05 października 2014

Vanett – prawie zapomnieliśmy

Są takie miejsca, które pamięć wypiera. Ale papieru się nie oszuka. Byliśmy i notatki zrobiliśmy, a więc trzeba się tą nieszczęsną wiedzą podzielić. Cierpcie z nami.

Pamiętamy, że chodziło o okolice Zalewu Zemborzyckiego. Tam kaprys kazał szukać obiadu. Krążyliśmy, bo jeść się chciało i to nie tylko nam. A więcej głodnych gęb, oznacza kumulację nerwów. Kłótnia wisiała na nitce domowej krajanki. O miejsca trudno, bo przecież dnia poprzedniego było wesele, albo w dniu bieżącym chrzciny są najważniejsze. Z tego lokale żyją i nie ma co się dziwić, ale zastanawia nas, czy ilością knajp rządzi jakieś prawidło, na przykład: na 10 mieszkańców zamieszkujących obszar kilometra kwadratowego przypada 0,012 zakładu zbiorowego żywienia. Mamy wrażenie, że niektóre z nich istnieć muszą, choćby nie wiadomo jak słabo tam karmili.
Rosół z kołdunami
Powitanie było nietypowe, bo przypadło pewnej starszej pani,
Zupa rybna z wędzonego karpia
której kłaczek, ość lub groszek z sałatki jarzynowej ugrzązł w gardle, ale mimo tego starała się zachęcić nas do wejścia, twierdząc, że impreza, na którą ona przyszła rozgrywa się jedynie na części powierzchni konsumpcyjnej. O dziwo przekonało nas jej charczenie. Zatem weszliśmy, usiedliśmy i wybraliśmy. Kelnerka z długim stażem, zebrała nasze zamówienie błyskawicznie, nie zapisując ani słowa. Podziwiamy, bo nie pomyliła się. Łaszkowy rosół (7 zł) był w porządku, domowy, średnio tłusty, może ciut za słony. Kołduny w nim gumowe, co psuło ogólne wrażenie. Plus za konkretny, lekko pikantny farsz. Moja rybna z wędzonego karpia (10 zł) – dość ciekawa – gęsta, o wyraźnym aromacie wędzonki, ze sporą ilością pietruszki i płatków migdałowych. Tylko gdzie rybie mięso? Pojedyncze włókna to za mało.
Lin smażony
Słabo wypadł lin smażony (6,50 zł/100 g). Choć był świeży,
Jesiotr w pomidorach
to zamordowano go długim smażeniem, zapominając zupełnie o nadaniu mu jakiegokolwiek charakteru, a ta rybka lubi podrasowanie. Do tego stary ogórek kiszony i opiekane ziemniaki , z mrożonej torby rzecz jasna (5 zł). Przynajmniej surówki były pierwszej młodości. Smutny okazał się jesiotr w pomidorach (9,50 zł/100 g), a konkretnie – jesiotr podany z sosem na bazie koncentratu w oddzielnej miseczce. Znów dało o sobie znać zamiłowanie do soli. No i te maziaje z balsamico. Ech…
Surówka i ogórki kiszone
Co do obsługi, to była szybka, konkretna, ale zupełnie obojętna w relacjach z klientami. Kolejność podawania dań to raczej nie jej zmartwienie. A wystrój? Trochę rustykalnie, trochę nowocześnie. To znaczy było nowocześnie 15 lat temu. Nieco intymności zapewniają parawany, ale człowiekowi nie intymność w głowie, gdy na stole dziurawy obrus, a w powietrzu stęchlizna. Może to z klimatyzacji? Ta na szczęście działała.
Nic dziwnego, że Vanett wyleciała nam z głowy. Nic w niej ciekawego. Ale może takie miejsca też muszą funkcjonować? Czasem trzeba gdzieś pójść, gdziekolwiek…

Adres: ul. Niezapominajki 10, Lublin
Telefon: 518 151 521
Godziny otwarcia: 12-21
Dostępna dla ludzi na wózkach.

Można płacić kartą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz