02 kwietnia 2014

Św. Michał – całkiem niebanalny pub regionalny



Niepewna swego knajpka wybrała mocnego patrona i efekty widać od razu. I jak tu nie wierzyć?

My byliśmy (jak zwykle) niezdrowo podnieceni nowym przybytkiem gastronomicznym. Wygląda na to, że nie tylko my, bo frekwencja jest godna podziwu. Zapowiedź otwarcia pubu regionalnego pozytywnie nas zdziwiła. Czyżby w końcu ktoś odważył się poszaleć wykorzystując lokalne surowce, przepisy i produkty? Dodajmy do tego nazwę nawiązującą do archanioła i kościoła stojącego niegdyś na Placu Po Farze. Pachniało szaleństwem i skandalem. Były też posądzenia o kopie wystroju. Rozgłos gotowy. I dobrze, oczywiście dla kasy tego wyszynku, bo my wolelibyśmy mieć lokal dla siebie.
Pierwsze co przyszło nam na myśl po wejściu, to wrażenie, że wystrój nie był specjalnie odświeżany po poprzednikach. Jasne, że wielkie malowidło na suficie i różne akcenty, to dzieło nowej ekipy, ale już meble sprawiały wrażenie lekko sfatygowanych. Ozdobnikami są róże ciekawe pierdółki nawiązujące do ogólnie pojmowanego folkloru, aniołów, gazet i innych różności, w tym jedzenia i napojów – niekoniecznie lokalnych. Konkluzja jest taka – aranżerzy nie byli najoryginalniejsi, również w kwestii wyglądu menu, bo podobieństwa widywaliśmy tu i tam, ale umówmy się – nie to jest najważniejsze. I tak jest ciemno, więc mało widać. Plus za kominek z żywym ogniem, na który miło się patrzy znad kufelka z pianą.
Okazuje się, że już trzeba dokonywać rezerwacji. To normalne przy wielu chętnych, ale tak przy okazji zastanowiliśmy się, co by było, gdyby człek w słuchawce usłyszał: „rezerwacji nie prowadzimy, trzeba grzecznie zaczekać”. Czy lud przyjąłby taką innowację? Nie wiem, ale jak na razie, to i my będziemy tak rezerwować miejsca, bo siedzenie przy schodach na podskakujących klepkach, to niekoniecznie kwintesencja barowego klimatu, zwłaszcza, że na małym stoliku kilka dań się po prostu nie mieści, a jeszcze nie do końca zorganizowana obsługa nie zwraca uwagi na kolejność wydawania dań i po prostu wypycha dania jak najszybciej na salę. Następnym razem wpadniemy z turystycznym stoliczkiem.
Forszmak
Galareta
Przepraszamy za długi wstęp. Teraz będzie o konkretach. Świetnie zrównoważony i niezasmarkany mąką forszmak, zapiekany pod ciastem cebularzowym (6,90 zł) zamówcie koniecznie. Składniki pocięte w paseczki jak trzeba, solidna porcja i genialny w swej prostocie pomysł z połączeniem dwóch przysmaków, które wielu smakoszom kojarzą się z regionem lubelskim. Nie omijajcie solidnej galarety z prosiaka (7,90 zł) robionej na dobrym rosole. Słoikowy chrzan jej nie pomaga, ale łagodny ocet już na pewno. Do tych dwóch pozycji z menu dorzucono aż trzy rodzaje pieczywa. Jeden lepszy od drugiego. Jeśli to miejscowe wypieki, to szacuneczek. Jeszcze nie zaczęliśmy ich wsuwać, a już musieliśmy szukać miejsca na szaszłyk królewski (18,90 zł), podany nad płonącym ogniem. Przestraszyliśmy się, bo gdyby ktoś, nawet niechcący zsunął tę konstrukcję ze stołu, to byłby regionalny pożar. Święty Michał musiałby zawołać św. Floriana. Płomień za chwilę zniknął, więc gdy już oswoiliśmy się z nim, to zabrakło czasu na dosmażenie szaszłyka. Na szczęście spędził kilka chwil na grillu, więc smak był odpowiedni. Wszystkie składniki, a więc papryka, pieczarki, słonina, cebula i oczywiście kurczak (opcjonalnie wieprzowina) były soczyste, ale już gotowe do jedzenia, delikatne, choć o aromacie grilla. Co do sosów, które są dołączane, to szkoda zachodu. Barbecue jest w porządku, ale poznany już wcześniej chrzan – niekoniecznie. Słaba była też sałatka i surówka dołączona do szaszłyka. Kompletnie bez pomysłu, wydana byle jak, a więc warzywa i jakiś płyn na nich. Frytki zaś smakowały identycznie jak te z makdonalda. Nie wiem jak je robią, ale są identyczne, choć nam to popsuło smak. Może druga opcja, czyli frytki grubo krojone są robione ręcznie i mają więcej duszy?
Szaszłyk z kurczaka lub prosiaka :)
A więc jest jeszcze trochę nierówno w kwestii smaków. Ale ich karta jest dłuższa i jako jedna z niewielu w Lublinie naprawdę zachęca do powrotu. Jest w czym wybierać, bo i burger i żeberko i flaki i rosół z kaczką. No i trochę wypełniaczy w rodzaju sałatek i makaronu. Choć zielenina z regionalnymi serami i burakiem, to też może  być cudo. A skoro o serach mowa, to możemy je zamówić na desce (koryciński, zabłocki, Bursztyn, Rubin). Dorzucić do tego regionalne wędliny i uwaga, uwaga… wina z Winnicy Sandomierskiej w Górach Wysokich. Za to od razu ich pokochaliśmy. W końcu polskie solarisy, regenty i rondo atakują knajpy! Oczywiście, są też duże ilości różnych piw, jest miód, cydr i wódki smakowe, choć ciężko je wódkami nazwać. Może udałoby się wejść w porządne nalewki?
Start należy uznać za udany. Miejsce bez restauracyjnego nadęcia i pubowego lekceważenia dobrego jedzenia nam się spodobało. Oby tylko nie wzrosły korzystne ceny. Obsługa na pewno ogarnie serwis, a kuchnia dopieści jedzenie. Trochę starań i naprawdę może być pysznie. Ale nie można chodzić na skróty. Oprócz wiary, by być lepszym, potrzebna jest głównie ciężka praca nad sobą.


Adres: Grodzka 16, 20-116 Lublin
Numer telefonu: 607 549 991
Godziny otwarcia to jak głosi ich strona: od rana do ostatniego gościa.
Niedostępny dla ludzi na wózkach.
               

3 komentarze:

  1. Miło, ale brak możliwości telefonicznej rezerwacji stolika

    OdpowiedzUsuń
  2. pierogi super, piwo wyśmienite, na pewno na nie wróce nie raz

    OdpowiedzUsuń
  3. W kwestii jedzenia nie można się przyczepić do wielu rzeczy. Dobrze skomponowane i bardzo smaczne dania, oby tak dalej.
    http://piekielnykrytyk.pl/swiety-michal-lublin-pub-regionalny/

    OdpowiedzUsuń