale i też w ogóle nie kuszące. Męcząc się, zdecydowałem o sprawdzeniu zupy gulaszowej (8zł) i żeberek w sosie własnym (22 zł). Szczęśliwa, bo już siedząca łaszkowa Panna uderzyła w łagodniejsze tony – rosół (6 zł) i pierogi ruskie (11 zł).
Rosół
Gulaszowa
Oczekiwanie rozpoczęło się od podania ciepłego placuszka z aromatyzowanym masłem. Aromaty czosnku i ziół skutecznie pobudzały większy apetyt, a do tego można było dobrać np. ogórki kiszone i smalec. Prezencik zawsze działa umilająco, ale nie dajmy się kupić tak od razu. Od razu po zabraniu talerzyków, otrzymaliśmy zupy. Rosół na kilku rodzajach mięsa, dość lekki, klarowny, z makaronem ręcznie ciachanym – naprawdę niezły. Ale gulaszowa nieco spolszczona, lub raczej pomylona, już na etapie nazwy. Bo można spokojnie to nazwać gulaszem. A to, co jemy jako gulasz, czyli porkolt, to nieco inna zabawa. Smak był dla nas zbyt pomidorowy, a za mało paprykowy. Brakowało zwłaszcza ostrej oprawy. Grzechem byłoby jednak powiedzieć, że to nie było dobre i świeże. Chleb do zupy też świeży, więc bez stresu. Jednak Zawsze zachęcamy do tego, by nazywać potrawy po  swojemu ( co nie znaczy śmiesznie) i  wtedy po kłopocie. Nikt się nie czepi.
Pierogi ruskie
Żeberka
Po łyku piwa, które piany nie zaznało, byliśmy gotowi na praktycznie od razu nadchodzące dania główne. Łaszek ponarzekała na pierogi, bo i farszu mało i smak zbyt mdły. Faktem jest jednak to, że wystarczyły jej do najedzenia się. Rozochocony z początku widokiem mięsa, stopniowo traciłem entuzjazm. Zbyt mocny smak wieprzka nie został odpowiednio złagodzony. Mięso było miękkie i lekko kleiste, ale to jeszcze nie był ten etap, kiedy przeklina się warzywa i owoce i deklaruje się wiarę jedynie w zwierzątka. Zwłaszcza, że z obiecanych w karcie surówek nie skorzystałem ( mogliśmy je dobrać, udając się do stołu będącego kilka metrów od nas) dlatego, że po sali kręcili się już Pan Młody i jego świta. Więc jak tu postąpić? Powiedzieć przepraszam i ładować te surówy, modląc się, by pięknego garnituru przypadkiem nie trafić buraczkiem? Wolałem nie kusić losu i siedzieć grzecznie. Sytuację warzyw mogłyby poratować pieczone kartofelki, ale ten gotowiec, który dostaliśmy, został zasypany taką ilością „przyprawy do ziemniaków”, że nic go nie usprawiedliwia. No i przybrania talerzy jednakowe przy każdym daniu, też nie poprawiały wrażenia, ale to zjawisko spotykane w wielu knajpach.
Wystrój nie zapisał się w naszej pamięci. Oczywiście było schludnie i dość elegancko, ale już parawany przy stołach kojarzyły się nieco szpitalnie. Punkt za świeże kwiaty. Minus za szeroko otwarte okna, które wpuszczały chłodny wiatr. Po zapytaniu, czy możemy je zamknąć, otrzymaliśmy zgodę (o jak się cieszymy…) i udaliśmy się do nich sami w celu zamknięcia. Poza tym obsługa była w porządku. Szybkości mogą jej pozazdrościć w innych restauracjach, jakości – niekoniecznie. Przynajmniej panie starały się być miłe. Tak niepostrzeżenie jak weszliśmy, tak i wyszliśmy. Po uregulowaniu rachunku nikt już nami się nie interesował. Czy w takim razie Zajazd jest Gościnny? Chyba tylko w kwestii nie pobierania zbyt wysokich opłat.



Adres: Konopnica 163 D, 21-030 Motycz
Telefon: 81-723-58-58
Godziny otwarcia: 09-22
Dostępna dla ludzi na wózkach.

1 komentarz:

  1. Wystrój kojarzy mi się strasznie tandetnie i nie zachęca do jedzenia, może na wesele, chrzciny... ceny chyba niskie.
    Czekam na recenzje bliżej Czechowa, chociaż za bardzo nie ma tu co zjeść... pozdrawiam www.styllowy.pl

    OdpowiedzUsuń