Pan Masala – gdyby gotowali tak, jak dla siebie...



Promocje potrzebne, miła atmosfera zawsze wskazana, ale nam o jedzenie głównie chodzi.

            Mamy obsuwę, oj mamy. To pokłosie szalonego 2016 roku. Jednak wracamy do gry, a Wy, żeby mieć świadomość, jakie mamy zaległości, wiedzcie, że o tej restauracji (wtedy jeszcze tylko w opcji dowozu jedzenia) dowiedzieliśmy się w... październiku. Przymierzaliśmy się do zamówienia telefonicznego na początku stycznia, ale menu, o które prosiliśmy na fan page'u restauracji dotarło z opóźnieniem i głód zaspokoiliśmy jakoś inaczej. Będąc ostatnio w centrum już nie mogliśmy odpuścić. Drugie piętro kamienicy, odrapane ściany, drewniane schody z przeszłością. Robiło się ciekawie. Na szczęście drzwi oznaczone – wchodzimy i zostajemy powitani typowo hinduskimi brzmieniami. Trafiliśmy. Żeńska część załogi Pan Masala jest anglojęzyczna, ale dobra wiadomość dla nieśmiałych – męska część dyskutuje po polsku aż miło.
          
Mango Lassi
 
Już tylko 35 minut (przy pustym lokalu to nieco długo) oczekiwania w
Pakoras
lekkim chłodzie, za to z przyciągającym oczy widokiem na Bramę Krakowską - możemy zaczynać. Knajpka obecnie podaje jedzenie przy pomocy plastikowych naczyń i sztućców, nieco zaskakujących, bo przypominających wyglądem domowe sprzęty. Niech będzie i tak. Mango lassi (8 zł) bardzo nam się spodobało, bo nieprzesłodzone, a mocno owocowe. Łaszkowe Pakoras (10 zł) z panierką z mąki grochowej były pod postacią kawałków cebuli, papryki, kalafiora i ziemniaka. Szkoda, że płaskich kawałków, bo różnorodne kształty dodałyby charakteru przekąsce. Do nich miętowo-kolendrowy sos. Smaczny, ale to standard.
          
Aloo tikki chaat
 
Ja się za to taplałem w Aloo tikki chaat (według karty smażonych kotlecikach ziemniaczanych). To czego jestem mniej więcej pewny to aromatyczne curry z ciecierzycy, które często towarzyszy temu daniu. Zaskoczenie mogły wywołać indyjskie chrupki, którymi posypano danie, ale to też był plus. Tylko dlaczego kotleciki były pod postacią puree? Że niby jak pod curry, to już nie widać? Pachnie niedoróbką (może się rozpadły), ale nadal smakowitą, którą jesteśmy w stanie zamówić ponownie. Gorzej z Mutton
Mutton Biryani
Biryani (35 zł), którego suchości nie zdołał zrównoważyć jogurt z ogórkiem. Suchy był zarówno ryż, jak i mięso. Według nas była to baranina (menu zamiennie stosuje określenia mutton i lamb) o zdecydowanym smaku. Polskie opis sugerował jagnięcinę, ale mniej lub bardziej zdecydowany aromat nie zniechęca fanów tego mięsa. Baranek sprawiał wrażenie odgrzanego, przygotowanego oddzielnie. Zapamiętaliśmy głównie cynamon. Szkoda.
           
Butter Chicken
Gdy ja głowiłem się nad wiekiem mięsa, Łaszek mało energicznie mieszała widelcem w Butter chicken (23 zł).  - Eee, nie może być tak nudno – pomyślałem. A jednak. Słodycz zdominowała inne doznania. Soczystość mięsa też niezbyt urzekająca. O co chodzi? Odpowiedzią może być wyjaśnienie obsługującego nas, pogodnego Hindusa. Stwierdził on, że gotują typowo pod polski gust, że ich smaki są zupełnie inne. Powiedział, żeby następnym razem koniecznie prosić o gotowanie po ichniejszemu. Wydobyły się z nas cichutkie jęki zawodu. No tak, to my proszę Państwa uniesień nie zaznamy. Może trzeba zamówić coś z działu „Po naszemu”? W nim są placki ziemniaczane, ruskie pierogi i frytki...yhym...

P.S. I tak wrócimy ;)

Adres: Krakowskie Przedmieście 2
Telefon: 731 733 333 (mają dowóz)
Godziny otwarcia: 11-22, pt. i sob. do 24
Można płacić kartą
Niedostępna dla ludzi na wózkach

Komentarze