Jedząc zespołowo, macie większą szansę na szybką obsługę.
Szaszłykarnia Gruzja odeszła po cichu, ale rynek gastronomiczny nie lubi próżni, więc mamy nowy lokal specjalizujący się w kuchni kaukaskiej. Przycupnął w okolicy lubelskiej archikatedry. Być może ta lokalizacja związana jest z orientacją na grupy zorganizowane, bo takową odnotowaliśmy podczas naszej wizyty.
W kuchni Gruzini?
W zasadzie nie zostaliśmy na początku wizyty zauważeni, choć wcale się nie skradaliśmy, a nawet „dzieńdobrowaliśmy” napotkanym członkom ekipy restauracji. Po dziesięciu minutach zalegania przy nieuprzątniętym stoliku, Łaszek zdecydowała się na zdobycie menu we własnym zakresie. – Sorry. Grupę mam, nic nie poradzę – rzekł pan chodzący pomiędzy wycieczkowiczami. No i co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Oczywiście, jak to w takich sytuacjach bywa. Gdy człowiek zaczyna w końcu czytać menu, obsługa błyskawicznie pojawia się przy nim i pyta, czy już wybrał. Na bank, panie szanowny, na bank. Bo każdy kiedyś ukończył kurs szybkiego czytania, a i wchodząc od razu wie, co dzisiaj spałaszuje. To dość częsta praktyka restauracyjna. Zapytanie odhaczone. Można iść dalej. Finalnie, udało się. Najlepiej przekazywać numerki widniejące przy daniach w karcie. Podobno wtedy kucharze najlepiej rozumieją intencje przekazującego. Znak, że w kuchni pracują być może Gruzini. Obiecująco.
Co z tą gramaturą?
![]() |
Tolma |
Dania przywędrowały nierównocześnie, ale zostaliśmy o tym poinformowani. Tolma (25 zł) zdziwiła niewielkim rozmiarem. W karcie była informacja o 450 gramach. Może czas zacząć nosić wagę. Przypomina się gastronomiczny motyw z filmu „Gangsterzy i filantropi”. Ale ok. Przyjmijmy, że wszystko było w porządku. Tylko jeśli to danie główne, powinno być podane z czymś więcej, niż tylko jogurtem. Tutaj informujemy wszem i wobec, że w karcie nie ma wymienionych dodatków do „gołąbków”, więc po trosze sami jesteśmy sobie winni. Inne dania są raczej kompletne. W smaku brak jakichkolwiek zastrzeżeń. Pełne rosołowej wilgoci mięso wieprzowo-wołowe było połączone w zbalansowanych proporcjach z ryżem i przyprawami. Liście winogron były odpowiednio zblanszowane, miękkie, ale wciąż pełne jędrności i świeżości.
Szaszłyk jagnięcy (46 zł) miał być z opiekanymi ziemniakami. Zaserwowano frytki. Kartofel, to
kartofel. Szkoda, że z mrożonki. Ale dużo tych frytek, więc gość powinien być zadowolony. Jeszcze tylko wspomnimy o dużej dawce witaminek w postaci ogórka, pomidora, cebuli i pietruszki i już możemy zająć się najważniejszym. Szaszłyk był porządny. Jagnięcina uczciwa, nieprzeciągnięta, miękka i pełna charakteru, niezabita dodatkami. Ciekawym okraszeniem było zastosowanie podanego sosu pomidorowego, który przypominał ostry, słodki i kwaśny jednocześnie czatni.
![]() |
Szaszłyk jagnięcy |
Wiecie już, że w Królewskiej Gruzji jest smacznie. Zbijajcie się więc w grupy i startujcie. Jest duża szansa, że zostaniecie zauważeni od razu i będziecie czekać krócej. Będzie też wam raźniej, bo trochę brakuje przytulności w tajemniczej kamienicy, która skrywa restaurację.
Adres: Królewska 13, Lublin
Internet: https://www.facebook.com/Kr%C3%B3lewska-Gruzja-207931143132366/
Godziny otwarcia: 12-22
To fakt Gruzińska kuchnia jest niesamowicie dobra a w tym lokalu smakuje tak autentycznie jak w samej Gruzji
OdpowiedzUsuń