12 września 2013

Kardamon – gwiazdy patrzą


Niektórzy twierdzą, że tam jest najsmaczniej, a inni, że obcokrajowcy się zachwycają.

A my? Ano byliśmy tam kilka razy po otwarciu, ale kiedy to było? Dawno i nieprawda, toteż zapadła decyzja. Czyścimy pamięć i niech nas zaskoczą.
Czepimy się już na wstępie. Kardamon jest lokalem oznaczonym symbolem „Miejsce Inspiracji”. Spójrzmy na jedno z kryteriów warunkujących przyznanie tego miana: „Występowanie podjazdu dla osób niepełnosprawnych” - http://www.lublin.eu/II_edycja_Programu_Miejsce_Inspiracji_-1-1102-2-591.html. A żeby dostać się do Kardamonu trzeba zejść kilkoma schodkami w dół. Być może jest inne wejście, ale gdzie? Gwoli ścisłości dodamy, że toaleta jest przystosowana do potrzeb poruszających się na wózku. Powinny  też być w karcie potrawy regionalne. Obecnie jest jedna. O niej później.
Czekadełko
To co nam się w Kardamonie podoba to obsługa. Kelnerzy są fachowi, mili, a gości witają od progu, do którego odprowadzają też wychodzących. Duży plus. Sprytnym posunięciem jest melodyjka, która gra w momencie pojawienia się gości na schodach prowadzących do lokalu. Jeśli dodamy do tego dbałość o samopoczucie klientów i gratisowy kieliszeczek nalewki, to wygląda na to, że większość restauracji może brać przykład z Kardamonu. Sporo stolików było zarezerwowanych.
Zupa cebulowa
Najważniejsze jednak jest jedzenie. Czekadełkiem był chleb z masłem czosnkowo-ziołowym. Przydał się, nie powiem, przydał. A więc spodziewaliśmy się samych smacznych chwil. Łaszek zaczęła od zupy cebulowej. Tutaj mały minus. W momencie podania dania, ta niezmordowana autorka zdjęć na chwilę wyszła, a zupa stygła. Nadrobiła jednak aromatem. Dodatek cydru wzbogacił ją interesująco. Nie od dziś wiadomo, że jabłko lubi cebulę. Do tego grzanki z gorgonzolą, która zaostrzyła charakternie słodycz. Ceny niestety nie zapisaliśmy. Przepraszamy. To danie z obecnej podczas wizyty wkładki do karty.
Mule
Mule (29 zł) padły naszym łupem, bo sprytnie zaplanowaliśmy Kardamon na piątek. Były świeże i nieprzesadzone, a do tego w pachnącej kąpieli, którą wyjadałem łyżką. To dobrze, że coraz więcej restauracji ich się nie boi. Dostałem do nich miseczkę na muszle, za co dziękuję, ale zabrakło naczynia z wodą do przemycia palców.
Danie główna Łaszka to słynny halibut marynowany w selerze naciowym i limonce, podany na pesto z natki pietruszki w towarzystwie jaśminowego ryżu (39 zł).  O tym  nie raz czytaliśmy. Być może tego dnia po prostu nie wyszło. Ryba była z zewnątrz wodnista, a w całości bez swojego charakterystycznego smaku. Gdzie go straciła? Może w mrożeniu? Ryż też był jakby nieobecny. Jałowość smaku ratowało jedynie pesto.
Gęsia szyja
Gęsia szyja faszerowana cielęciną i wątróbką to jedynie danie z karty regionalnej, które się ostało. Danie sycące, którym każdy się naje bez potrzeby zamawiania przekąsek. Kiszony ogórek i okrasa z słoniny dobrze uzupełniają nieco mdłe, gdyby były samodzielne - szyjki z farszem oraz kaszą jaglaną. To na tyle.
Dla nas to za mało. Nawet jak przypomnimy sobie dania, których próbowaliśmy kiedyś. Są nadal w karcie. To niepokoi, bo menu powinno żyć, mając jakieś wspólne mianowniki. Tutaj mógłby to być kardamon, ale chyba nie ma go w żadnej z proponowanych straw. Owszem są wkładki, ale nie przekonują.
Halibut
Wystrój? Wszędobylskie zdjęcia celebrytów i gwiazd, mieszają się ze zdjęciami gwiazd i celebrytów i atakują, zaglądając do talerzy. My się czuliśmy osaczeni. Poza tym wystrój jest bardzo gustowny, głównie w sferze kolorów. Tutaj uwidacznia się nieśmiałe zamiłowanie do kardamonu. Solidną i elegancką całość uzupełniają szafy i regały z winem. Podobało nam się.
Na pewno nie jest to najlepsza restauracja. Często wygrywa jednak dzięki obsłudze i to się chwali. Szkoda, że dania, które są w menu na stałe nie zostały dopracowane. Powinny być perfekcyjne. Jest jeszcze trochę do zrobienia. PR sam w sobie nie smakuje.


Adres: ul. Krakowskie Przedmieście 41, 20-002 Lublin
Numer telefonu: 81 448 02 57
Godziny otwarcia: 11-23 (pon.-piątek), 12-23 (sobota), 12-22 (niedziela)


               

3 komentarze:

  1. 100% popieram.
    Sam PR nie wystarczy a może został tylko PR...???

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten Halibut ....tworzyłem ten przepis ale żeby go skopiować hmmm może ciężko ;-) a gdzie go można zjeść to już polujcie. Pozdrawiam Serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłem, jadłem, w moim subiektywnym odczuciu brakuje jakiegoś smaczka;) Czyli faktycznie sam PR nie wystarczy.

    OdpowiedzUsuń