To nowy projekt blogerów z różnych stron Polski. Chcemy w nim przedstawiać interesujące kulinarnie miejsca, które można odwiedzić podczas weekendowego (ale nie tylko) wypadu do innego miasta.
Publikacje będą miały charakter
rankingów, choć jak stwierdziła ekipa „Czy smakuje ?”, trudno jest wyróżnić w
niektórych kategoriach 5 lokali i przyporządkowywać im miejsca na podium.
Kolejność jest zatem przypadkowa, a wybór jest próbą przestawienia knajpek o
różnym charakterze, bo i gust, nastrój i preferencje bywają zmienne. Plany
zakładają aktywność co dwa tygodnie, na 8 (obecnie) blogach z całej Polski.
Inicjatorką zamieszania jest Marija Magdalena z redakcji bloga „Z widelcem po
Wrocławiu”.
Oto 5 miejsc z Lublina:
1. Pomylone Gary (Nadbystrzycka 5)
![]() |
Lokale z wegańskim jedzeniem są potrzebne, o czym świadczy powodzenia
kolejnych przedsięwzięć. Jeszcze do niedawna w Lublinie ciężko było choćby o
wegetariańskie siedziby i to nie tylko dlatego, że ludzie nie gotowi, nie
rozumiejący, ale głównie dlatego, że jak każdym lokalem gastronomicznym,
również i tymi bezmięsnymi trzeba umieć zarządzać, czymś przyciągać i co
najważniejsze – pamiętać o smaku. Wystrój jest (był) skromny, ale schludny.
Drewniane meble, obrusy w kratkę, zioła na stołach, kamień na ścianach. Obsługa
jest szybka, miła i bardzo kontaktowa. Wyluzowana, ale bardzo kulturalna. Menu
często się zmienia. Zjedliśmy ze smakiem tam np. selera w panierce z kaszą
gryczaną i ogórkiem. Ostatnio zachęcali pomidorową z ryżem lub makaronem +daniem
głównym: frytki, kotlecik curry,
czerwona kapusta – dwudaniowy zestaw za 15 zł, w inne dni zestawy mogą być
nawet tańsze.
2. Matsu Sushi (Al. Spółdzielczości Pracy 34 – Olimp)
![]() |
Wnętrze jest ascetycznie urządzone, bez ozdób. Można zająć miejsce
naprzeciw sushi masterów. Obsługa kilka
lat temu nas rozczarowywała, ale ostatnio jest z tym o wiele lepiej. Większy
profesjonalizm, szybkość i uśmiech to ważne elementy, które odnotowaliśmy przy
ostatniej wizycie. Co do lanczów, to od poniedziałku do piątku w godzinach
11-16 (tylko w lokalu)można wybrać 3 kolory , po jednej potrawie z koloru
za 21 zł, np. zupę Miso, 4 szt. Ura Maki (przykładowo z grillowanym
łososiem, ogórkiem, sosem teryaki), Tonkatsu (schab w sosie z suszonych śliwek,
sałatka i ryż). W weekend mamy 3 opcje: do dania głównego zupa za 1zł lub
drugie danie główne za 10 zł albo set maki lub california za 20 zł przy
zamówieniu 3 dań głównych. My polecamy np. zupę z makaronem Udon lub
wieprzowinę Chow Mein.
3. G20 tapas bar (Grodzka 20)
![]() |
Mają też restaurację, ale w kwestii lunchu raczej polecamy tapas bar,
który znajduje się na parterze. Hiszpański szef kuchni Miguel Angel Gonzalez
Bravo ma w głowie spore pokłady kreatywności. Kuchnia jest pełna kolorów,
smaków i temperamentu. To chyba nasz faworyt, zwłaszcza w kwestii lanczyków.
Przykładowe menu: krem rosołowy z nutą tamaryndowca
i prażonym sezamem, gładzica w panierce, ciecierzyca w sosie krewetkowym z
małżami, roszponka i koper włoski. Do tego napój do wyboru: kawa, herbata, sok,
kieliszek wina. Cena? 19,90. To na
tygodniu. A w weekend? Dania specjalne w dobrych cenach, np. pstrąg w
buraczanej skórce, z puree z papryki, majonezem cytrusowym oraz koprem włoskim
i kiełkami chilli - dostępny tylko w ten weekend za 18,90zł.
4. Bar Polski (Rynek 19)
![]() |
Wystrój jest łudząco podobny do
sąsiedniej knajpki – Stołu i Wołu (dobra opcja dla lanczowych, typowych mięsożerców).
Jedna rodzina. Ceglane mury i drewniane meble, a wśród nich - stół socjalny.
Niby ponuro ale całkiem miło się tam siedzi, zwłaszcza, że towarzyszyła nam
ciekawa i różnorodna muzyka. Od Fogga do Mikromusic. Dobra rada: Jeśli będą
podczas waszej wizyty grupy zorganizowane – wyjdźcie. Menu zmienia się co
tydzień. My pamiętamy stamtąd Babeczki, które były proste, ale smakowite.
Kakaowy krem skrywał wisienkę, a te delicje spoczywały na kruchej podstawie z
ciasta. Dodatnio oceniamy też przystawkową galaretę. Delikatne mięso z nóżek, a
do tego troszkę (minimalnie) jajka, marchwi, groszku i natki pietruszki. Reszta
dań miała minusy, ale jest mało prawdopodobne, że na nie traficie. Ostatnio w
menu: Barszcz ukraiński – 7 zł, kartacze ze słoniną – 6 zł, ziemniaki – 5
zł do woli, surówka z ogórka kiszonego – 5 zł do woli.
5. Ambaras (Noworybna 2)
![]() |
Dla tych co nie byli – warto. Na
kuchni smaki mają się bardzo dobrze. Potrafią smacznie i zachęcająco kombinować.
Wystrój nieprzeładowany, z kominkiem, przepisem na cebulową na ścianie,
drewnianymi solidnymi stołami i kolorowymi krzesłami. Naprawdę nie trzeba dużo,
by chciało się siedzieć. Obsługa wyluzowana, całkiem miła. Ich menu nie zna
monotonii. Próbowaliśmy świetnej ogórczanki z miodem i cytryną, spodobał się
też chłodnik botwinkowy. Ostatnio można
było pozachwycać się tam kremem z warzyw z wanilią, bekonem i pikantną oliwą
lub wegańskim bulionem kokosowo-cytrynowym z makaronem z fasoli. Ceny? 7,50 za
350ml, 9,50 za 500ml.
Chcecie znać lanczownie polecane
w innych miastach? Zajrzyjcie do:
- Wrocławia i bloga „Z widelcem po Wrocławiu”: http://zwidelcempowroclawiu.blogspot.com/2016/02/przewodnikweekendowy-5-miejsc-na.html
- Katowic i bloga „Pojedzone”: http://pojedzone.pl/2016/02/19/przewodnikweekendowy-5-miejsc-smaczny-lunch
- Szczecina i bloga „Hasztag Gastro”: http://www.hasztaggastro.pl/5-miejsc-na-smaczny-lunch-w-szczecinie/
- Łodzi i bloga „ Łódź od kuchni”: http://www.lodzodkuchni.pl/2016/02/przewodnik-weekendowy-5-miejsc-na.html
- Krakowa i bloga: http://www.zwidelcem.pl/post/czyli-5-miejsc-na-lunch-w-krakowie/
- Warszawy i bloga "Jaja w kuchni": http://jajawkuchni.pl/
- Poznania i bloga "Wygrywam z anoreksją": http://wygrywamzanoreksja.pl/
Smacznego!
Zapraszamy do Puław/Lubelskie
OdpowiedzUsuń