30 września 2016

Czarna Owca – nie samym burgerem człowiek żyje



Mały wybór piw, ale nieźle wyglądające menu. A co ze smakiem?


Czarna Owca jest spadkobierczynią lokalu, w którym miałem okazję przez chwilę (dwutygodniową) troszkę pomieszać w garnkach. Przy okazji chciałbym pozdrowić Kubę Piętowskiego, który czasem zagląda na naszą stronę. Dawno i nieprawda. Wrócić chciałem w te progi już od kilku lat, ale jakoś nie składało się. Zwłaszcza, że w żaden sposób nie mogłem przekonać Łaszka. „A bo tam w środku ciemno i duszno, a bo w menu nic ciekawego, itd....”.


            Wnętrze na pierwszy rzut oka w ogóle się nie zmieniło. Te same, stare i zakurzone meble (choć akurat w takim miejsce mogą być klimatycznym atutem), które niejedną imprezę przeżyły. Zainteresował nas głównie aktywnie prowadzony fanpage, który informował, że w kuchni rządzi Pan Kamil, który wcześniej szefował w „Stół i Wół”. Podobno właśnie ten fakt sprawił, że w Owcy jest lepiej, a  w Wole – gorzej. Nas restauracja Stół i Wół nigdy nie jarała, ale poziom jej popularności jest wciąż wysoki.
           
Ceviche z tuńczyka
Zaczęliśmy od...długiego czekania. Coś około 45 minut przy niemal pustym lokalu. Kelnerka wytłumaczyła nam, że obecnie jest tylko jeden kucharz. Czy gości ten fakt powinien obchodzić? Warto wspomnieć, że podczas czekania na dania głównie (już krótszym), na sali pojawił się szef kuchni polecający przy stoliku obok drinki. Panie drinkujące zniknęły po spożyciu, szybciej niż się pojawiły, podobnie jak szef kuchni i chyba właściciel w jednej osobie – człowiek orkiestra. I jest! Jest pierwszy talerz, jest oczekiwane ceviche z tuńczyka (21 zł)! No nie. Jednak nie do końca. To tatar z tuńczyka. W menu stoi nazwa ceviche, a w opisie potrawy jest informacja o tatarze. Tacy spryciarze. Przeglądając ich facebooka odnotowałem zdjęcie ceviche, więc już zbaraniałem. Może w czarnej owcy jest to dopuszczalne. Nie płakałem. Tuńczyk był odrobinę chłodny, ale smakowo obronił się. Posiekana cebula, papryczka, awokado i limonka (ta do wyciśnięcia) to dodatki, które lubią się z tuńczykiem. Nie spodziewałem się fajerwerków, ale porządnego startera, i to właśnie dostałem.
           
Stek z tuńczyka
Łaszek też celowała w tuńczyka, ale w formie steku (30 zł). O poziom wysmażenia nikt nie zapytał. Mięso było w środku lekko różowe, ale miejscami suche. I słone. Przypadkowo trafiliśmy na podobne opinie dotyczące przyprawiania, a więc może być to normą. Stek zaserwowano z zimną sałatką z ziemniaka,pomidora,fasolki szparagowej i świeżo ugotowanego jajka. Spożytej bez większych uniesień, choć dobrej, kolorowej i bezproblemowej.
           
Fish&chips
Ich menu ma się niedługo zmienić, ale pozostanie w nim fish&chips (26 zł). Dorsz byłby idealny, gdy nie to, że (dla odmiany) zabrakło nieco soli. Może w obawie przed tym, że puści soki. Radośnie chrupiąca panierka napawała optymizmem, ale ręcznie ciachane frytki zostały w oleju ugotowane. Były bardzo tłuste i miękkie. Szkoda. Odnotujmy jeszcze zmiażdżony zielony groszek (nie nazwalibyśmy go puree, jak głosi karta), bardzo dobry - bo wyrazisty sos tatarski -  i brak octu, który jest charakterystyczny dla tego dania.
California Burger
            Czarna Owca chwali się burgerami i to jest słuszna idea. Podczas innej wizyty sprawdziliśmy ich bułę. Zawierała sporo (może nieco za dużo) majonezu, ale była dobrze złożona, wygodna w jedzeniu, o średnim stopniu wysmażenia wołowiny, może ze zbyt dużą ilością przypraw w mięsie. Wolimy czystszy smak krówki. Podczas tej wizyty fish&chips umknęło pamięci kelnerki. A skoro przy obsłudze jesteśmy, to i tak jest nieźle. Panie są szybkie, uśmiechnięte. Mogłyby częściej doglądać gości.
            Mamy niedosyt. Mały wybór piw może być rekompensowany dobrym jedzeniem, ale z tym bywa różnie. Potencjał tego gastropubu jest wyczuwalny. Przy odrobinie większej uwagi ich kuchnia może być bardzo oblegana. Chwalą się stekami sezonowanymi na sucho – świetnie. Chętnie je sprawdzimy. Muszą przejść na inną łąkę, bo momentami ich owczym serduchom brakuje energii. Chyba, że gościom wystarczy obecna forma – warto wpaść i przekonać się samemu.

Adres: Narutowicza 9
Godziny otwarcia: pon.-wt.: 12-22, śr.-sob.: 12-03, niedz.:12-22
Szef kuchni: Kamil Kowalik
Niedostępna dla ludzi na wózkach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz