24 lutego 2014

Stół i Wół – mgła opada


Topowa lokalizacja, doświadczeni kucharze i właściciele. To się musi udać, choć i tak zdecydują goście.

Zadbali o rozgłos już jakiś czas temu. Artykuły w gazetach obiecywały nowy format gastronomiczny. Kuszono jedynym w Lublinie miejscem z browarkiem prosto z tanka. Obiecywano wołowe rozkosze. W dwa dni po otwarciu jest prawie 1000 lajków na FB (choć być może część została zakupiona). Tym bardziej obawialiśmy o to, czy udźwigną ciężar oczekiwań. Nie trafiło jednak na leszczy. Amatorzy nie porywają się na taką lokalizację. Widać związki z Czarcią Łapą (Maciej Stankiewicz prawdopodobnie szefuje kuchni).
Weszliśmy i wybałuszyliśmy gały. Miejsca w bród. Nawet obertasa człek by spokojnie wywinął. Dwa bary, między nimi w przejściu obiecywany tank z tyskim koncerniakiem niepasteryzowanym. Wystrój surowy, opierający się na chyba modnym połączeniu cegły z drewnem. Stoły solidne, obsługa liczna. Takie pierwsze wrażenia.
Dostaliśmy menu i kartę piw uczącą jak serwować i zachwycać się cieczą z pianką (nigdzie indziej czegoś takiego nie widzieliśmy). Musiało być mięsnie, ale karta nieco nas rozczarowała, bo znów sałatki, znów pizza, bezpieczne kurczak i
Sałatka z rostbefem
łosoś, przewinęła się polenta i piadina. Miłym akcentem jest wyróżnienie chleba z Ludwina. Oczywiście, mięso stanowi główną siłę jadłospisu, ale w nim i wołowina i wieprzowina i drób. A wół miał być gwiazdą. Liczyliśmy na każdy element krowiego ciałka. Jest przecież tyle możliwości. Szpik, podroby, ogon… Piąta ćwiartka wciąż jest pomijana. Znaleźliśmy jednak coś dla siebie. Łaszek zlitowała się nad sałatką z rostbefem (25 zł). Skład zgadzał się z opisem. Prosta, dość spora i w połączeniu z podaną oliwą – smacznie złożona. Odrobinę kruche fragmenty rostbefu (ciut za mało go), oliwki, marynowana cebula (ta była najprzyjemniejsza), olej z pestek dyni i mix sałat. Do tego niezłe pieczywo. W sumie do przodu.
Kaszanka regionalna
Jej drugim typem była regionalna kaszanka (22 zł). Smakowała tak jak się spodziewaliśmy. Kasza i krew z podrobami na polską, ale oszczędną modłę. Przeszkadzały jedynie chrząstki, których było więcej niż trochę. Do tego puree z oliwą truflową (dzióbiąc, wyczuwałem czosnek). Dodatek karmelizowanego jabłka i pieczonej cebuli nawzajem przyjemnie się równoważył. Danie podano na drewnianej desce w prosty sposób, nie kombinując bezsensownie. Nadal do przodu, choć już w oparach mgły spowodowanej dymem z grilla, który najprawdopodobniej umieszczony jest w okolicy jednego z barów. Wyciąg jeśli działał, to zdecydowanie źle. Na szczęście był to przyjemny zapach, drzewny.
Stek z antrykotu
Niczym czarna dama, z tej mgły wyłoniła się kelnerka niosąca kolejną deskę, tym razem z antrykotem z grilla (49 zł). Warto w tym miejscu zaznaczyć, że do mięsa podawane są odpowiednie sztućce, które z łatwością radzą sobie z krówką. Krwisty stek został należycie potraktowany, z minimalną ilością przypraw i zgodnie ze złożonym zamówieniem, czyli czerwony w środku. Wcinając zapomniałem o puree z boczkiem i pysznie rozgoryczkowanej cykorii, podobno potraktowanej palonym masłem. Wszystko na języku się zgadzało.
Pudding daktylowy
Mgła robiła się coraz gęstsza, a gości przybywało. Pomyśleliśmy, że znakomicie sobie radzą i to dzień po otwarciu, ale widać było spore zamieszanie w komunikacji personelu, tyle, że nie mające wpływu na jakość obsługi gości. W tym właśnie momencie otrzymaliśmy sernik, którego nie zamawialiśmy. Licząc na szybką rehabilitację, nie zmasakrowaliśmy go. Miła pani nas obsługująca naprawiła błąd i dostarczyła pudding daktylowy (15 zł). Z tym puddingiem to jest tak, że nigdy nie wiadomo co dostaniemy. Czy raczej budyń, czy
Sernik nowojorski
też ciastko. Tu akurat było dobre ciastko, tyle, że przydałoby mu się więcej wilgoci w środku. Taki nasz wyrok. Do tego kulka lodów, ale sklepowych. Łaszka nie wykiwają. Trzeba było brać sernik, bo i porcja większa i sorbecik jakiś do tego. No i w ogóle ładniejszy ten nowojorski cziskejk. Zalaliśmy wszystko orzeźwiającym cydrem Green Mill (8,50 zł), niestety o wiele lepszym od Lubelskiego Cydru i tankowym Tyskim (8 zł). Jak na Tyskie, to rzeczywiście mamy do czynienia z dobrym piwem, ale na dłuższą metę miłości z tego nie będzie.
O obsłudze już było i więcej chyba pisać nie trzeba. Jest bardzo w porządku. Otrząsną się zarówno dziewczyny na sali, jak i dziewczyny i chłopaki na kuchni. Tylko, żeby w tej mgle nie musieli kursować, bo bez kompasu się nie obędzie. Stół i wół to będzie mocny gracz na rynku, ale prosimy o rozwój i ciut większą fantazję w menu, bo steki i burgery powoli się robią nudne, a u nas dopiero walczą o gości, którzy mogą się zrazić, jeśli właściciele będą pisać o nich na portalach społecznościowych, że mają wygórowane oczekiwania…


Adres: Bramowa 2-6, 20-111 Lublin.
Numer telefonu: 533 644 081.
Godziny otwarcia: od niedzieli do czwartku w godzinach 12-24 (kuchnia do 22), a od piątku do soboty w godzinach 12-6 (kuchnia do 2).
Niedostępna dla ludzi na wózkach.
Można płacić kartą.

8 komentarzy:

  1. Byłem dwa dni po oficjalnym otwarciu.
    Generalnie pierwsze wrażenie fatalne, zadymienie pomieszczeń (z powodu złego wyciągu nad grillem) takie, że oczy dosłownie łzawią.
    Było bardzo mało klientów - zaleta bo nie trzeba długo czekać.
    Nic bardziej mylnego! Na zamówienie 0,5l piwa z tanka czekałem 12,5 minuty. W lokalu temperatura około 18 st., wiec to również daje wiele do życzenia. Jedzenie: jadłem zdecydowanie lepiej i nie koniecznie drożej - ale nie u nich. Generalnie lokal dla snobów i totalnych dyletantów - bo właśnie dla nich serwowane jest pseudo niepasteryzowane piwo tyskie.
    Ci, dla których liczy się smak piwa ważonego a nie PRODUKOWANEGO będą ten lokal omijać szerokim łukiem.

    Byłem, sprawdziłem, miałem naprawdę pozytywne nastawienie, ale bardzo się rozczarowałem.

    NIE POLECAM, są w naszym mieście zdecydowanie lepsze lokale i serwowane w nich alkohole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzyj do restauracji Jezuicka, praktycznie na przeciwko SiW, to zobaczysz dopiero co to fatalne wrażenie i rozczarowanie. Co do SiW - jedzenie każdy ocenia po swojemu, dla mnie procje są w porządku. Ale za to obsługa jest na najwyższym poziomie - bardzo miła i pomocna.

      Usuń
  2. Abnegat kulinarny... żenujący człowiek który nawet nie jest w stanie napisać co naprawdę było nie tak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ty ZNAWCO potrafisz napisać co ciebie ujęło w tym lokalu?

      Usuń
  3. Zamówiłem z stek - specjał kucharza, dosmażony medium jak poleciła kelnerka, był suchy i generalnie mało smaczny, na koniec dowiedziałem się że nie ma go w karcie dań i kosztuje 130 zł, a na moje zapytanie czy jej się nie pomyliło, oświadczyła z głupim uśmiechem że ,,a to nie mówiłam ile kosztuje?" - ŻENADA

    OdpowiedzUsuń
  4. nic sie nie musi..., syficznie niesmaczne i niekompetentnie zarzadzane miejsce, ale na wies lublin da rade

    OdpowiedzUsuń
  5. Wysokie ceny, dluuugi czas oczekiwania, małe porcje, pomyłki kelnerów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zjadłem burger. Zjadłem wół.
    Najedzony Polak = szczęśliwy Polak.
    Polecam!

    OdpowiedzUsuń