Przedstawiamy zestawienie najlepszych i najgorszych dań. Nie ma wątpliwości, że wygląd szedł w parze ze smakiem. Które z nich były niebem w gębie, a które "zemstą kucharza"?
Radość wywołały (kolejność przypadkowa):
1. Półmisek Amali - Restauracja Amali
"Cztery pasty: hummus, mutabal, mahamara i jogurt z miętą oraz oliwą podane zostały z suszonymi, marynowanymi oliwkami w towarzystwie pity (15 zł). Ten półmisek Amali jak się dokładnie zwie, towarzyszył nam przez cały posiłek, podczas którego wesoło dodawaliśmy pasty do wszystkiego. Każda z nich miała w sobie czar i charakterek. Jeśli dorzucimy do tego wyborne oliwki (oczywiście z pestką, bo takie są smaczniejsze), to otrzymujemy przystawkę idealną."
2. Wątróbka z indyka aromatyzowana czarną truflą i ziołową oliwą na malinowej galaretce z porto i galaretce cydru - Restauracja Hotelu Piano

"Aż się prosi o zamówienie. W nagrodę dostajemy danie, które cieszy oko zarówno kształtami, kolorami jak i aromatami. Delikatna wątróbka przywołująca wspomnienie najlepszych „fua gra”, powabnie przełamana konkretem porto i lekkością cydru w nieoczywistej formie galaretek, z muśnięciem ziółek w oliwie."
Obecnie danie opuściło kartę, ale są nowe, równie pyszne. Sprawdziliśmy. Kucharze Piano trzymają formę.
3. Fantazja z białej czekolady - Restauracja Hotelu Alter
"Ale to, na co koniecznie powinniście się skusić, to desery. Na przykład fantazja z białej czekolady na chrupce migdałowej z lodami pieprzowymi (20 zł). A i granat się przewinął. W ogóle stwierdziliśmy, ze lody będą chyba ich konikiem. Ot choćby takie musztardowe. Generalnie - w menu desery prezentują się najokazalej i tak też jest na talerzu."
Pomyłką okazały się (kolejność przypadkowa):
1. Śledź kamedulski - Jezuicka - Kuchnia Klasztorna

"Śledź kamedulski (8 zł) był na podobnym poziomie. Nie zdziwiłby sklepowy rodowód tego dania. Rozdrobniona ryba wymieszana była z papryką i pomidorami. Plus za niską zawartość soli. W zasadzie nic więcej nie można o tym jedzeniu napisać."
"Pierwsze wrażenie to kasza. Duużo rozgotowanych ziaren nałożonych do kapuścianego liścia. Ale nie chodziło o nią przecież. Zaatakowaliśmy jelonka i okazało się, że mięso jest przesuszone. Szkoły są różne. Jedni straszą, że dziczyzna nie może być krwista, a inni twierdzą, że jak stek, to nie może być „łel dan”. Zgodzimy się, że krwi na talerzu być nie musi, ale suchość tak szlachetnego mięsa boli. Zwłaszcza w tej cenie. Do tego sos, który często towarzyszy polskim daniom z dziczyzny i gruszka, która jest słodką równowagą dla kwasu, ale nie jest warta specjalnych wyróżnień. No i dwie małe różyczki z brokuła. Normalnie byśmy o nich nie wspomnieli, ale skoro to ma być towarzystwo dla steku, to zagailiśmy. Równie dobrze można by wspomnieć o plasterku papryki. A więc tym Lubelszczyzna stoi!"
3. Jesiotr w pomidorach - Restauracja Vanett
Komentarze
Prześlij komentarz