14 lutego 2016

Thai Story – nie wszystko naraz



Rzadko się zdarza, żebyśmy chcieli zamówić wszystko. Kiedy już dokonaliśmy trudnego wyboru, okazało się, że menu jest dwustronne…

Ulica Peowiaków i prostopadła do niej Kościuszki, to smaczna okolica. Jest więcej niż prawdopodobne, że traficie tam na dobre jedzenie, nawet wybierając lokal z zamkniętymi oczami. Jeśli swoje głodne kroki skierujecie do najnowszej restauracji – Thai Story, to równie ślepo możecie zamawiać kolejne potrawy. Nie zamówiliśmy wszystkiego, choć była na to ochota, ale wśród potraw z naszego stołu nie znaleźliśmy słabych punktów, co nie znaczy, że było idealnie.

Gai Satay
Na początek z satysfakcją pomlaskaliśmy przy soczystych i mięciutkich szaszłykach Gai Satay (14 zł). Połączenie kurczaka z sosem orzechowym jest więcej niż dobrym pomysłem. Rozumiemy, że pierś drobiowa przyjmie wszystko, ale to przekąska, która się nie nudzi. Gdyby sos orzechowy okazał się zbyt monotonny, mamy jeszcze do dyspozycji drobno pokrojone warzywa skąpane w occie – coś w rodzaju salsy. Zbyteczne okazują się dodane do dania upieczone tosty, których walory smakowe są wątpliwe.
Sałatka Yam Ma Muang
Po tej rozgrzewce wkroczyliśmy w enigmatyczny świat Sałatka Yam Ma Muang (18 zł), którą wypatrzyła Łaszek okazała się najpiekielniejszym przeżyciem, mimo, że przyznano jej jedną z trzech możliwych gwiazdek. Żeńska część redakcji bardzo szybko poległa w starciu z ilością chili. Męska chciała odegrać Kozaka, a więc jadłem z zadowoleniem, ale również przegrałem. Nie myślcie jednak, że odradzamy konsumpcję sałatki z mango, tajskiej bazylii, cebuli, marchewki i orzechów nerkowca. W daniu można wyczuć wiele smaków, które razem tworzą przeżycie zabierające nas z zimnych, szarych i przewidywalnych lubelskich realiów.
polsko-tajskiej pikanterii. W menu przy daniach są gwiazdki, które odczytaliśmy jako stopnie ostrości.
Krewetki w tempurze
Dzięki osobie towarzyszącej upolowaliśmy też krewetki w tempurze (18 zł). Niby nic szczególnego, a jednak polecamy, bo okazało się, że rozmiar jednak ma znaczenie. Duże, mięsiste krewetki w cieście pewnie jeszcze nieraz nas skuszą.
Wśród zup naszą uwagę zwróciła Tom Kha Kai (18 zł).
Zupa Tom, Kha Kai
Miało być bezpiecznie i delikatnie. Cóż – okazało się, że zupa, której nie wyróżniono nawet jedną gwiazdką, była pikantna na tyle, że w większości trafiła do mnie. Łaszek po raz kolejny nie dała się uwieść kuchni tajskiej. Przyznała jednak, że rzadko zdarza się jeść potrawę z tak dobrze zbalansowanymi aromatami. Była słodycz, wyczuwało się kwasowość, a i lekką gorycz w tle rozprowadzoną mleczkiem kokosowym. Kolendra, pomidory, imbir, trawa cytrynowa – od dzisiaj będziemy próbować sami stworzyć tak ciekawą i smaczną michę z niby prostych składników. Warto też odnotować tylko ledwie liźniętą przez nas zupę won ton (16 zł), która cieszyła dobrym połączeniem bulionu z sosem sojowym. Towarzysz nie pozwolił nam na jej kradzież stąd tylko taki, oszczędny opis.
Zupa Won Ton
Zdziwienie lubelskiej publiczności może wzbudzić tajskie
Curry
curry, które konsystencją przypomina zupę. Większość żarłoków pewnie przyzwyczajona jest do gęstszej, indyjskiej wersji. Wybraliśmy czerwone, z liśćmi limonki, pędami bambusa, papryką, zieloną fasolką, cukinią i rostbefem (31 zł). Trzy gwiazdki obiecywały pot i łzy, ale tak się nie stało. Tom Kha Kai była ostrzejsza. Czyżby gwiazdki oznaczały coś innego? Było przyjemnie, ale mniej więcej do połowy. Dopóki delikatna wołowina, chrupiące pędy bambusa i w punkt ugotowane warzywa napływały na łyżkę – chciało się jeść. Później zrobiło się nudno. Warto wtedy sięgnąć do talerzy współjedzących.
Wizyta w Thai Story zostawiła niedosyt i wzbudziła chęć do powrotu, co dobrze świadczy o knajpce. Miła obsługa, niezobowiązujące, przestronne, rozmyślnie urządzone wnętrze i przyjemna muzyka dopełniają obrazu miejsca, które może uchodzić za wzór lokalu, który będzie przyciągać gości. Nie myślcie jednak, że to dzieło przypadku. Ekipa zbierała doświadczenia w słynnej warszawskiej Sunancie i Naam Thai. Cóż dodać? Trzy osoby zjadły i wypiły (nic alkoholowego, bo jeszcze nie mają pozwolenia) za 130 zł. Spokojnie można to przełknąć.

Adres: Peowiaków 2
Telefon: 502 920 449
Godziny otwarcia:
pon.:
16:00 - 22:00
wt.-piąt.:
12:00 - 22:00
sob.:
13:00 - 22:00
niedz.:
13:00 - 21:00

8 komentarzy:

  1. Na alkohol wydawane jest zezwolenie a nie koncesja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele obiecujemy sobie po tym miejscu, zwłaszcza że większość dań występuje w opcji bezmięsnej. Dzięki za recenzję, bo dzięki niej mamy jeszcze eiększą ochotę ;)
    Łucja z antidatum.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj znów tam zawitaliśmy. Spring rolls i pad thai też polecamy. Warto zarezerwować stolik. Pozdrawiamy.

      Usuń
    2. O rany, spring rolls nie możemy się doczekać chyba najbardziej :)
      Również pozdrawiamy.

      Usuń
    3. Zupy pyszne i godne polecenia (won ton i tom kha) ale niestety Dania główne słabiej, famous pad Thai zbyt tłusty a smak mało wyrazisty, to danie osobiście odradzam.

      Usuń
  3. Super !! Dania wyśmienite, lokal i obsługa na najwyższym poziomie ! Gorąco POLECAM !

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie wróciliśmy z tego lokalu :) Serdecznie polecam. Sałatka z mango robi robotę i polecam ja każdemu mimo że faktycznie jest dosyć ostra. Nie jestem zwolennikiem mango w jakiejkolwiek potrawie, ale tutaj t był szał ciał. Jedna z lepszych rzeczy jakie jadłem w Lublinie. Jesli dla osoby nielubiącej mango znajduje się w TOP 5 posiłków, to az strach pomyśleć jak smakować będzie osobie która z tym owocem przepada. Zamówiliśmy również Zielone Curry z tofu- faktycznie różne od indyjskiego, podawane w formie zupy i makaron udon. Ogólna ocena 8,5/10 PS. Czym jest skwierczące "coś" podawane od razu na talerzu w kolorze ciemnobrązowym? Niestety zapomnielismy zapytać się obsługi a wyglądało mega apetycznie :)

    OdpowiedzUsuń