Jezuicka – Kuchnia klasztorna, czyli jak dobrze, że już post



Może dzięki temu, że mamy okres Wielkiego Postu, to przyjdzie na Jezuicką  refleksja nad sensem ich sposobu karmienia, a wraz z nią, przewietrzenie menu?

Motywacja była klarowna niczym dekalog. Jest miejsce, gdzie dają jeść, to trzeba je sprawdzić. Kuszą klasztornym rodowodem? Tym bardziej trzeba zbadać sprawę. Dawniej, a i obecnie do tego się wraca – w klasztorach wytwarzano dobre wina, piwa, nalewki, więc chyba i dobre jedzenie nie powinno być im obce. No i tu jest pies pogrzebany, bo wygląda na to, że w przeciwieństwie do płynów, pokarmy są nieistotne. Czyżby niosły większy pokład grzechu?
Z Kuchnią klasztorną obcowaliśmy sami. Nie dziwi to, bo restauracyjka, choć jest na obleganym Starym Mieście, to jednak trochę na uboczu ma swą siedzibę, a reklama kuleje. Profil na FB niemrawy, strony konkretnej brak, jedynie jakieś wzmianki tu i ówdzie. Gdyby nie potykacz, to chyba nikt by tam nie zajrzał. Po wejściu ukazuje się niewielka sala jadalna, a obok druga, która pełni funkcję centrum dowodzenia. Z barem. I witrażem nad barem, który przykuwał wzrok. My wybraliśmy większą izbę. Z kaflową szachownicą na podłodze, która budzi skojarzenia albo z kościołem albo z restauracją w starym stylu. Na drewnianych stołach stały pojedyncze miedziane świeczniki, zdobiące nieco przybrudzone bieżniki i obrusiki w kwiatki. Takie babcine. Ściany zdobią zarówno obrazy i rysunki, które są najbardziej interesujące, jak i rzeźby spoglądające na intruzów. Generalnie dobrze się tam czuliśmy. Menu w formie ręcznie zapisanych kartek leżą na stołach i od razu wpadają w ręce, ale już niekoniecznie w oko. A jego zawartość? Cóż. Pierwszy raz krótkie menu nie było zbyt interesujące.
Barszcz postny
Śledź kamedulski
Barszcz postny (8 zł), podany w dość pojemnym kubku był raczej słodki, dość ubogi w aromaty, ale mimo wszystko uczciwy. Pamiętałoby się go dobrze tylko wtedy, kiedy towarzyszyłaby mu jakaś mała przekąska. Śledź kamedulski (8 zł) był na podobnym poziomie. Nie zdziwiłby sklepowy rodowód tego dania. Rozdrobniona ryba wymieszana była z papryką i pomidorami. Plus za niską zawartość soli. W zasadzie nic więcej nie można o tym jedzeniu napisać. Niezły był podany do śledzia ciemny chleb. W sumie chcieliśmy prostoty, to ją mamy, ale czy w mimo wszystko lokalu gastronomicznym, nie powinno być czegoś w stylu” łał”? To nie koniec.
Anielskie gołąbki
Przygrywające nam Radio Złote Przeboje wcale nie umilało oczekiwania na dania główne. Co innego porządne, goryczkowe piwo jasne (5,50 zł) i ciemne (6,50 zł). To drugie może jest zbyt słodkie dla nas, ale oba kufle opróżniliśmy z przyjemnością. Kufle – w końcu nie te kruche szklanki, które strach podnosić.
Anielskie gołąbki (14 zł) to rozmiękłe liście kapusty, zbyt słony sos pomidorowy i wnętrze z kaszy. W sumie dobrze ugotowanej i dosmaczonej, ale żeby od razu anioły w to mieszać? Nie lepiej było ze schabem bazyliański (20 zł). Mięso na granicy przesuszenia ratowało się jedynie słodko-pikantną skórką, połączoną z czymś na kształt sosu. Do tego surówka z selerem i marchewką, w której przesadzono z cebulą. Porcja tego dania ucieszy narzekających na głodowe racje w knajpach, ale nikogo więcej.
Schab bazyliański
Jeśli chodzi o obsługę, to w zasadzie była w porządku. Interesowała się nami, sprawnie realizując zamówienia.
Dziwi fakt, że nigdzie nie ma informacji o rodowodzie tego lokalu, a i we wnętrzu niczego się nie dowiemy, chyba, że należy przepytywać urzędującą ekipę. Niestety, mniej dziwi zawartość talerzy. Od razu przypomina się siostra Anastazja, która co ciekawe gotuje dla Jezuitów. Słynna była jej książka ze 143 przepisami. Liczba dań godna azjatyckich barów, a same receptury, to powrót do ponurej przeszłości. Tej niezbyt odległej rzecz jasna. Wiecie – śmietana, tłuszcze, mąka i jakoś to będzie, tylko wymieszać i podsmażyć trzeba. Czy naprawdę tak jada się w klasztorach? Czy taki posiłek można zaakceptować? Odpowiadając, sparafrazuję siostrę Leonillę, udzielającą porad na antenie Radia Maryja: „ można, tylko trzeba ten…no…. I nie trzeba znów tak mocno ten…no, bo chyba nie jest to tak za bardzo…”


Adres: Jezuicka 4, 20-113 Lublin
Godziny otwarcia: 12-23:30
Niedostępna dla ludzi na wózkach.

Komentarze

  1. Bylem, slabe miejsce. Pusto, bez duszy. Takie zimne - moze rzeczywiscie jak w klasztorze? Tak jak wspomniane bylo leci muzyka z radia, co osobiscie mnie razi jezeli nie jest wpasowana z klimatem miejsca. Tutaj spodziewał bym sie czegos bardziej klasztornego niz budki suflera (nie mam nic do zespolu).

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie będę się czepiał kwestii klimatu bo to sprawa subiektywna. Miejscówka i tak odbiega od "mainstreamowego" schematu typowej restauracji przy starym mieście. Przyznać trzeba za to, że piwo mają świetne. Chyba tylko 2 knajpy w Lublinie serwują jeszcze browar Jagiełło (z Chełma!) i to po niskiej cenie jak na starówkę (5,50zł za 0,5l kufel). Jak dla mnie duży plus za wspieranie produktów regionalnych i nie zdzieranie na piwie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam tam niedawno, całkiem przypadkowo z okazji wernisażu znajomej przyjaciółki - niestety ale zawiodłam się i to bardzo. Tak nieprofesjonalnej obsługi, amatorskiej kuchni i wystroju bez smaku to nie widziałam. Miejsce określające się mianem "Galerii" i miejscem dla sztuki jest obskurne, brudne i bliżej mu do rupieciarni niż do restauracji. Właściciel (lub kimkolwiek ta osoba była) nie wykazuje żadnego zainteresowania gośćmi a co gorsza gościem wieczoru. W miejscu panuje kompletny nieład (i to nie jest nieład artystyczny!). Ściany porysowane, obrusy zaplamione, okna i parapety zakurzone. Jedynymi zadowolonymi klientami byli mało eleganccy panowie zamawiający jedynie piwo jedno po drugim. Kelnerka nie panuje nad salą. Aż boje się pomyśleć co jest w kuchni.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najbardziej denerwuje to że zakłócają ciszę nocną , hałasy ,głośna muzyka nawet do pierwszej godziny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem wam tak, uczęszczałem tam przez pewien czas do tego lokalu, głównie z powodu piwa. Jednak po jakimś czasie zaczęło wszystko wyłazić na wierzch. Zwykle miejsce jest pustawe, może jeden stolik zajęty albo wpadną jacyś "znajomi" szefa albo kelnerki. Ale oni zwykle nic nie zamawiają albo sobie herbatkę wezmą. To co mnie najbardziej przeraziło to fakt, że ja widziałem żeby tylko raz zmieniali beczkę (w ciągu 2 mies) a na prawdę bywałem tam dość często, byłem także na koncertach gdzie ruch jest większy, beczka powinna zejść na wieczór przynajmniej jedna (jakoś wtedy nie zwracałem na to uwagę). Ale co ważne - jest też tam drugi kucharz/kelner który pięknie opowiada nowym klientom o tym jakie to mają świeże, regionalne piwo i że zmieniają beczkę co 2 dni bo jest prawdziwie niepasteryzowane No i tutaj przegięli. Nie dajcie sobie wcisnąć ciemnotę - owszem piwo dobre, ale nie jest ani "żywe" ani "świeże" a tym bardziej "niepasteryzowane". A na pewno nie jest wymieniana beczka co 2 dni. Oni nie mają przemiału żeby beczkę opróżnić w ciągu miesiąca! A zwłaszcza beczkę z piwem jasnym które ludzie o wiele rzadziej biorą niż ciemne. Więc uważajcie na piwo - radzę brać butelkowe. Jeść tam nie jadłem i już chyba nie skorzystam. A co do koncertów i hałasowania do pierwszej w nocy - w piątki są koncerty patronowane przez Jana Kondraka. Czyli wpada zgraja artystów zwanych bardami coś pośpiewają, pograją i zaczynają picie bo oczywiście właściciel ich upija na koszt firmy (pewnie dlatego tam przychodzą ;) ). Ogólnie przypomina to trochę spotkanie z kumplami a nie koncert - taki "przyjazny" klimat, niektórzy lubią to niektórzy nie. Jako że organizacja tam jest delikatnie mówiąc "leniwa" to zanim koncert zacznie się o planowanej 22:00 to odwleka się to do 22:30-23:00. Potem godzina, półtorej grania i popijawa, a właściciel też lubi sobie wypić. No i masz pierwszą w nocy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale wrzuty poleciały, ale fakt faktem, strasznie nieprofesjonalnie to wszystko zrobione, strona nie działa, facebook też nie aktualizowany. To jeszcze otwarte jest? Może szanowna redakcja wybierze się tam raz jeszcze i sprawdzi co się tam wyprawia ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nic nie wiecie, Jezuicka to miejsce dla artystów. Nie chodzi o wystrój tylko o klimat. Zresztą kto to mówi - ten blog estetycznie jest na poziomie miejskiej toalety. W ogóle nie zrozumieliście tego miejsca, a tym bardziej misji Jezuickiej. Wstyd! Zwłaszcza że w Lublinie nie ma żadnego miejsca w którym tak wielu artystów przychodzi i prezentuje swoje dzieła. Ciekawe kto was finansuje że piszecie takie opinie o takim miejscu. Czyżby konkurencja starówkowa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie/i Anonimowy/a,

      przede wszystkim chcielibyśmy odesłać Pana/ią do zapoznania się raz jeszcze z tematyką naszego bloga i tego na czym się skupiamy - aspekcie kulinarnym, a nie ideowym lub misyjnym danego miejsca. Po drugie - naszym celem nie jest bycie najpiękniejszym blogiem, gdyż skupiamy się na treściach, którymi chcemy dzielić się z naszymi Czytelnikami. Jesteśmy zdziwieni takim dużym odzewem i dyskusją odnośnie Jezuickiej, ale jak widać większość potwierdza nasze spostrzeżenia. Z ewentualnymi sponsorami zawsze możemy porozmawiać.

      Z wyrazami szacunku,
      Zespół Czysmakuje?

      Usuń
    2. Buahahaha czyżby w końcu ktoś z Jezuickiej odkrył Internet i zaczął zaglądać na to co się o niej pisze? Teraz to radzę Wam zatrudnić dobrego menedżera od PR albo całkowicie zmienić markę i "misję" restauracji ;)

      Usuń
  8. Chciałem sprawdzić czy ta ożywiona dyskusja ma jakieś przełożenie na rzeczywistość i postanowiłem sprawdzić restauracje Jezuicką. Niestety, ale wydaje się że chyba lokal jest zamknięty - wczoraj o 14:00 byłem i zastałem drzwi zamknięte. Sprawdzałem internety - na podstawie linku z tej strony do fanpage wynika na to że wpis jest z 28 lipca (może to nie ten fanpage?). Niestety nie zweryfikowałem informacji i obawiam się że już tego nie zrobie ;( Może ktoś wie co się dzieje, bo chyba przyda się aktualizacja na tej stronie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Tyle w tym temacie:
    http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,16448595.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Mają tam GENIALNE PIWO! Na prawde warto spróbować. Miejsce oryginalne, dobra muzyka. Byłam tam juź 2 razy i na pewno jeszcze wróce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te piwo leży miesiąc w beczce - obsługa beznadziejna, kufle brudne. Też byłem tam 2 razy, więcej tam nie przyjdę. Co rozumiesz przez oryginalność tego miejsca? Tutaj adekwatniejszym słowem jest kiczowate, a nie oryginalne

      Usuń
  11. OMG, byłem tam ze znajomymi w tamtym tygodniu - kompletny rozpierdol. Na starówce powinny jednak obowiązywać pewne standardy, wstyd na cały Lublin

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny artystyczny klimat!!! Świetne obrazy na ścianach! Byłam pierwszy raz w ostatni weekend , piękne miejsce z bardzo dobrym piwem!

    OdpowiedzUsuń
  13. ale jaja jest gut aha i była tam miła pani która trzymala to wszystko już jej nie ma szkoda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wlasnie co sie z nia stalo i przede wszystkim jak sie nazywa. w sumie to ona nakrecila mnie na bluesa. nalezaloby ja kiedys za to konkretnie upoic jakims szlachetnym trunkiem :)

      Usuń
  14. Kiedys bylem stalym bywalcem "Jezuickiej" glownie ze wzgledu na piwko z chelmskiego browaru Jagiello i jego niska cene a rowniez niszowy klimat tego jakze unikalnego miejsca jak na nasze miasto. Mimo chaotycznego wystroju i osobliwego podejscia wlasciciela do gosciu (warunkowanego przez nastroj wlasciciela) bardzo lubie to miejsca - dla mnie jest to knajpa z charakterem i dobrym piwem gdzie mozna spotkac duzo wartosciowych ludzi - takie miejsce do ktorego ide kiedy mam troche wolnego czasu i jestem na starowce albo w drodze do domu po pracy czy upodlony po 2dniowej imprezie. Jesli chodzi o kuchnie to ciezko mi sie wypowiedziec bo nie jestem smakoszem - wiem jedno dania syte i dosc smaczne jednak glowym autetem tego miejsca jest piwko i muzyka rockowo-bluesowa.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz