12 grudnia 2015

Złoty Smok – upadek mrocznej legendy




Długo zastanawialiśmy się nad tym,jakie tajemnice kryje w sobie ten lokal. Walczyliśmy od lat z lękiem przed wejściem do niego, biliśmy się z myślami.       W końcu natchnieni bojowym duchem – weszliśmy, a raczej zeszliśmy.

            Wiedzieliśmy, że ten bar ma tradycję długą i niekoniecznie chlubną, o czym świadczyły liczne komentarze w cyberprzestrzeni. Jednak skoro nadal funkcjonuje, to musi kryć w sobie tajemnicę, którą pewnie chciałby poznać każdy restaurator. Odwagi na badanie przyczółka kuchni potocznej zwaną azjatycką lub chińską dodało nam Święto Niepodległości, którego obchody odbywały się na tradycyjnie na Placu Litewskim. Pokrzepieni wojskowym duchem przemaszerowaliśmy przed deptak i przypuściliśmy szturm na jedną z licznych bram i lokal umiejscowiony w suterenie. Drzwi nieco uchyliły się i zdziwiony reprezentant Złotego Smoka (chyba kucharz) zaprosił nad do wnętrza. A w nim jakieś źródełko i pływające rybki, posągi poczciwie grubego Buddhy i lampiony, które pamiętam z pierwszych orientalnych knajp w Warszawie, a także mieszkania dziadków, którzy trochę podróżowali i lubili takie bibeloty. Z zajęciem miejsca nie było problemu, choć wnętrze niemal żywcem wyjęte z lat 90-tych stopniowo się zapełniało.
           
Zupa rybna
Doskoczyła do nas dość prędka kelnerka, która przyjęła zamówienie, chłodno rozwiewając wszystkie wątpliwości i nie zgadzając się na żadne modyfikacje. „Pewnie mają swoje receptury, z których są dumni"– pomyśleliśmy. Na przykład na chińskie pączki, które w tym miejscu są bananami w cieście. Niepokojąco usposobiona osoba odeszła, a w jej miejsce pojawił się kelner – sprytny chłopak, na pewno po odpowiedniej szkole bądź niezłym wyszkoleniu, o których świadczyły jego język i poziom serwisu. Za kilka lat będzie świetnym kelnerem. Spodobało się nam, jak wybrnął z pewnej kłopotliwej sytuacji, ale o tym później.
Zupa won-ton
            Napięcie sięgnęło zenitu, kiedy Łaszek wycedziła: „Jak się nie potrujemy, to będzie ok. A jak znikniemy – nikt nie zauważy, nawet nie będą wiedzieli gdzie szukać”. Przypomniało mi się, że kiedyś odwiedziłem filię lokalu (jeśli się mylę, to poprawcie mnie), ale nie zostałem nawet obsłużony. Po 15 minutach słuchania zażartej dyskusji na zapleczu, zrezygnowałem. Przemyślenia przerwały pierwsze dania – parujące zupy. Rybna (8 zł) zawierała kapustę, paluszki surimi oraz mdłe kluski. Ryba też była i to w całkiem sporej ilości. Bulion był słony, glutaminianowy i bardzo przypominał płyn z zupy won-ton (6 zł), która była trochę inaczej przyprawiona i zawierała całkiem niezłe pierożki z drobiowym nadzieniem, ale bazowała na podobnym, dziwnie smakującym roztworze. Wielkość porcji każe sądzić, że ważna jest ilość, a nie jakość.
Makaron ryżowy z wołowiną
Zup nie dojedliśmy, bo gdy straciły wysoką temperaturę , stały się nie do zniesienia. W roli głównej atrakcji oboje upatrywaliśmy wołowinę. Chyba pierwszy raz zdarzyło się, że oboje zamówiliśmy dania z tym samym składnikiem „głównym”. Moja wołowina w sosie ostrygowym (14 zł) była bardzo słona, ale miękka więc postanowiłem ją wyjeść. Warzywa zostały niemal nietknięte. Ich smak przez dodanie mdłego sosu niewiadomego pochodzenia był nie do zaakceptowania. Przynajmniej ryż został dobrze ugotowany, można było jeść do pałeczkami i miał neutralny smak. Do dania podano słodką surówkę, której przydałoby się nieco kwasu i pikanterii, ale nie odstraszała.
            W łaszkowym makaronie ryżowym z wołowiną (10 zł) najbardziej przeszkadzały rozgotowane warzywa i znów tragiczny sos. Reszta była do zaakceptowania, ale pod wpływem wspomnianego sosu odechciewało się konsumpcji. Łaszek podsumowała: smak jest taki, jak i całe miejsce”...
Wołowina w sosie ostrygowym
            W Złotym Smoku nie można płacić kartą więc udałem się na poszukiwania bankomatu, a w tym czasie kelner, który zauważył pełne talerze, uprzejmie zapytał: „Zapakować na wynos”?. W ten sposób nie musiał pytać: „czy smakuje”? Na plus zapisać można jedynie wielkość porcji i niskie ceny oraz serwis, pod warunkiem, że odpowiada za niego pan, a nie pani. Uszliśmy z życiem. Na pocieszenie zafundowaliśmy sobie świetne lody czekoladowe z dodatkiem chili od Bosko. Takich wrażeń zabrakło w Złotym Smoku, ale to wszystko dla Was. Nie musicie sprawdzać ich na własnej skórze.


Adres: Krakowskie Przedmieście 30
Telefon: 81 534 44 88
Internet:https://www.facebook.com/Restauracja-Chi%C5%84ska-Z%C5%82oty-Smok-435416799927335/?fref=ts
Nie można płacić kartą.
Niedostępna dla ludzi na wózkach.          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz