18 października 2016

Chleb Powszedni – między wódką, a zakąską



To nie tak, jak myślicie. Piliśmy tylko lemoniadę. Za to solidnie ją zakąszaliśmy. Uprzejmie donosimy o rezultatach.



          

 
Hotel Trzy Róże promuje nową odsłonę swojej restauracji. Generalnie chodzi o większą troskę, skierowaną do gości indywidualnych. Mimo takiej koncepcji, obawialiśmy się, że odbijemy się od drzwi, bo pewnie trafimy na przyjęcie weselne. Weselicho było - nie myliliśmy się, ale nikomu nie przeszkadzaliśmy, bo okupowaliśmy poboczną, zamykaną salę. Warto dodać, że obsługa pilnuje profilu na Facebooku (potwierdzono, że można przyjeżdżać bez obaw, a nawet bardzo serdecznie zaproszono). Zajęliśmy wolny stolik w niezbyt przytulnej przestrzeni. Świeże kwiaty są, smaczne zdjęcia z chlebem w roli głównej też, ale nie buduje to nastroju, który zachęcałby do dłuższych posiedzeń. Ot, taka sala na średniej wielkości przyjęcie, z całkiem dużą przestrzenią, dzięki której przynajmniej nie trzeba podsłuchiwać innych konsumentów. Błyskawicznie pojawiła się miła obsługa, która znikła na dłużej dopiero pod sam koniec obiadu. Nic dziwnego, bo grupy zorganizowane same się nie ogarną. Zostaliśmy grzecznie przeproszeni, choć nie mieliśmy żadnych obiekcji. Kelnerki mają podzielną uwagę.

Czekadełko
Menu jest trendy. Niezbyt obszerne, ale spokojnie wystarczy na ok. trzy całkiem ciekawe wizyty. Zaczęliśmy od zaproponowanego czekadełka – twarożku, buraka i szczypiorku podanych na chlebie. Swojski, przyjazny „amus busz”. Łyk lekko słodkiej lemoniady z miętą i owocami oczyścił języki i mogliśmy walczyć dalej. Polędwica z dorsza (15 zł)  - w letnim , mocno warzywnym w aromacie wywarze  - była kontrowersyjna. Wolelibyśmy cieplejszą zupkę, ale ryba była bez zarzut. Rozpadała się dopiero pod  łyżką. Warzywka drobniutko
Polędwica z dorsza
pokrojone (taka moda kryzysowa, że coraz drobniej te warzywa krojone...) chrupały bezustannie, było i słodko i kwaśno, nieźle. Łaszek nie miała tyle szczęścia. Krem kurkowy (10 zł) był ciężki, słony. Mdły, choć i odrobinę kwasowy. Dziwny, z tropem iście śmietanowym. Na
Krem kurkowy
plus zaliczymy lane kluseczki. Od tej chwili nie opuszczało nas wrażenie, że dania są w połowie modne i gourmet, a w połowie domowe, choć oczywiście podciągane za wszelką cenę do rangi fine diningu. Żebyśmy się zrozumieli – wyglądały smakowicie, ale były jakby na siłę nadęte.
            Gicz wołowa –  (34 zł) wywoływała uśmiech.
Gicz wołowa
Bezproblemowa konsystencja delikatnych włókien, do tego niejednostajny w smaku, bo i ostry,słodki, ale i kwasowy sos z zielonego pieprzu, który nadaje mięsu ucztowego sznytu. To się jadło bez gadania. Nie uchował się nawet szpik. Warto też wspomnieć puree z marchwi, które podbito na korzenną nutę.
           
Schab z kością
Łaszek z jakiegoś powodu marzyła o schabie w panierce (28 zł). Chrupiącego płaszczyka nie było, ale soczyste mięso było przyjemnością, zwłaszcza w rejonie kości. Dobra była też kasza, strzelająca pod zębem  - w stylu popcornowym – gryczana. Niezły był duszony, pikantny por. Za to sos pod mięsem – niewyraźny.
            I teraz tak – gdyby te smaki zostały podane zwyczajnie, to pewnie czepialstwo byłoby mniejsze. Ale skoro forsowana jest górnolotna stylistyka, to warto pomyśleć o poprawkach. Chętnie wrócimy, może zabrakło szefa kuchni, może wesele było ważniejsze. Znów mamy wrażenie, że receptury są dopracowane, kreatywności nie brakuje, ale rezultat tylko dobry. Trochę mało, żeby przyciągnąć komplet na każdy wieczór. Ale jeśli tak gotują na weselach, to warto nakłaniać do ożenków.

Adres: Zemborzyce Dolne 96A
Telefon: 512 381 213
Godziny otwarcia: 14-22, sobota i niedziela: 12-21
Szef kuchni: Szymon Boguta
           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz