29 sierpnia 2015

Indian Palace – tam bliżej


Niby szef kuchni ten sam, ale smakuje inaczej.

Buddha w centrum to widocznie nie był trafiony pomysł. Co innego w Olimpie. Ale jeździć do Olimpu za jedzeniem to przesada. Tylko dowóz nas ratował, ale to nie to samo. Czasem ma się ochotę na indyjskie jedzenie w nieco bardziej orientalnym pomieszczeniu niż własne mieszkanie. Z pomocą przychodzi lokal Indian Palace, który będzie walczył o klienta z sąsiadującą susharnią, garmażerką i kebabem. Restaurację założył były szef kuchni Buddhy - Sunil Kumar Kanswal. Leniwe niedzielne popołudnie i puste wnętrze zachęcało do wpadnięcia i powęszenia w menu. Może nie były to tradycyjne poszukiwania czegoś wyjątkowego, raczej próba apetycznego zaspokojenia małego głodu w przyjemny sposób.
Mango Lassi & słony napój cytrynowy
Łaszek była pewna swego – musiało być mango lassi (9 zł za 0,2 l) i butter chicken (27 zł) z chlebkiem naan. Ja chciałem zmierzyć się z fish tikka (22 zł) z ryżem basmati (5 zł). Za ryż zapłaciłem, bo fish tikka nie było daniem głównym (do dania głównego ryż albo pieczywo jest gratis). Stosowna informacja oczywiście znajduje się w menu. Z płynów zapragnąłem słonego napoju cytrynowego (8 zł za 0,2). Przy nim padła informacja, że trzeba nieco zaczekać, bo przygotowywany on jest na bieżąco. Znak, że mango lassi pewnie nie. To mango Łasi, znaczy lassi, smakowało lepiej niż w Olimpie. Jakieś gęstsze, wyrazistsze, bardziej mangowe. Ale ryż basmati Buddha miała lepszy lub lepiej ugotowany,może ten w Indian Palace był wcześniej ugotowany? Niby szef kuchni ten sam, ale smakuje inaczej. Głupio by było usłyszeć, że to nam się smaki zwichrowały, bo wszystko jest takie samo, ale z drugiej strony – nowe miejsce, to i smaki mogłyby się różnić więc egoistycznie uznamy, że jednak różnice są. Zwłaszcza, że i butter chicken w Indian nam bardziej podchodzi. 
Butter Chicken
Fish Tikka
Też jest konkretniejszy bez choćby minimalnego uczucia mdłości czy monotonii. Kurczak był soczysty więc wszystko się zgadzało. Gęsty, zawiesisty sos wyjadaliśmy do ostatniego muśnięcia naanem. Nieco mniej efektownie wypadła moja ryba (łosoś). Wierzę, że była pieczona w piecu Tandoor, bo była ładnie przypieczona, ale mimo że mięso wyposażone było w ości, to rozłaziło się i mimo zadowalającej marynaty jogurtowej – nie wzbudziło zachwytu. Na szczęście jeszcze miałem słodko-kwaśno-ostrą surówkę, która pocieszyła rozbuchane jak zwykle oczekiwania. Nie wspomnieliśmy o bardzo przyjemnym czekadełku. Papad czyli chrupie pieczywo z soczewicy, zwinięte w rurkę podane z sosem z mięta, kolendrą i chili było starterem bardzo mile zajmującym i skutecznie pobudzającym apetyt.
Czekadełko
Do obsługi nie można się przyczepić. Szybkość, podanie potrzebnych informacji, nawet tych niewymaganych i uśmiech z uprzejmością to wszystko czego oczekiwaliśmy. Wystrój oczywiście pełen jest indyjskich akcentów, ale samo wnętrze jest dość uniwersalne. Centralnym punktem jest w sumie ekran wyświetlający indyjskie klipy.
Dla nas wizyta była udana. Wrócimy chętnie na kontrolę i degustację indyjskiego Shiraz.



Adres: Kościuszki 7
Telefon: 518 171 131
Godziny otwarcia: codziennie od godz. 11 do 23. W piątki i soboty do godz. 24
Internet: http://www.indianpalace.pl/,https://www.facebook.com/pages/Indian-Palace-Restaurant/938453316213388?fref=ts
Można płacić kartą

1 komentarz:

  1. byliśmy większą grupą z ciekawości, gdy przez przypadek przez otwarte drzwi kuchni zobaczyliśmy pomocnika kucharza który w kucki na podłodze w przejściu do piwnicy, ugniata ciasto to dań od razu odeszła nam ochota. Lubimy ryzyko ale nieco innego rodzaju.

    OdpowiedzUsuń