07 marca 2017

Victoria – mieliśmy dobre intencje


W końcu szliśmy na podobno najlepszego burgera w mieście, a i cała hotelowa restauracja, łącznie z menu chwali się nowym obliczem.

„OGRÓD - restauracja naturalna to jedyna restauracja w Lublinie z tak zachwycającym klimatem”. Sami rozumiecie – tam trzeba bywać. Próbowaliśmy na początku września, ze względu na taras z ostatniego piętra, ale spóźniliśmy się o jeden dzień. Żeby była jasność – taras nawet chcieli nam otworzyć, ale podać jedzenia – już nie. Wróciliśmy ponownie na początku marca. Trafiliśmy na tłumy usportowionej młodzieży, która akurat miała w programie obiad – w hotelu bywa i tak, normalna sprawa, gorzej, że lokowanie licznej grupy odbywało się bez nadzoru. Strach było wstać, bo od razu ktoś zajmował miejsce talerzem z marchewką i groszkiem. I to nas nie zraziło, bo miejsca w Victorii jest pod dostatkiem.
Zupa rybna
Trzeba im przyznać, że mają porządną obsługę, choć nieco zaskoczoną gośćmi spoza hotelu. Serwis mimo niesprzyjającej pory przebiegł bardzo sprawnie, a niektóre twarze widuje się od lat na gastronomicznych podwórkach, co potwierdza doświadczenie. Choć to nie wina obsługi, to musimy odnotować brak wody niegazowanej. Ciekawe, jak sobie radzą bez wody? Taki żarcik…
Rosół
Obiad rozpoczęliśmy rosołem (9 zł) i to dobrym,
drobiowo-wołowym, esencjonalnym, bez wspomagaczy, za to z domowym makaronem. Rybna (11 zł) też była udana, ale zapowiadany kminek był zbyt mocno schowany, może on ożywiłby smak. Karp, dorsz, łosoś, ziemniaki (ich było najwięcej) i warzywa stworzyły spójną zupę, słodko-kwaśną, ale bez polotu, jakiegoś przekrętu, który pozwoliłby ją zapamiętać.
Śmiesznie podane placki ziemniaczane (z przewróconym
Placki ziemniaczane
wiaderkiem, z którego wylewa się śmietana) miały w sobie sporo mąki i mało cebuli. Bez charakteru i głębszego smaku. Dyszkę można lepiej wydać, choć generalnie cen nie można krytykować. Kontynuowaliśmy filetem z kurczaka z kostką (26 zł). Tu zdania były podzielone. Łaszkowi brakowało soczystości w mięsie, za to skórka była przyjemnie chrupiąca. Dodatki dobrano dość chaotycznie, majonez pomidorowy, fasolka szparagowa, pomidorki koktajlowe, ziemniaki paryskie – niezłe to wszystko, ale bez głębszej refleksji.
Kurczak z kostką
Punktem kulminacyjnym miał być jeden z hitów Victorii – burger, który nawet wygrał pewien plebiscyt. Cóż. Jeśli zwyciężył za wysokość lub ilość składników, to rozumiemy wybór, ale nie możemy pochwalić hamburgera, który się rozpada również za sprawą bułki i ma przesuszone mięso. Jasne, że bekon, jajko sadzone, jalapeno i cheddar zawsze są mile widziane, ale już dwa rodzaje ogórka – świeży i konserwowy są nie najlepszym pomysłem. Do tego sałata, sos, krążki cebulowe i pomidor. Moc wrażeń, które szybko mijają. Do tego kompletnie nijaki coleslaw i całkiem dobre, grube frytki. Finalnie – na zachętę 3 +, jak to mawia mama nauczycielka.
Burger
Rozczarowaliśmy się, ale przecież idzie wiosna, świeży powiew inspiracji. Dobry czas na zmiany i smaczne powroty. Oby tylko nie skończyło się na marketingu, który w Victorii jest bardzo solidny.

Adres: Narutowicza 58/60
Tel.: 81 532 70 11-13


1 komentarz:

  1. Wygląda cudownie! Istne arcydzieło :-) Mam już ochodztę na samą myśl. Pozdrawiam i gratuluję

    OdpowiedzUsuń