07 września 2016

Alan Hugs – niezły start



W przeciwieństwie do Bierhalle, temu projektowi wróżymy powodzenie, ale obiecujemy kolejną kontrolę, bo początek to jeszcze niepełna oferta.

Oficjalne otwarcie lokalu zaplanowano w trakcie trwania Europejskiego Festiwalu Smaku. Drzwi otwarte zostały jednak wcześniej, a więc nie pozostaliśmy obojętni. Na początku wprowadzono dość krótkie i bezpieczne menu festiwalowe. I dobrze, bo przetarcie na pewno się przyda.
Nie trudno odkryć, że Alan Hugs nie do końca odciął się od poprzedniczki. Dobrym posunięciem było zatrudnienie przynajmniej części obsługi, bo kelnerki są miłe, pewne siebie i pomocne. Nad porządkiem czuwa też właścicielka Agnieszka Przytuła, która z pewnością będzie dbać o gości osobiście również w przyszłości. Ma jednak pod swoją opieką już trzy lokale i będzie trudno rozdzielić uwagę na wszystkie restauracje. Kolejną kontynuacją jest podawane warzonego przez restaurację piwa. Smakuje dziwnie podobne. Może to złudzenie, ale wybór stylów jest podobny. Za to ceny chyba niższe. Wystrój został odświeżony, ale wielkiej rewolucji nie zauważyliśmy. Poza tym: zmiany, zmiany... Chwalą się winem i doradzeniem odpowiednich flaszek do trunków, ale nam polecano jedynie koktajl bar. To sprawdzimy podczas kolejnej wizyty. Podobnie jak formułę „jesz, ile chcesz”, która nieco nas drażni, ale być może jest kluczem do sukcesu. Może pozwoli to uniknąć narzekań na wielkość porcji, z czym jednak nie powinno być problemów, bo dania są całkiem słuszne.
Świńskie uszy
Linguine z mulami
Zapowiadanych szaszłyków jeszcze nie ma, ale świńskie uszy już tak, póki co w formie czekadełka i to strzał w dziesiątkę. Pod względem konsystencji to najlepsze, jakie dotąd jedliśmy, bo po prostu z zewnątrz chrupiące, a w środku miękkie. Nie szaleją z przyprawami, więc czuliśmy wieprzowy, ale i zarazem delikatny smak tego nieco kontrowersyjnego produktu.
Łaszek po uszkach zajęła się muszelkami. Doceniła winny
aromat sosu, w którym skąpany był dobrze ugotowany makaron linguine z jędrnymi mulami. (19,90 zł). Niby to żadna filozofia, ale dobrze wiedzieć, że jest kolejne miejsce, które podaje dobre owoce morza.
Burger mexico
Kierując się tropem przetarcia i niekombinowania, wybrałem burgera, ale nieco wypasionego -  mexico (19,90 zł). Mięso było lekko różowe, jak lubimy i co równie ważne – nie zostało przytłoczone przyprawami. Wyraźnie czuliśmy wołowinę. Baliśmy się o bułkę, która wydawała się twarda, ale pod zębami nie stawiała kłopotliwego oporu. Utrzymywała całą konstrukcję, dzięki czemu jedzenie było przyjemnością. Wątpliwości wzbudzało „domowe” pochodzenie frytek, od tak, po prostu usmażonych i nie mających charakteru. Do tego sałatka z oliwkami, cebulą i pomidorem i porcja keczupu. Ot takie jedzenie, które każdy lubi z wszędobylską do znudzenia  rukolą.
Start na 5, ale co będzie dalej? Wpadniemy na winko, które za sprawą nauk Mikołaja Makłowicza ma być hitem, skubniemy szaszłyków i napiszemy. Szczerze pisząc, wtop się nie spodziewamy.

Adres: Narutowicza 9
Telefon: 81 516 39 25
Godziny otwarcia: 12-23, piątek i sobota: 12-01
Niedostępna dla ludzi na wózkach.
           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz