15 stycznia 2013

Matsu Sushi – możecie nazwać nas ignorantami


A to dlatego, że nie zamówiliśmy ryżu. Uznajmy więc - ryż mają dobry, żeby nie zarzucono nam, że tylko krytykujemy i nie wierzymy w ich możliwości. Nie spróbowaliśmy też sosu sojowego. Co my sobie wyobrażamy?

Pojechaliśmy na koncert Golden Life z okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Skończyło się na przekazaniu kilku pieniążków i wizycie w restauracji z oryginalną kuchnią japońską, jak twierdzi strona internetowa. Tym razem chęć jedzenia wygrała z pragnieniem sztuki.
Restauracja znajduje się w Galerii Olimp. Znowu ta „galeria”. Sami sobie jesteśmy winni, więc skończmy z narzekaniem na to skąd inąd lubiane miejsce jak widać po frekwencji. Matsu sąsiaduje z opisaną przez nas Buddhą oraz Light Cafe, w której klienci „suszarni” mogą zająć miejsce, ale tylko wtedy jak w strefie regulaminowej nie znajdzie się wolne stanowisko.

Wnętrze jest ascetycznie urządzone, bez ozdób. Można zająć miejsce naprzeciw mistrzów sushi, bo tak zwykle tytułuje się kucharzy tego typu. My usiedliśmy przy stoliku dla czterech osób, które dominują. Na stoliku czekał sos sojowy, którego ostatecznie nie użyliśmy, w poszukiwaniu najczystszych smaków. Pani Ania, która nas obsługiwała pojawiła się z kartami dań bardzo szybko.

Udon
Chow Mein
Łaszek zaczęła od zupy Udon (11zł). Delikatną kaczą pierś oplótł gruby, pszenny makaron udon. Smaczny bulion krył w sobie też jajko o gumowatej konsystencji (coś nam się wydaje, że nie o taką konsystencję chodziło), pora i wodorosty. Ja bym zaostrzył jej charakter, ale i tak była niezła. Szanowna partnerka zażyczyła sobie też Chow Mein z wieprzowiny (19zł). To danie kuchni chińskiej. W woku (taką mam nadzieję) usmażono makaron z mięsem, czerwoną cebulą, papryką w różnych kolorach, grzybami mun oraz przyprawami, a wśród nich sos chilli i sojowy, imbir i być może więcej. W tym przypadku ostrość była na dobrym poziomie, ale Łaszek uznała tę propozycję za zbyt palącą. Nie ma co się czepiać. Poprawnie przyrządzone, z wyczuciem.

Sashimi
Ze mną nie poszło im tak łatwo. Wypatrzyłem mały zestaw Sashimi (26 zł). Japoński czar prysł. Wszystkie porcje ryby (6 sztuk, po dwie tuńczyka, łososia i maślanej) oraz krewetek (2 sztuki) były zimne i wodniste. Jedynie krewetki miały jakiś smak. Aromat reszty zaginął. Być może jeszcze w morskiej toni. Chrzan wasabi oraz imbir marynowany mogłyby być troszkę bardziej konkretne. Ucieszyła mnie cytryna, która była najsmaczniejsza z tego zestawu. Nawet kiełki miały więcej smaku od sashimi…

Nie było czasu na rozpacz. Kolejny zestaw, który pojawił się bardzo szybko (za szybko, tak samo jak Chow Mein)  to Japońska Uczta (22 zł). Jego skład można wybrać samemu, z kilku propozycji. Do tego dobieramy jakiś dodatek. Postawiłem na Tori Namban (co ciekawe namban oznacza Europejczyków, a nawet barbarzyńców). Kurczak panierowany w słodkim sosie sojowym o śliwkowym aromacie, był prosty i przez to, że nieprzesadzony, spodobał mi się. A świeże krążki cebuli oraz chilli dodały ognia, przyjemnie chrupiąc i uwalniając pobudzające olejki. Sam sos, który pozostał na dnie siorbałem, siorbałem, aż wychłeptałem. W kolejnej miseczce miałem Tori Dark Sauce. Kurczak wystąpił tu w towarzystwie marchewki, pociętej oczywiście w słupki oraz grzybów mun. Nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Pojadłem i tyle. Lepiej zaprezentował się Butaniku Ginger Udon. Makaron był nieco za miękki, tak jak w zupie. Poza tym wszystko do siebie pasowało. Por  złamał słodki sos imbirowy. Było kilka płaszczyzn dla smaków. Całkiem apetycznie to wyszło. Wszystkie opisane pozycje zagryzałem Kimchi czyli kiszoną kapustą. Koreańską. Nie była to najlepsza jaką do tej porty jadłem. Kapustę można było grubiej poszatkować, a aromaty bardziej zrównoważyć. W tym przypadku również preferuję wersję ostrzejszą.
Japońska Uczta
Nie skorzystaliśmy z zielonej herbaty. Woleliśmy zimne piwo. W cenie 6 zł za butelkę 0,33. Piwo w zasadzie zakupiliśmy w restauracji Buddha. Nie przypominam sobie tego faktu, ale tak poinformował nas rachunek, który otrzymaliśmy. Taka współpraca międzyzakładowa.  Co do obsługi to mamy pewne obiekcje. Kolejne dania otrzymaliśmy przed ukończeniem pierwszych. Efekt? Wystygły. A napoje dostaliśmy po 15 minutach od zamówienia. Zaraz po pierwszych daniach. Zaciekawiło mnie też to, że jedną z potraw postawiono obok mnie, zamiast przede mną. Może chodziło o ukrycie plam i zacieków na miseczkach? Zacieki były też na sztućcach. Reszta serwisu odbywała się sprawnie i bez wpadek.

Jeśli chodzi o ryż, to ten sprawdzian odłożyliśmy. Porównamy wybrane sety z kilku lubelskich sushi barów. Wtedy będziecie mieli Drodzy Czytelnicy pełniejszy obraz jakości prezentowanych w lokalach z kuchnią (nie tylko) japońską w Lublinie. Co do Matsu to ocena mimo wszystko nie może być wysoka. Sashimi było dla nas najważniejsze. Pozytywnie zaskoczył nas rachunek – 90 złotych za 4 dania i dwa napoje to dobra cena. Zajdźcie, sprawdźcie i podyskutujcie z nami.


Adres:  Al. Spółdzielczości Pracy 34, 20-147 Lublin
Godziny otwarcia: Poniedziałek – sobota 10.00 - 21.00; Niedziela 10.00 - 20.00
Strona w Internecie: http://lublin.matsu-sushi.pl/

9 komentarzy:

  1. Świetna recenzja. Czekam na Waszą opinię o kobi sushi, Bo w moich rankingach to właśnie kobi jest nr 1 wśród restauracji w Lublinie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również uważam, że Kobi w konkurencji sushi jest zdecydowanie najlepsze w Lublinie - choć jednocześnie najdroższe. Ale Matsu stawiałem na 2 miejscu, z tym że nie przetestowałem go aż tak dokładnie - zamawiając jedynie typowe zestawy "dla ludu".
    Odradzam natomiast degustację Haiku. Szkoda nerwów i zdrowia.
    Pozdro.,
    PinotGriggio

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam po sąsiedzku, najlepsze jest sushi hand made:), domowym sumptem zrobione pod własny, niepowtarzalny gust:). Czekam na recenzję Kobi. A z innej kuchni - w Mandragorze byliście?

    OdpowiedzUsuń
  4. W Mandragorze i Kobi byliśmy, ale tak dawno, że szkoda gadać. Chcemy wrócić i opisać najświeższe wrażenia. Dziękujęmy za rady. Korzystamy z nich.

    OdpowiedzUsuń
  5. matsu i kobi to jeden wlasciciel, to tak przy okazji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może jakaś recenzja innych lubelskich suszarni :)?? Chętnie byśmy poczytali :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze recenzja z Satori :). O ile nam wiadomo, to Kobi jest siostrą Matsu, a reszta susharni jest zwyczajnie słaba. Przyznajemy natomiast, że warto byłoby sprawdzić wszystkie na własnych językach :).

      Usuń
    2. Przepraszamy! Skleroza nas dopadła. Opisaliśmy jeszcze Takami, a także sushi w Zipang. W tej ostatniej restauracji jedliśmy najlepsze sashimi. Jakieś propozycje?

      Usuń
  7. zamowienia zlozylam i niestety nie dotarlo do mnie tak wiec nie ocenie tego co oferuja ale podejscie do klienta maja do duszy.. ignorancja po calosci... telefon nie odpowiada zero kontaku.... nie polecam!!!!!

    OdpowiedzUsuń