13 czerwca 2016

Święto Wina 2016 – świetnie, ale co dalej?




Siódma edycja  imprezy zorganizowanej przez Stowarzyszenie Winiarzy Małopolskiego Przełomu Wisły była jak zwykle okazją do smakowania ciekawych trunków. Jednak czegoś tam brakuje.


Święto Wino do pewnego momentu rozkwitało. Niestety zarówno tegoroczna, jak i poprzednia edycja odbyły się jakby na pół gwizdka. Brakuje promocji, brakuje atrakcji. Oczywiście ci, którzy się pojawiają na zamku to z reguły fani jeśli nie ciekawych smaków, to przynajmniej lokalnych atrakcji, których próżno szukać gdzieś indziej, ale nie dało się nie zauważyć, że nie było ich zbyt wielu, podobnie jak winnic. Te ostatnie być może miały problem związany z kapryśną aurą w roku 2015. Jak możemy przeczytać w folderze, który uprawniał do degustacji: „2015 był najgorętszym w dotychczasowych notowaniach, ale trudny dla winiarzy. Terminy zbiorów diametralnie się różniły w zależności od warunków siedliska”. Nie najlepsze warunki potwierdza rzeczowo, w swoim stylu Maciej Mickiewicz z Winnicy Solaris, która jak zwykle prezentowała najbardziej ułożone i po prostu smaczne wina: „No coż, lato było gorące i suche. Bardzo szybko spadała kwasowość a rósł cukier. Niektóre wina czerwone i nie tylko /Solero/ maja po 14 % alk. Wszystko z niewielkim kwasem i sporym cukrem resztkowym”.
Maciej Mickiewicz (Solaris)
Czyżby więc wszystkiemu była winna pogoda? Większość win po prostu nam nie smakowała. Nie jesteśmy pewni, ale faktem jest, że ogólnie mówiąc, znów lepiej było w białych winach, o dziwo słabo w różowych i już niemal tradycyjnie – słabo w czerwonych. Aromaty drewna, nafty, przeleżanych owoców pojawiały się dość często. I jak tu przekonać niedowiarków do polskich win? Trudności w ocenie wina miało nawet profesjonalne jury w składzie Tomasz Prange-Barczyński, Izabela Kamińska i Wojciech Bońkowski. Stwierdzili oni, że trudno doszukiwać się obecnie cech wspólnych dla „apelacji”, której symbolem jest Znak Karty Winnic MPW. Łatwiej po prostu ocenić jakość win. Potwierdzają, że panuje pewien chaos w nasadzeniach, co ma też wpływ na jakość, o których w młodych winnicach trzeba wyjątkowo dbać.
Nie mogliśmy czekać do końca imprezy aby wysłuchać werdyktu jury, ale na szczęście możemy go zaprezentować (za W. Bońkowskim):
„Z 31 win zgłoszonych win Kartę przyznaliśmy dziewięciu:
Winnica Oblassy Księże Seyval Blanc 2015
Winnica Maja Pinot Blanc 2015
Winnica Rzeczyca T[raminer] 2015
Winnica Modła Buwjer półsłodkie 2015
Winnica Solaris Muscaris półsłodkie 2015
Winnica Modła Młody Cfajgeld różowe 2015
Winnica Maja Roesler 2015
Winnica Solaris Cortez 2015
Winnica Modła Cuvée czerwone 2015”

Szkoda, że niewiele z tych win było do spróbowania dla winomaniaków. Szkoda również, że znów brakowało atrakcji do zjedzenia. Ponarzekać też musimy na prowadzenie imprezy. Podobnie jak w ubiegłym roku ze sceny płynęły jedynie słabo słyszalne standardowe formułki. Nasze typowo polskie biadolenie nie oznacza jednak, że było nieprzyjemnie. Wręcz przeciwnie. W Janowcu zawsze jest wyjątkowo zachęcająco i ma się ochotę zostać dłużej. Ruiny zamku z widokiem na Wisłę, przyjaźnie nastawieni smakosze i dobra pogoda po raz kolejny zapewniły nam udany wypad, a mogło być niebezpiecznie, bo Łaszek wylała czerwone wino na białą bluzkę pewnej pani, która nie dość, że grzech odpuściła, to jeszcze dzieliła się swoim kieliszkiem przy degustacjach i rozmowach o bukiecie. To właśnie magia tego święta. Niestety wśród winiarzy dało się słyszeć uszczypliwe uwagi pod adresem nieco mniej zorientowanych fanów kwaśnej wody: „A po co panu półwytrawne, przecież i tak nie poczuje pan różnicy…”. Na szczęście to tylko wyjątki.

Najważniejsze zawsze jednak pozostaje wino. My zgodnie orzekliśmy, że znów ulegliśmy czarowi Winnicy Solaris. Wszystkie wina zaprezentowane przez rodzinę Mickiewiczów prosiły się o zabranie do domu. Solero z wyczuwalnymi cytrusami, gęste w ustach, nagrodzone Medalem w II Konkursie Młodych Win Terra Madre Slow Food Kraków było klasą samą w sobie. Podobnie jak Feeling bazujący na Rieslingu, który również został doceniony przez wielu fachowców. Zgarnęliśmy też Johanis z wyczuwalną brzoskwinią, również w rieslingowym typie oraz czerwone, dymno-owocowe Regini.
Wiemy jednak, że nie samym Solarisem ze stylowymi zabytkami na etykietach człowiek żyje, a więc dobraliśmy jeszcze jedyny róż, który nam pasował – wytrawne z Winnicy Małe Dobre (Regent) od Janusza Jakubowskiego z etykietą Edwarda Dwurnika. Jesteśmy ciekawi reakcji naszych gości na te wina.
Trzymajcie kciuki za tą najważniejszą w naszym życiu „degustację”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz