19 lutego 2016

Przewodnik weekendowy – 5 miejsc na smaczny lunch





To nowy projekt blogerów z różnych stron Polski. Chcemy w nim przedstawiać interesujące kulinarnie miejsca, które można odwiedzić podczas weekendowego (ale nie tylko) wypadu do innego miasta.

Publikacje będą miały charakter rankingów, choć jak stwierdziła ekipa „Czy smakuje ?”, trudno jest wyróżnić w niektórych kategoriach 5 lokali i przyporządkowywać im miejsca na podium. Kolejność jest zatem przypadkowa, a wybór jest próbą przestawienia knajpek o różnym charakterze, bo i gust, nastrój i preferencje bywają zmienne. Plany zakładają aktywność co dwa tygodnie, na 8 (obecnie) blogach z całej Polski. Inicjatorką zamieszania jest Marija Magdalena z redakcji bloga „Z widelcem po Wrocławiu”.
Oto 5 miejsc z Lublina:

1. Pomylone Gary (Nadbystrzycka 5)


Lokale z wegańskim jedzeniem są potrzebne, o czym świadczy powodzenia kolejnych przedsięwzięć. Jeszcze do niedawna w Lublinie ciężko było choćby o wegetariańskie siedziby i to nie tylko dlatego, że ludzie nie gotowi, nie rozumiejący, ale głównie dlatego, że jak każdym lokalem gastronomicznym, również i tymi bezmięsnymi trzeba umieć zarządzać, czymś przyciągać i co najważniejsze – pamiętać o smaku. Wystrój jest (był) skromny, ale schludny. Drewniane meble, obrusy w kratkę, zioła na stołach, kamień na ścianach. Obsługa jest szybka, miła i bardzo kontaktowa. Wyluzowana, ale bardzo kulturalna. Menu często się zmienia. Zjedliśmy ze smakiem tam np. selera w panierce z kaszą gryczaną i ogórkiem. Ostatnio zachęcali pomidorową z ryżem lub makaronem +daniem głównym:  frytki, kotlecik curry, czerwona kapusta – dwudaniowy zestaw za 15 zł, w inne dni zestawy mogą być nawet tańsze.

2. Matsu Sushi (Al. Spółdzielczości Pracy 34 – Olimp)


Wnętrze jest ascetycznie urządzone, bez ozdób. Można zająć miejsce naprzeciw sushi masterów.  Obsługa kilka lat temu nas rozczarowywała, ale ostatnio jest z tym o wiele lepiej. Większy profesjonalizm, szybkość i uśmiech to ważne elementy, które odnotowaliśmy przy ostatniej wizycie. Co do lanczów, to od poniedziałku do piątku w godzinach 11-16 (tylko w lokalu)można wybrać 3 kolory , po jednej potrawie z koloru za 21 zł, np. zupę Miso, 4 szt. Ura Maki (przykładowo z  grillowanym łososiem, ogórkiem, sosem teryaki), Tonkatsu (schab w sosie z suszonych śliwek, sałatka i ryż). W weekend mamy 3 opcje: do dania głównego zupa za 1zł lub drugie danie główne za 10 zł albo set maki lub california za 20 zł przy zamówieniu 3 dań głównych. My polecamy np. zupę z makaronem Udon lub wieprzowinę Chow Mein.

3. G20 tapas bar (Grodzka 20)


Mają też restaurację, ale w kwestii lunchu raczej polecamy tapas bar, który znajduje się na parterze. Hiszpański szef kuchni Miguel Angel Gonzalez Bravo ma w głowie spore pokłady kreatywności. Kuchnia jest pełna kolorów, smaków i temperamentu. To chyba nasz faworyt, zwłaszcza w kwestii lanczyków. Przykładowe menu: krem rosołowy z nutą tamaryndowca i prażonym sezamem, gładzica w panierce, ciecierzyca w sosie krewetkowym z małżami, roszponka i koper włoski. Do tego napój do wyboru: kawa, herbata, sok, kieliszek wina.  Cena? 19,90. To na tygodniu. A w weekend? Dania specjalne w dobrych cenach, np. pstrąg w buraczanej skórce, z puree z papryki, majonezem cytrusowym oraz koprem włoskim i kiełkami chilli - dostępny tylko w ten weekend za 18,90zł.

4. Bar Polski (Rynek 19)


Wystrój jest łudząco podobny do sąsiedniej knajpki – Stołu i Wołu (dobra opcja dla lanczowych, typowych mięsożerców). Jedna rodzina. Ceglane mury i drewniane meble, a wśród nich - stół socjalny. Niby ponuro ale całkiem miło się tam siedzi, zwłaszcza, że towarzyszyła nam ciekawa i różnorodna muzyka. Od Fogga do Mikromusic. Dobra rada: Jeśli będą podczas waszej wizyty grupy zorganizowane – wyjdźcie. Menu zmienia się co tydzień. My pamiętamy stamtąd Babeczki, które były proste, ale smakowite. Kakaowy krem skrywał wisienkę, a te delicje spoczywały na kruchej podstawie z ciasta. Dodatnio oceniamy też przystawkową galaretę. Delikatne mięso z nóżek, a do tego troszkę (minimalnie) jajka, marchwi, groszku i natki pietruszki. Reszta dań miała minusy, ale jest mało prawdopodobne, że na nie traficie. Ostatnio w menu: Barszcz ukraiński – 7 zł, kartacze ze słoniną – 6 zł, ziemniaki – 5 zł do woli, surówka z ogórka kiszonego – 5 zł do woli.

5. Ambaras (Noworybna 2)



Dla tych co nie byli – warto. Na kuchni smaki mają się bardzo dobrze. Potrafią smacznie i zachęcająco kombinować. Wystrój nieprzeładowany, z kominkiem, przepisem na cebulową na ścianie, drewnianymi solidnymi stołami i kolorowymi krzesłami. Naprawdę nie trzeba dużo, by chciało się siedzieć. Obsługa wyluzowana, całkiem miła. Ich menu nie zna monotonii. Próbowaliśmy świetnej ogórczanki z miodem i cytryną, spodobał się też chłodnik botwinkowy.  Ostatnio można było pozachwycać się tam kremem z warzyw z wanilią, bekonem i pikantną oliwą lub wegańskim bulionem kokosowo-cytrynowym z makaronem z fasoli. Ceny? 7,50 za 350ml, 9,50 za 500ml.


Chcecie znać lanczownie polecane w innych miastach? Zajrzyjcie do:

  1. Wrocławia i bloga „Z widelcem po Wrocławiu”: http://zwidelcempowroclawiu.blogspot.com/2016/02/przewodnikweekendowy-5-miejsc-na.html
  2. Katowic i bloga „Pojedzone”:  http://pojedzone.pl/2016/02/19/przewodnikweekendowy-5-miejsc-smaczny-lunch
  3. Szczecina i bloga „Hasztag Gastro”: http://www.hasztaggastro.pl/5-miejsc-na-smaczny-lunch-w-szczecinie/
  4. Łodzi i bloga „ Łódź od kuchni”: http://www.lodzodkuchni.pl/2016/02/przewodnik-weekendowy-5-miejsc-na.html
  5. Krakowa i bloga: http://www.zwidelcem.pl/post/czyli-5-miejsc-na-lunch-w-krakowie/
  6. Warszawy i bloga "Jaja w kuchni": http://jajawkuchni.pl/
  7.  Poznania i bloga "Wygrywam z anoreksją": http://wygrywamzanoreksja.pl/

Smacznego!

1 komentarz: