26 maja 2014

Święto Wina w Janowcu – 2014




Edycja numer 5 przebiegła pod znakiem wina i słońca. Potrzeba czegoś więcej?


W porównaniu do ubiegłorocznej imprezy było… więcej miejsca na dziedzińcu zamku. Co oznacza mniej więcej tyle, że oprócz cateringu z Koncertowej, (niestety słabego zarówno w kwestii obsługi jak i smaku ich oferty) było tylko jedno stanowisko z żywnością, a konkretnie – serem korycińskim. Ze sceny płynęły słowa, że mamy do czynienia z lokalnymi frykasami, ale Korycin chyba jest nieco bardziej odległy.  Wiemy, że nie o to w tym święcie chodzi, ale zamiast podłych grillów i popsutych beszamelów, można było wpuścić

producentów, którzy zajęli miejsca na trakcie wiodącym do zamku. A skoro było więcej przestrzeni na zamku, to liczyliśmy na więcej krzesełek lub wysokich stolików, bardzo przydatnych w degustacji pośród setek pielgrzymów. W tamtym roku o tym pomyślano. Pomarudzimy jeszcze na prowadzącego, który nie potrafił (lub nie chciał) rozruszać gości. Ożywiał się tylko wtedy, gdy przychodził czas rozdawania pamiątek w ramach konkursów wiedzy płytszej lub głębszej.

Zdecydowanie lepiej sprawdza się w roli fotografa. Znów górą edycja z 2013, kiedy to świetną robotę wykonał Przemek Buksiński, podchodząc niemal do każdego degustatora, nie wspominając o winiarzach. No i jeszcze cena biletów, która zmniejszyła się pod koniec imprezy o połowę. Można było poczuć się oszukanym jeśli przyszło się na początku. Koniec biadolenia.

Prawdą jest, że trzeba cieszyć się dojściem do skutku tego winnego święta. Okazuje się, że powstał konflikt pomiędzy pracownikami Muzeum Zamku w Janowcu i organizatorami – Stowarzyszenie Winiarzy Małopolskiego Przełomu Wisły, a Agnieszką Zadura – dyrektor muzeum. Tak przynajmniej relacjonuje Ewa Rybak – członkini panelu degustacyjnego. Z resztą nie pierwszy raz słyszy się złe opinie o wspomnianej dyrektor. Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy impreza ruszy. Tak przy okazji – gdyby następnym razem potrzeba było więcej rąk do pomocy przy folderach degustacyjnych – dajcie znać drodzy winiarze i krytycy. My -  zawsze chętni.


Do rzeczy. Nie wiem co sądzą inni popijacze, ale według nas – słońce zabijało. Pogoda była piękna, ale do leżenia plackiem lub pierwszych, nieśmiałych kąpieli w jeziorach. Znaleźliśmy na to jeden sposób – ucieczkę w zamkowe korytarze i zakamarki. Tam spisywaliśmy swoje wrażenia. Co mówi nasz kajecik? Znów klasą samą w sobie były winnice Solaris i Dom Bliskowice. To bardzo przyjemna monotonia. Dobrze wiedzieć, że zawsze znajdą się butelki, których zawartość jest nie tylko charakterystyczna dla regionu, ale też stanowi lek na wszelkie zło. Maciej Mickiewicz – dowodzący winnicy Solaris i Lech Mill z Domu Bliskowice, gdzie pan Maciej również się udziela, stają się wręcz ikonami. Nas urzekły nieco miodowe, ale i przyjemnie gorzkie  dla kontrastu Solero z Solarisa, a także DB.3’12 Canva, starzone w beczce 4 miesiące. Skórzane aromaty potwierdzają wizytę w beczce i dodają dostojności. Koniec tych laurek. Wyżej wymienieni to debeściaki, ale na szczęście w tym roku dali szansę innym. Chyba największy sukces należy do winnicy Maja Zbigniewa Kwiatonia. Jego Pinot Noir Precoc (jak to się w końcu pisze?), choć było próbowane jako któreś tam z kolei, co wskazywało na to, że nie poczujemy już jego smaku – bardzo mile zaskoczyło owocowością. Może jednak lepsza była winnica Modła z różowym Rondo, które przyćmiło Rose  Messiego vel Mickiewicza?


Zapamiętaliśmy też „wiśniozującego” Regenta od bardzo kontaktowych winiarzy z Bochotnicy (tam rządzi Arkadiusz Albrechowicz). Częstowali oni gości serkiem i chlebkiem. Wiedzą jak zadebiutować. Landrynkowo popieścił nas Solaris z Dworu Sanna Elżbiety i Dariusza Nizio. Zainteresował nas niefiltrowany musujący Muszkat Odeski. Moglibyśmy poświętować niejedną okazję takim. To zasługa profesora Wojciecha Włodarczyka – pioniera w tej okolicy i jego winnicy Pańska Góra.

Wina z ubiegłorocznego święta były generalnie lepsze, ale jak się dowiedzieliśmy, rocznik 2013, z którego tworzono wina na tegoroczne mlaskanie i siorbanie był po prostu gorszy. Jak nie upały to deszcze, a jak nie deszcze, to przymrozki i niespodziewany śnieg. To dziwne uczucie, gdy człowiek próbuje, próbuje i nie może znaleźć swojego faworyta. Ale to nie zawody. Wino to spokój, pokora, pasja, serce, czas, odrobina szczęścia i pewnie kupa wydanej forsy… Należy to docenić. My nie tylko doceniamy, ale uwielbiamy naszych czarodziejów z Małopolskiego Przełomu Wisły. Czarujcie, a my będziemy za Was wznosić kolejne toasty. Może Johanniterem?

Lista win wyróżnionych (za Ewą Rybak):

W bieli najlepiej wypadły:
Solaris 2013, Winnica Modła Tomasz Stola
Solero 2013 (solaris), Winnica Solaris
Hiberia 2013 (hibernal), Winnica Solaris
Johanniter 2013, Winnica Dom Bliskowice

Wyróżniony róż:
Rose 2013 (100% rondo), Winnica Modła Tomasz Stola

Najlepsze wina czerwone:
Czerwone 2013 (pinot noir precoce 60%, regent 40%), Winnica Maja
5 13 (rondo), Winnica Dom Bliskowice
Pinot noir precoce 2013, Winnica Maja
Regent 2013, Winnica Małe Dobre

3 komentarze:

  1. Witam, żałuję bardzo że organizatorzy nie rozumieją istoty sprawy- wina wymagają oprawy dobrego jedzenia. Być może jeszcze ich do tego przekonamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Kamilu,

      mamy nadzieję, że uboga oferta kulinarna miała związek z konfliktem, który o mały włos nie spowodował odwołania Święta Wina. Liczymy na to, że winiarze są świadomi ważnej roli dobrej jakości jedzenia. Świadczą o tym słowa prof. Włodarczyka, który boleje nad tym, że turyści nie łączą naszego regionu z winami. Mieszkańcy lubelskiego też nie kojarzą lubelskiej kuchni w parze z kieliszkiem białego, różowego bądź czerwonego... Jak widać - ciągle pod górkę, ale w końcu smak zatriumfuje :)

      Usuń
    2. Szanowna Redakcjo, muszę podzielić się własną refleksją że Woj. Lubelskie już nie przerośnie swoimi winami i podejściem do właściwej promocji Woj. Podkarpackiemu. Może w końcu należy mniej wydawać środków na PR, szeroko pojęty marketing terytorialny a zastanowić się nad strategią promocji konkretnych produktów lokalnych. Co do Święta Wina na Zamku w Janowcu straciłem już wiarę i nie będę więcej tracił swojej energii i pasji dlatego miejsca. Szkoda, wielka szkoda bowiem para idzie w gwizdek. Szacunek dla Winiarzy za ich zapał i wysiłek.

      Usuń