04 marca 2016

Tam Gdzie Zawsze – zgodnie z trendami



Regionalne akcenty w menu, piwa z małych browarów, uśmiechnięta obsługa -  czy to wystarczy, żeby zadomowić się na Rynku Starego Miasta?

Nie jest chyba tajemnicą, że restauracja, która zastąpiła Gramoffon prowadzona jest przez ekipę La Traviaty. Daje to poważną nadzieję, że lokal będzie dobrze zarządzany, a wizyty w nich nie będą męczarniami, choć ich filia nad Zalewem Zemborzyckim nigdy nas nie przekonała.
Czekadełko
Gołąbki
Warto zacząć od obsługi, bo to najmocniejszy punkt Tam Gdzie Zawsze. Zostaliśmy powitani przez miłą Panią, która pomogła wybrać nam miejsce, doradzała przy wyborze trunków i niewątpliwie ocieplała chłodną (dosłownie i w przenośni) atmosferę piwnicznej restauracji. Gdy pojawił się na pewno znany lubelskim smakoszom Pan Marcin, zrobiło się jeszcze weselej (jego cięte, dowcipne riposty) to zawsze interesujące przeżycie. Serwis przebiegał sprawnie i szybko, ale do momentu, w którym pojawiła się komisja z programu „Miejsce Inspiracji”. Wszystkie siły rzucono w kierunku uczczenia ich wizyty, a nam nie pozostało nic innego jak tylko uregulować rachunek i się ulotnić. Przyznamy się, że całą trójką (wzmocnieni o pewnego Jarosława) nieco podsłuchiwaliśmy obrady, ale nie słyszeliśmy nic na temat nieprzystosowania lokalu dla niepełnosprawnych, co jest bolączką wielu lokali, również tych pretendujących do miana „Miejsca Inspiracji” i co nas zawsze razi. Warto jeszcze poruszyć temat toalet, których często nie sprawdzamy, a w wielu przypadkach pewnie zaniżyłyby nasze oceny. Popsuty zamek to niezbyt komfortowy szczegół. Czystość również pozostawiała nie najlepsze wrażenie, ale dość o tych podłych szczególikach i czepianiu się tego, co pewnie dla wielu czytelników nie jest istotne (wspominaliśmy o dywaniku zabezpieczającym niskie przejście z jednej sali do drugiej? Ciekawe rozwiązanie BHP). Czas na jedzenie!
Schabowy ze świni puławkiej
Świetne były sery, które dostaliśmy w ramach czekadełka
Szczupak z sałatką ziemniaczaną
(zwłaszcza dojrzewający o skórce pasującej charakterem do miejsca), ale o nich więcej przy innej okazji. Dobry był chrupiący schabowy ze świni puławskiej (ale mógł być lepszy i bardziej soczysty gdyby serwowano go z kością) za 28 zł, w towarzystwie pysznych kiszonych buraków z niepotrzebną cebulą i zbyt mocno selerowo-pietruszkowego puree z warzyw korzennych, choć pocieszeniem były uwielbiane przez nas jabłuszka kaparowe w roli smacznej ozdoby. Niezłe były gołąbki z kaszą pęczak, solidnie nabite mięsem w sosie grzybowym, choć wg Łaszka za drogie i nieinspirujące do powrotu (26 zł). Solidnie zaprezentował się soczysty szczupak w postaci dobrze sprawionych filetów w śmietanie z zapiekanką ziemniaczaną (29 zł), który musiał walczyć o prym z koperkiem, którym hojnie potraktowano sos. Generalnie – w porządku, poprawnie, smakowo bezpiecznie, ale brakuje jakiejś iskierki. Można spróbować wykrzesać je samemu, pod wpływem choćby piw z browaru Ursa Maior (w promocji po 12 zł), zwłaszcza No Guru (Belgian Imperial Stout) i Dwa Misie (Belgian Strong Pale Ale). Restauracji przydadzą się poprawki, ale będziemy do niej wracać i chętnie ją sprawdzać.

Adres: Rynek 12
Telefon: 81 534 24 44

Niedostępna dla ludzi na wózkach

2 komentarze:

  1. Tam gdzie zawsze... miejsce, chyba nie inspiracji, a inspirowane przede wszystkim mieszanką innych lokali, swoisty misz masz. Lokalne produkty, piwa rzemieślnicze z nie najlepszego browaru, poza tym wcale nie lokalnego, bo z Bieszczad. Mix wszystkiego w najgorszym wydaniu, widać zorientowanie się właścicieli w trendach po łebkach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Konkurencje Ci robia,co?:)Trzeba dołek wykopac więc.Jakie to polskie jest.

    OdpowiedzUsuń