23 listopada 2013

Piwnica pod Brzozami – nazwa ma sens


W piwnicy powinno być piwo. Dobre piwo. Smacznie zjeść można gdzie indziej.

Osiedlowe barki, kawiarenki i restauracyjki mają swój niepodważalny urok, zwłaszcza jeśli mieszka się w ich pobliżu. Ciemne i chłodne popołudnie raczej skłaniało ku zakupieniu jakiejś flaszy wina i pozostaniu pod kocykiem, ale ciekawość zwyciężyła. Klucząc między blokami, odnaleźliśmy pożądany adres.
Rozświetlone wnętrze, solidne i wygodne meble, obrazy na ścianach, ciekawe przedmioty dookoła - zrobiło się dość przytulnie już na samym początku. Z głośników sączyły się delikatne rytmy, które z czasem niestety przerodziły się w bity gorszące słuch.
Bruschetta tradycyjna
Bruschetta salami zamiast "Ostra Sztuka"
Z menu wybraliśmy jedzenie i wino. Warto w tym miejscu wspomnieć, że wybór kaw, herbat, piw i win jest dość pokaźny i proponowalibyśmy w tych rejonach pozostać. Lektura karty była intrygująca, ale tak już mamy, że skupiamy się na potrawach. Do wyboru były bruschetty i sałatki. W kwestii zapiekanek Łaszek postawiła na klasykę za 9 zł. Nic w jedzeniu jej nie przeszkadzało. Może w kwestii oliwy warto byłoby jeszcze poszukać i postawić na coś bardziej kwiatowego. Pech dopadł tym razem mnie. Zamówiona ostra bruschetta gdzieś po drodze zmieniła się w wersję bardziej wypasioną, z salami (14 zł). Po otrzymaniu zamówienia nie byłem pewny tego, bo wędlina dotarła na talerzyku, podana minutę później z tłumaczeniem, że kucharz zapomniał. Przeczuwałem sabotaż, bo miałem oliwki i paprykę, której w składzie zamówionej zapiekanki nie było. Po stwierdzeniu, że to nie moje zamówienie i zobaczeniu skonfundowanej miny Pani kelnerki, postanowiłem sam wybrnąć z tej niezręczności. Z chęcią zjadłem co mi podano. Zjadłem i zapomniałem. Salami słabe. Reszta też niczym nie zaimponowała. Co do salami, to radziłbym zajrzeć choćby do pobliskiego Lidla, gdzie obecnie znajduje się bardzo interesująca kiełbasa z dodatkiem kopru włoskiego. A co do pomyłki -  zamówień nie mogło być dużo, bo oprócz nas były tylko dwie osoby, które sączyły wino.
Sałatka Gajowa
Skoro przy winie jesteśmy, to całkiem niezłe Beaujolais popijaliśmy (8 zł za lampkę). Nawet miało ciut dłuższy finisz w ustach od tych, które dotąd poznaliśmy. Butelki nie zobaczyliśmy więc nazwy nie podamy, ale umówmy się - popularność tych win i ich święta to tylko marketing. Swoją drogą dość przyjemny.
Sałatka Pollo
Zostały sałatki, które okazały się spełnieniem groźby banalności, która wisiała już w trakcie przeglądania jadłospisu. Łaszkowa „gajowa” za 16 zł  to kiełki, polędwiczka, papryka, powidła śliwkowe z goździkiem, mix sałat, trochę tymianku. Wszystko i nic. Trzeba jednak oddać, że porcja jest spora i może to zadowoli odbiorców. Mój wybór nie był lepszy. Generalnie obchodzę sałatki w restauracjach szerokim łukiem, niczym część społeczeństwa niedawne Święto Niepodległości. Wielu możliwości nie było, więc trochę w wyniku pobłażania (wiedziałem, że grecka i caprese nie dadzą rady) wybrałem pollo (15 zł). Kurczak wędzony okazał się sklepową wędliną, która oprócz dymu wędzarniczego (choć pewnie to tylko sztuczny aromat) nie zaproponowała nic więcej. Obawiam się za to, że w składzie oprócz wody były też niepożądane substancje. Nieco charakteru dodały czerwona cebula i wyrazisty winegret, ale to za mało.
Torcik bezowy
Jak zwykle w sytuacji kryzysowej, dajemy ostatnią szansę – deser. Postawiliśmy na torcik bezowy (13 zł). Myśleliśmy, że w tej cenie ilość ciasta sprawi, że wyrazimy się o nim jasno i klarownie, ale niestety zniknęło one błyskawicznie. O wielkości porcji dania stanowiła bita śmietana (niezła, bo z dodatkiem róży – smaczny pomysł), kulka sorbetu, owoce i likier, o którym też nie uprzedzano. Wszystko podane w pucharku. Więc to raczej był rodzaj deseru z ciastem a nie torcik. Sprawiedliwie pisząc,  przez chwilę jego smakowania podobał nam się, ale konsystencja pod wpływem dodatków zmieniała się niewybaczalnie. Kicha.
Co do obsługi, to jest ona i miła i uczynna, a także energiczna. Nawet zbyt energiczna, gdyż kolejne dania docierały na nasz stół przed skończeniem poprzedniego posiłku. Kwestia pomylonego zamówienia niestety nie została załatwiona w żaden sprytny sposób. Uważamy też, że czas oczekiwania powinien być też nieco poprawiony (25 minut).
To nie był jedynie nasz wybór. Otrzymaliśmy zaproszenie z prośbą o recenzję, którą popełniliśmy. Mimo wszystko trzymamy kciuki i zachęcamy do zajrzenia, choćby w celu spróbowania soku z brzozy lub grappy, cudownego destylatu z winogron. A może piwo Atak Chmielu? Belgijska czekolada? Aromatyczne kawy? Pijcie wszystko, ale z jedzeniem to prosimy – bez brawury.


Adres: Szafirowa 10, 20-573 Lublin
Numer telefonu: 81 533 75 97
Godziny otwarcia: 12-22 (23 w piątki i soboty)
Niedostępna dla ludzi na wózkach.

5 komentarzy:

  1. Przynajmniej na Czubach jest gdzie pójść na piwo, czy jedzenie w miarę, bo na Czechowie średnio, oprócz Anuszika.
    Jest teraz nowe miejsce U Kowalskich, dawniej U Alfreda, ciekawe, czy tam by Wam zasmakowało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszeliśmy kilka opinii o tym miejscu. Chętnie sami sprawdzimy. A co do Piwnicy - miło się tam siedzi.

      Usuń
  2. A jak Państwo oceniacie kawę, bo zabrakło mi tego w recenzji ? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę zarozumiała właścicielka. Czyżby spoczęła na laurach. Nie za wcześnie to? O ile wiem lokal dopiero zdobywa klientelę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ze względu na kuriozalne zachowania.........właścicielki, nie polecam lokalu ludziom kulturalnym. Kto bywa, przekona się o tym wcześniej czy później. Ja choć mam blisko, więcej nie zajrzę, a i znajomych powiadomiłem.

    OdpowiedzUsuń