Czy my jesteśmy dla restauracji
odpowiednikiem Marit Bjoergen dla naszej wspaniałej biegaczki?
Do Focus’a
zajrzeliśmy w sobotnie popołudnie. Dlaczego tam? Ponieważ nasi współtowarzysze
pragnęli obiadu nie mniej niż my, ale mieli swoje warunki. Miało być niedaleko,
ale nie w centrum. Koniecznie z parkingiem i ze smakiem oczywiście, ale w
miejscu gdzie jeszcze nikt z nas nie był. Padło na restaurację hotelową. Przy
wejściu powitało nas zdziwienie pani recepcjonistki. Kto by się spodziewał
gości o tej porze? Na dodatek głodnych. Na szczęście nie straciła głowy i udała
się na salę restauracyjną, by zasięgnąć opinii kelnerek i być może kucharzy w
kwestii logistycznego rozwiązana obiadu dla czterech osób. Nie bylibyśmy
obiektywni zapominając o tym, że widać było przygotowania do większego
przyjęcia. Decyzyjni wyrazili zgodę na nasz pobyt, a zatem usiedliśmy i zbadaliśmy
menu.
![]() |
Włoska zupa pomidorowa |
![]() |
Zupa cebulowa |
Poprosiliśmy o
włączenie telewizora, gdyż część z nas chciała obejrzeć śniegowe wyścigi
biegaczek. Sportowy nastrój nie miał na szczęście odzwierciedlenia w doborze
dań. Na rozgrzewkę poprosiliśmy o zupę cebulową (8 zł) i włoską zupę pomidorową
(9 zł). Cebulowa była gorąca, pełna aromatycznych piórek ze składnika głównego,
lekko pikantna od pieprzu, z grzanką na wierzchu. Niezła. Czepiliśmy się
jedynie sera na grzance, bo był kompletnie nijaki. Pomidorowa to już inna
kwestia. Konsystencją przypominała sos, w smaku była zbyt kwaśna, choć ja taki
stan rzeczy toleruję w płynach pomidorowych. Start był niezły, ale liczy się
meta, co potwierdziły zawody na ekranie. Jak żółw przyczajona jest Justyna –
tak komentował sprawę Tomasz Zimoch. A my, też przyczajeni, zaczęliśmy komentować
czas oczekiwania na dania główne. Wyniósł on około 45 minut licząc od złożenia
zamówienia. Nasza redakcyjna dwójka czekała dzielnie, ale pozostali, ciągle o
pustych żołądkach mieli ochotę zrobić falstart. Tylko czym? Wodą?
![]() |
Kaczka pieczona |
![]() |
Sandacz |
Nadeszły
upragnione posiłki. Nieco za suchą kaczkę pieczoną, uratowały słomiane placki,
które dodatkiem marchwi i swoją kruchością urzekły nas. Do tego jakby dżemowaty
sos żurawinowy o przesłodzonej duszy z dodatkiem dobrych jabłek i żubrówki
resztkami sił przełamującej stereotypowy charakter dania (39 zł). Udał się
natomiast pieczony sandacz na grzybach leśnych. Tych ostatnich było mało, ale
nie za mało. Ryba była pełna gracji - delikatna, soczysta i nie pasowała do
kolejnej porcji rozgotowanych brokułów oraz pieczonych, chłodnych „koron”
ziemniaczanych (34 zł). Rutyna po cichu wykańcza kucharza, tak jak pupila
pewnego banku o nazwie podobnej do eins, zwei, drei? Focus, co widać na stronie internetowej, też
korzysta z usług tego banku. Tyle, że wspomniany wcześniej pupil walczył, a
kucharz odpuścił. W daniu, które miało być hitem – Rio Negro (44 zł), wołowina argentyńska została zamęczona. Jej smażenie rozpoczęło się najprawdopodobniej
jeszcze w Ameryce Południowej. Była twarda i sucha. Nie pomogła orzechowa
emulsja, która była ciekawa, choć mało odważna w wyrazistości. Do tego podano
idealnie ugotowaną brukselkę. Czyli jednak da się? Podano też faszerowane serem
ziemniaki. Dobre i całkiem zdrowe, bo w mundurkach. Jeden więcej ucieszyłby
bardziej niż zbyt duża ilość zielonych warzywek.
![]() |
Rio Negro |
Wystrój nie
przykuł uwagi. Salon nowoczesnego domu tzw. klasy średniej z obrazami Klimta w
roli głównej. Tak można go określić. Na obrusie była plamka. Ze szminki –
stwierdziła Łaszek. Nie protestowałem. Ciężko nazwać wystrojem podjazd dla
niepełnosprawnych i rodziców z wózkami dziecinnymi, ale za to należy się duży
plus.
Obsługa zajęta
była przygotowaniami stołu dla ważniejszych gości, bo już umówionych. Co do
serwisu to nie mamy zastrzeżeń, choć przy daniu z wołowiny warto zapytać o
stopień wysmażenia, gdyż standardowo powinna być średnio wysmażona. Zaufaliśmy
tej zasadzie i się przeliczyliśmy. Poza tym - bez entuzjazmu, ale i bez
potknięć przebiegło podawanie do stołu.
Nie
spodziewaliśmy się ani bajki, ani sensacji, choć jadłospis ze strony
internetowej napawał optymizmem. Trzeba dokonać aktualizacji, albo liczyć na
naiwność. My się nabraliśmy. Kowalczyk też dała się podejść. Chyba jednak
daleko nam do sprytu jej głównej przeciwniczki. Co do restauracji - Focus musi
pamiętać o klientach indywidualnych i postarać się o poprawę dań. Dobre pomysły
to jeszcze nie dobry smak.
Adres: al. Kraśnicka 80 (na
stronie jest błąd – Kranicka), 20-718 Lublin
Numer telefonu: 81 527 00 44
Strona w Internecie: http://www.hotelfocus.pl/
Kuchnia z Focusa miała w przeszłości dość dobrą renomę, ale z obsługą klientów indywidualnych nigdy nie było najlepiej. Bywałem tam onegdaj nierzadko. Tak się zawsze składało, że nigdy ja i moi goście nie byliśmy dla personelu najważniejszymi osobami na sali...
OdpowiedzUsuńJadałem tam czasami smaczne rzeczy. Dwukrotnie jednak przeżyłem po focusowym posiłku poważny rozstrój organizmu.
Na kanwie niniejszej dysertacji, uzupełniłbym wiodącą maksymę: najważniejsze czy smakuje, ale ważne też jak się człowiek po tym czuje...
Taki rym mi wyszedł - częstochowski trochę....
Pozdrawiam,
jajnick
Być może kelnerzy powinni zamiast pytania: Czy smakuje? Czy smakowało? Zadawać też pytanie - Jak się Państwo czują? :)
OdpowiedzUsuń