15 kwietnia 2014

Amali – a jednak da się bez kebaba




Alternatywa odeszła po cichu, ale nie ma nad czym płakać. Pojawiła się Amali, a wraz z nią menu, które w całości chcemy pożreć.

W przyrodzie nic nie ginie. Przykład? Buddha z Chopina też odeszła. Na szczęście zostają w Olimpie, bo całkowite zamknięcie posłałoby nas na  deski. Dosłownie naprzeciwko niej pojawił się niepozorny szyld Amali. Drzwi do niej, znajdujące się na końcu schodów prowadzących w dół były otwarte. Na witrynie białe litery samoprzylepne ułożone w napis: „Już owarte”. Więc weszliśmy. A raczej zeszliśmy.
Pierwsze wrażenie, to półmrok, z którego słynęła też Alternatywa. Wystrój pubowy niewiele się zmienił. Są akcenty, jak mniemamy syryjskie, ale ani nie rzucają się w oczy, ani nie przekonują swoją urodą. W sumie widać jedynie ogólne odświeżenie, niezbyt staranne. Kanapy są stare i przepraszamy za to określenie, ale „wypierdziane”. Jeśli dorzucimy do tego chłód i muzykę, która raz jest głośniejsza, a raz cichsza i w dodatku dłużej jej nie słychać niż słychać, to w sumie  otrzymujemy dość mizerny efekt. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że otworzyli tydzień temu, składamy to na karb pośpiechu. Koniec końców dziękujemy im, że tak szybko stali się dostępni, bo czekanie jest największą męczarnią.
Pita
Półmisek Amali
Od razu przy nas pojawiła się Pani, która nie spuszczała z nas oka przez całą wizytę. Było to dość krępujące, ale skoro byliśmy jedynymi klientami, to raczej nie miała wyjścia. Niepotrzebne też było nadawanie tempa. Szybkie przenoszenie rozlanej herbatki czy za szybkie zabieranie talerzy lub dopytywanie czy można już zupę podać. Mniej stresu przy tej samej dawce uśmiechu poprosimy, bo życzliwości mieliśmy pod dostatkiem. Mała dygresja: kiedyś usłyszałem od fachowca z długim stażem, nauczyciela młodych, że kelner to kelner, a kelnerka to wyprasowana ściereczka na jego przedramieniu. To podobno oficjalna wersja… A gdzie gender?
Zupa z soczewicą i grzankami
Po otwarciu karty oczy zaczęły się nam wywracać we wszystkie strony, ale głównie w kierunku bliskowschodnim. W sumie składników nie było dużo, ale z nich stworzono całkiem pokaźną liczbę, ponad dwudziestu smakołyków. Wybraliśmy to, co najbardziej nas intrygowało.  Zaczęliśmy od mezze. Cztery pasty: hummus, mutabal, mahamara i jogurt z miętą oraz oliwą podane zostały z suszonymi, marynowanymi oliwkami w towarzystwie pity (15 zł). Ten półmisek Amali jak się dokładnie zwie, towarzyszył nam przez cały posiłek, podczas którego wesoło dodawaliśmy pasty do wszystkiego. Każda z nich miała w sobie czar i charakterek. Jeśli dorzucimy do tego wyborne oliwki (oczywiście z pestką, bo takie są smaczniejsze), to otrzymujemy przystawkę idealną.
Szaszłyk z cielęciny
Języki jagnięce
Jako, że chcieliśmy poznać wszystkie segmenty oferty Amali, następnym strzałem była zupa. Ot, po prostu w karcie nazwana sycącą z soczewicą, grzankami i cytryną (5 zł). Ten krem, w którym wyczuwalne są różne warzywa (z poczciwą marchewką na czele) i kolendra, był prosty, ale i gładki i sycący. O intensywnej żółtej barwie, którą można było złamać brązowymi grzankami. Ja dodałem jeszcze pasty paprykowej, a więc tuning był kompletny. Obstawiamy, że grzanki były zrobione ze skórki chlebowej. Nie mamy pewności, bo jest to tajemnica szefa kuchni. Mogliśmy powiedzieć, że jesteśmy alergikami i koniecznie chcemy znać składniki przepisu.
Namura
Główną atrakcją były pieczone języki jagnięce (18 zł). Dorzuciłem do nich gotowaną pszenicę (14 zł). Nie wiem co lepsze. Pszenica idealnie ugotowana, o lekko orzechowym aromacie. Języki miękkie i choć jakby momentami nieco suche, to dodatek pomidora i cytryny niwelował to odczucie. Warto zauważyć, że smak ozorków nie został stłumiony przyprawami. A ta wspomniana suchość może być efektem odgrzewania potraw. Gdzieś tam na końcu języków pałętały nam się takie odczucia, zwłaszcza, że podobnie prezentowało się mięso cielęce z szaszłyka (25 zł). Udało się to zrobić na tyle zgrabnie, że nie ma postaw do dłuższych narzekań. Cielęcinie towarzyszyła upieczona cebula (niestety niedokładnie oczyszczona) i  domówiony lawasz (2 zł) oraz standardowa, mała porcja sałatki z cebuli i pietruszki. Na dobicie zamówiliśmy namurę, czyli ciastko z kaszy manny, orzechów i masła (7 zł). Przesłodki deser dopełnił dzieła najedzenia. To nie nasz stopień słodkości, ale tak to powinno smakować. Jeszcze tylko herbata syryjska oraz sok z liczi (oba trunki za 7 zł) i mogliśmy zacząć przeczesywanie wszystkich kieszeni w poszukiwaniu papierków wartościowych oraz bilonu, gdyż, albowiem, ponieważ kartą płacić nie można.
Prosta, ale smaczna kuchnia może się obronić, ale bez reklamy i starań o przytulność będzie bieda. Nie chcielibyśmy kolejnej restauracji będącej epizodem. Amali na pewno chce udowodnić, że nie trzeba mieć kebaba i pizzy, żeby przetrwać, więc umowa? My pomożemy im, Wy pomożecie nam, a oni pomogą sobie i dopracują wszystkie niedociągnięcia. Mogą się pięknie rozwinąć. Warto tam zjeść.


Adres: Lublin, ul. Fryderyka Chopina 11
Numer telefonu: 511 766 122
Godziny otwarcia: chyba jeszcze niedoprecyzowane
Niedostępna dla ludzi na wózkach.
Nie można płacić kartą.

               
               

7 komentarzy:

  1. Byłem ostatnio (4 lipca), kartą już można płacić. Nie wiem jak wyglądają "wypierdziane" kanapy ale te które zobaczyłem dla mnie wyglądały jak nowe - chyba wzięli się za siebie. Obsługa sobie też chyba wzięła poradę do serca bo nie była w ogóle natarczywa ale za to w pełni uprzejma. Jedzonko pierwsza klasa, myślę że w pełni rekompensuje Buddhe (bo właściwie tam się udawałem ale że odbiłem się od zamkniętych drzwi to skusiłem się na syryjczyka)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my byliśmy 13 lipca i to był niestety pech, chociaż nie jesteśmy przesądni. Skusiło mnie to, że można było zjeść baklawę. A jak baklawa to wcześniej coś konkretnego ale lekkostrawnego. Zamówiłam ryż z orzechami i sosem z bakłażana. Nie czułam orzechów tylko pestki z dyni i słonecznika. Tak ogólnie nic nadzwyczajnego, każdy może sobie przygotować takie danie. Gorzej było z językami jagnięcymi, które zamówił mąż po zareklamowaniu przez miła panią kelnerkę. Miał wybór między wołowiną a językami. To było koszmarne przeżycie po jednym tylko kęsie. Nie wypadało wypluć tylko przełknąć, naprawdę odruch wymiotny. Nie wiemy czy tak ma to danie syryjskie smakować?! czy to było zepsute. Nie da się opisać tego wstrętnego smaku, no przepraszam...ale...oddaliśmy chociaż byłam tym skrępowana. Wcześniej zamówiliśmy na deser ciastko namura i baklawę. Pani podając, powiedziała, że dostajemy je gratis z przeprosinami od szefa. Czyżby spróbował języka?Niestety ciastka malutkie zwyczajne, za to baklawa twarda, męczyłam się bo nie mogłam ukroić widelcem, przydał by się nóż. Zapytałam się naprawdę miłej dziewczyny czy baklawa zrobiona jest z ciasta filo czy francuskiego. Nie wiedziała bo ten deser przywożą gotowy z Warszawy. Przypuszczam, że było odgrzane w mikrofalówce i dlatego tak okazało się twarde. Baklawa - małe ciasteczka kupiona ostatnio w lidlu / tydzień Grecki/ była o wiele smaczniejsza. A tak wymarzyłam sobie aby zjeść w Lublinie prawdziwą baklawę. Niestety nie można, bo nawet w innej orientalnej restauracji, nawet po rewolucji, nie wiedział pan co to jest baklawa, ciasto filo, kasza halumi.../ nie wiem czy dobrze napisałam/. No przykro tak zrazić się do restauracji, chcieliśmy miło spędzić czas po spotkaniach folklorystycznych...a tak skończyło się miętową herbatką w domu.

      Usuń
    2. ja chodzę co 2 dzień do tej restauracji języki są bardzo dobre jadłam je kilkanaście razy, musiała Pani trafić na jakieś złe . ja po 15 lipca jadałam wiele razy i były wyborne. Polecam również duszoną wołowinę oraz szisz tauk (szaszłyk z kurczaka) idealne mięso dobrze doprawione, jako dopełnienie dań jadłam namurę pyszne słodkie ciasto :)

      Usuń
    3. byłam wczoraj z mężem, naprawdę smacznie zupełnie inny klimat nie ma takich miejssc w lublinie z takim pysznym jedzonkiem. Jedliśmy kybynaje coś jakby arabski tatar ale zupełnie inny smak niż nasz inaczej podane z dodatkiem kaszy, wspaniała przekąska. Potem skusiliśmy się na shish kebab naprawdę nie ma się do czego przyczepić .WSPANIAŁE JEDZENIE!!! POLECAM, DAJMY SZANSE NA ROZWÓJ TEJ RESTAURACJI PONIEWAŻ UWAŻAM ŻE MAJĄ DUŻY POTENCJAŁ :)

      Usuń
  2. Półmisek Amali bardzo dobry, teraz weszły jeszcze śniadania z tego co wiem. Jeżeli ktoś lubi ostre to polecam zupę szorbe ( nie wiem czy tak się to pisze) pali ale znakomity smak . pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. mm ostatnio byłam jadłam baklavę czekałam troszkę bo szef kuchni kończył właśnie ją robić i załapałam się na tą prosto z pieca przepyszna! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. polecam szaszłyki i półmisek past! super miejsce nie ma takiego w lublinie :)

    OdpowiedzUsuń