23 stycznia 2016

Najlepsze nowe restauracje w Lublinie – TOP 5



Przyszedł czas gorących emocji, komentarzy pełnych zdziwienia, niezrozumienia faktu, że w rankingu są tylko nowości i hejtów czytelników, którzy szukają opisów tylko swoich ulubionych knajp. Wybraliśmy miejsca, w których najlepiej się czuliśmy, gdzie jedzenie było smaczne, a obsługa przyjazna gościom. Zapraszamy do rankingu naszych ulubionych miejsc odwiedzonych w 2015 roku:

1. G20 – tapas bar (Szef kuchni: Miguel Angel Gonzalez Bravo):
Kuchnia pełna kolorów, smaków i temperamentu. Zarówno w stałym menu, jak i w formie coraz to nowych lunchów. Bardzo dobre wina w przystępnej cenie. Kulinarne rozczarowanie przeżylismy tylko raz. Gdy zapragnęliśmy maczug z kurczaka, które już wyszły z karty. Dostaliśmy je, ale mrożone, niedobre. Tak bardzo chcieliśmy ich, że chyba sami sobie jesteśmy winni – nie było ich w karcie ;). Szkoda, że nieco odpłynęli w stronę pełnych dań, ale Lublin woli (jeszcze) kotlecika z ziemniaczkami zamiast typowych propozycji typu finger food. Oto co napisaliśmy po pierwszej wizycie:
„W ogóle próżno szukać takiego miejsca. Jest świeże, ale nie ze względu na nowe podłogi lub meble. Jest smacznie, lekko, intrygująco, ale bez ściemy (kuchnia jest do podglądnięcia) i ma się ochotę na więcej. W Lublinie wciąż brakuje restauracji innych niż wszystkie. Chyba właśnie tak można określić G20. Must eat!”. Cała recenzja w linku poniżej:

2. Hotel Wieniawski - Restauracja Trzy Romanse (Szef Kuchni: Piotr Skwarek):
Kuchnia i serwis z klasą. Nie oszukujmy się, to był pewniak jeszcze przed otwarciem. Szefa stać na więcej, ale musi uważać by z menu hotelu trzygwiazdkowego nie zrobić karty pięciogwiazdkowej. Liczymy na stały rozwój, bo chwilami mamy wrażenie, że niektóre dania są powtórkami z pewnymi modyfikacjami, ale umówmy się – dania Szefa Skwarka to radość dla oka i podniebienia. Jego czekadełka i amus buszki za każdym razem powalają nas na kolana. Wrażenia z pierwszej wizyty:
„prawda jest taka, że wszystko nam smakowało i będziemy wracać, bo lokalizacja temu sprzyja”. Recenzja poniżej:


 3. Armenia (Szefowa Kuchni: Gajana Chilingaryan):
Gościnność to najlepsze słowo opisujące wrażenia po wizytach w Armenii. Gospodarze zawsze mają czas na chwilę rozmowy, poczęstują herbatą, serkiem lub innym smakołykiem. Zdarzyło się, że specjalnie dla nas ponownie otworzyli kuchnię. Jesteśmy pełni szacunku. Jedzenie jest bardzo aromatyczne, a porcje zadowalają największych głodomorów. Nie jest lekko, ale w daniach czuć pewną rękę i serce. Wrażenia z pierwszej wizyty:
„Niech najlepszym podsumowaniem będzie stwierdzenie, że cieszymy się, że Armenię mam na wyciągnięcie ręki. A mięcho z sosami, gęste zupy i konkretne przyprawianie to coś, co jest bliskie naszemu narodowi w kwestiach kulinarnych. Dlatego wróżymy sukces”. Całość w linku poniżej:

4. Indian Palace (Szef Kuchni: Sunil Kumar Kanswal)
Podobnie jak w przypadku Armenii, to miejsce cieszy się dużą popularnością nie tylko wśród zagranicznych studentów. Jest to kuchnia pikarna, rozgrzewająca, pełna bajkowych połączeń smakowych. Polacy lubią takie miszmasze. Jeśli dołożymy możliwość zamawiania jedzenia do domu, sprawną obsługę i lokalizację w centrum, to mamy pewniaka, z usług którego zawsze warto korzystać. Wrażenia z pierwszej wizyty:
„Niby szef kuchni ten sam, ale smakuje inaczej. Głupio by było usłyszeć, że to nam się smaki zwichrowały, bo wszystko jest takie samo, ale z drugiej strony – nowe miejsce, to i smaki mogłyby się różnić więc egoistycznie uznamy, że jednak różnice są. Zwłaszcza, że i butter chicken w Indian nam bardziej podchodzi.  Dla nas wizyta była udana. Wrócimy chętnie na kontrolę i degustację indyjskiego Shiraz”. Całość poniżej:

5. Cafe Mekan (Szefowa: Katarzyna Sławińska)
Zrobiło się przyjemnie, kiedy otworzył się lokal nawiązujący do tureckiej tradycji, w którym nie jesteśmy skazani tylko na kebab. Ten jest, owszem, nawet w kilku odsłonach, co również budzi nasze miłe odczucia. Podczas pierwszej wizyty było bardzo smacznie, miło i gościnnie, druga była zdecydowanie chłodniejsza, dosłownie i w przenośni, ale wciąż całkiem dobra jedzeniowo. Oby to była tylko chwilowa obniżka formy. Wrażenia z wizyty:
„Idźcie i sprawdźcie sami, czy Mekan Cafe ma sens. My wiemy, że będziemy wracać, bo jest tanio, smacznie i po prostu miło. Tam kebab, przepraszamy – kebap – nie jest powodem do wyrzutów sumienia. Jest częścią tradycji. Jeśli nie będą szli na kompromisy, to zjemy im wszystko”.  Całość poniżej:
Wyróżnić chielibyśmy też krakowską Ed Red, choć to nie nasz rewir, ale lokal, w którym rządzi Adam Chrząstowski to punkt obowiązkowy dla każdego polskiego fana mięsa i podrobów. Recenzja poniżej:

Najgorszą wizytę odbyliśmy zaś w barze Złoty Smok. Po prostu strzeżcie się tego miejsca. Wrażenia i link poniżej:
„W łaszkowym makaronie ryżowym z wołowiną (10 zł) najbardziej przeszkadzały rozgotowane warzywa i znów tragiczny sos. Reszta była do zaakceptowania, ale pod wpływem wspomnianego sosu odechciewało się konsumpcji. Łaszek podsumowała: smak jest taki, jak i całe miejsce”. Uszliśmy z życiem, ale to wszystko dla Was. Nie musicie sprawdzać ich na własnej skórze”.

Wyróżnionym gratulujemy, najgorszych odradzamy i czekamy na kolejne smaczne adresy. Już otwierają się kolejne knajpki sporo obiecujące, a i nowo otwartych, a jeszcze nie zjedzonych jest kilka. Zostańcie z nami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz