Bombardino Aperitivo – na posiedzenie z balonami

Fajnie się tam ogląda śmieszne filmiki i plotkuje z psiapsiółami w otoczeniu kolorowych balonów. Trudniej o bezbłędne dania. 

Właściwie, to jest podobnie jak na Gęsiej. Atmosfera miła, można zjeść, ale potrafią też porwać się z motyką na słońce w kwestii gotowania. Menu jest bardzo zachęcające, jest w nim życie, ale nie da się zjeść bez narzekań. 

W elektronicznym kajeciku zapisaliśmy sobie, że wnętrze jest przyjemne, choć surowe na pierwszy rzut oka. Mamy modne połączenie betonu z drewnem oraz cegłą, ale i dużo zieleni. Co ważne – jest bardzo jasno, a z głośników sączy się niemęcząca muzyka. Nie sądzimy, żeby dotyczyło to wszystkich stolików, ale nasz miał toporne nogi. Na tyle, że nie mieściły się pod blatem nasze własne. Ruch w tym przybytku jest oględnie mówiąc – spory, ale to właśnie on może być odpowiedzią na brak należytej uwagi na pewne detale, nie tylko te na talerzach ale i stolikach (uschnięte niektóre kwiatki). 

Kaszanka
Pisanie o kuchni rozpoczynamy od kaszanki (15 zł). Nie byle jakiej, bo hiszpańskiej. W karcie zwanej „moricilla”. Kaszaneczka byłaby „palce lizać”, gdyby nie przytłaczająca ilość skarmelizowanej czerwonej cebuli. Zrobił się tego niemal deser. Nie pomógł nawet - balansujący w zamyśle słodycz - kozi ser, ani grillowy aromat, który zachęcał nos, do polecenia przystawki ustom. 

Ucieszyliśmy się, że dane nam było spróbować zupy rybnej (14
Zupa rybna
zł). Nie tylko dlatego, że udało się trafić w dobry moment, bo kiedyś usłyszeliśmy, że wywar się dopiero gotuje (niby to dobrze, że sami go robią, ale czemu tak późno?). Również dlatego, że jest naprawdę smaczna. Może krewetki były nieco za suche, ale taką zupkę przyjmowalibyśmy częściej. Gorące doznanie charakteryzujące się rybnym tłem, słodyczą pomidorów, kontrastującą kwasowością wina, odrobiną cebuli, mocą warzyw (jednak zbyt dużą ilością marchewki) i dodatkiem rybiego mięsa oraz owoców morza (niewielkim, ale w zupełności wystarczającym). Świetny, bo pełen wigoru początek dla każdej uczty. 

Risotto
Niestety mocniej skomplikowanie kompozycje kuleją. Risotto (25 zł) było zbyt sztywne, suchawe, a niektóre ziarenka ryżu – niedogotowane. W smaku wyraziste, ale nie miało w sobie tej wymaganej, lekko lejącej się kremowości. A skład dania ciekawy, bo i chorizo w nim i orzechy, a także koper włoski i tymianek. 

Więcej spodziewaliśmy się też po ramenie (25 zł). Był zbyt
Ramen
chłodny, tak samo jak jajko w nim. Do tego niemal surowa wołowina. My taką lubimy, ale umówmy się – jeśli nikt nie zapytał o to, jaka ma być, powinna być w stopniu medium rare. Obawiamy się, że ktoś wrażliwszy mógłby zareagować jawnym grymasem. Co więcej? Ładny zapach, sporo sosu sojowego i tyle możemy powiedzieć. Jędrny makaron dawał nieco satysfakcji, ale to za mało. 

Wnętrze przyjemnie pachnące jedzeniem (kuchnia chyba jest piętro wyżej) zachęca do posiedzenia, ale czy zaskarbi sobie sympatię imprezowiczów, którzy lubią przeszkadzać innym na pewno bardzo wartościowymi materiałami z bezdennych otchłani ajfołnów, czy też fanów dobrego jedzenia? Na chwilę obecną obstawiamy tych pierwszych. 

Adres: Narutowicza 19, Lublin, 
Telefon: 81 759 39 37 
Godziny otwarcia: 8-24, piątek 8-2, sobota, 10-2, niedziela 10-24 





Komentarze