26 czerwca 2015

BeerBurger – musi się udać?




Przy tak wąskiej specjalizacji liczą się szczegóły, których zaniedbanie może prowadzić do powstania kolejnej knajpy, odwiedzanej tylko dlatego, że akurat są w niej wolne miejsca.

Jest moda na niszowe piwa, a burgery już dawno wtargnęły do większości lokali, nawet do tych określanych mianem eleganckich. Wydawałoby się, że połączenie tych dwóch asortymentów jest kluczem do sukcesu.
Wołowina
W zasadzie wszystkie informacje potrzebne do złożenia zamówienia w BeerBurger są wypisane nad barem, gdzie widnieje instrukcja, jak skomponować swojego burgera. Brakuje może informacji o dodatkach, które standardowo są w daniu, ale o to można dopytać. Bardziej przydałaby się informacja na temat piw, które są w ofercie. Pewnie ciągle się zmieniają, a może bywalcy nie potrzebują przewodnika? W kwestii jedzenia postawiłem na maksymalną porcję wołowiny – 200 g za 17 zł. Łaszek zaś na średnią dawkę cieciorki (120 g za 10 zł). Za ser i bekon do mojej kanapki trzeba było dopłacić odpowiednio 2 i 3 zł. Z piwnych ciekawostek wybrałem butelkowego Koźlaka Dubel (8 zł). Jednak butelki nie dostałem, a samo piwo było zbyt zimne.
Cieciorka
Ogrzanie uwolniło jednak nieco doskwierającą słodycz. Za to śmielej polecamy chmielowo- ziołowe w smaku piwo Trooper (14 zł). Co do burgera to dostałem lekko słodką, nieco mdłą, ale uczciwą bułkę z sezamem i troszkę za suche, odrobinę zbyt sztywne w fakturze mięso, smakujące  jednak obiecywaną czystą wołowiną. Wśród dodatków zdziwił nieco świeży ogórek. Dodał on co prawda nieco świeżości, ale chyba lepiej pozostać przy piklach. Nie spisały się też sosy, które raczej nie są wyrabiane na miejscu. Plus należy się za frytki, miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz. To jeszcze nie jest poziom frytek np. z Małej Belgii, ale warto pochwalić fakt, że w BeerBurger pod tym względem nie idzie się na łatwiznę. Łaszek oceniła cieciorkowego burgera jako zwartego, a zarazem kremowego i delikatnego w smaku. Zrobił na nas bardzo dobre wrażenie. Co do dodatków i bułki zgodziła się ze mną, co nie jest codziennością.
Wystrój nie zmienił się znacznie od zamknięcia poprzedniego lokalu pod tym samym adresem. Postawiono raczej na odświeżenie. Siedzi się przy solidnych, drewnianych meblach, a na ścianach mamy jedynie kilka piwnych akcentów. Czasem lepiej postawić na oszczędność niż przesadzić. W kwestii obsługi warto pochwalić luz i uśmiech, który skraca dystans i pozwala przymknąć oko na niedociągnięcia, a to z płatnością, a to z przynoszeniem dań, czy innymi elementami serwisu.
Trzeba być nie lada spryciarzem, by nie tylko znać się na swojej robocie, ale i umieć jeszcze dobrze ją sprzedać. Przy tak wąskiej specjalizacji liczą się szczegóły, których zaniedbanie może prowadzić do powstania kolejnej knajpy, odwiedzanej tylko dlatego, że akurat są w niej wolne miejsca. Liczymy na rozwój, nieco więcej energii i pomysłów. Słyszałem łaszkowe pochwały dotyczące galaretki piwnej, której pewnego razu miała okazję spróbować. Będziemy czuwać.

Adres: Peowiaków 5
Telefon: 500 845 485
Można płacić kartą
Niedostępna dla ludzi na wózkach



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz