15 września 2013

Restauracja Sarzyński – chce się posiedzieć dłużej



Komplet gości w tym przypadku jest uzasadniony. Jest smak.

Sarzyńscy otworzyli restaurację, a w zasadzie jej filię w Centrum Tomasza Zana znanym jako E.Leclerc. Nerwowo przebierałem rączkami, gdy zobaczyłem zapowiedź otwarcia jakiś czas temu.  Konkurencja pod postacią pewnej sieciówki oraz restauracji opisanej niegdyś na naszej stronie nie wydawała nam się wystarczająco mocna na podjęcie rywalizacji z lokalem Sarzyńskich. Mieliśmy rację.
Nie tylko my chcieliśmy zostać tam dłużej, stąd pełne obłożenie. Na szczęście nie musieliśmy czekać na swoją kolej. Pewnie wparowaliśmy do środka i zajęliśmy wolny stoliczek. Karta krótka, więc właściwa, obsługa uśmiechnięta – nic tylko brać i nie żałować sobie.
Antonówka
Rosół
A rozpoczęliśmy od… nalewki z antonówek (6 zł). Jej zapach jeszcze teraz trzyma za nos. Jakbyśmy kąpali się jabłkowym soku. Domowa, delikatna, ale o konkretnej mocy była bardzo dobrym starterem. Po niej przyszedł czas na łaszkowy rosół drobiowo-wołowy (8zł). Nietłusty, bo taki pasuje do charakteru mięsa, klarowny, aromatyczny i z domowym makaronem. Porcja niepozorna zaspokoiła jednak głód. Tyle, że nie Łaszek na tym nie poprzestała. Złowiła jeszcze filet z suma (28 zł). Podany został z prostą, ale dosmakowaną mieszanką sałat i konkretnym winegretem odpowiednio słonym, kwaśnym i z nutą koperkową, a także plackami ziemniaczanymi - chrupkimi i świeżymi. Trochę obawiała się tego, że filet może być przeleżany. Okazało się, że smak od pierwszego kęsa uspokoił ją. Niestety ciągle rzadko w Lublinie można zjeść rybę, która nie straciła swoich aromatów, stąd duże zadowolenie. Do tego sos z orzechami, który podkreślał zwartą rybkę.
Żurek
Policzki wołowe
Ja zatrzymałem wzrok na stronie menu z policzkami wołowymi (25 zł) i już nie musiałem dalej szukać, choć, gdy zerknąłem dalej to zjadłbym z karty prawie wszystko, bo jest mądrze ułożona. Mięsko było mięciutkie, przyjemnie kleiste i otulone sosem, w którym dochodziło do wielkiej formy. Szkoda, że kopytka podane do niego zrobiły we wrzątku o jedno kółko za dużo i straciły na finiszu sprężystość. Przynajmniej sałatka (taka sama jak u Łaszka) chrupała radośnie. Zapomniałbym o żurku (11 zł)! To by była fuszerka.  Ten żurek to prawdziwy żurek. Na zakwasie, ze sporą ilości wędzonki sprawionej w kostkę i połówką jajka. Nie zabrakło majeranku. Wystarczyłby za cały obiad gdybyśmy mieli mniej czasu.
Sum
Na tym poprzestalibyśmy, gdyby nie to, że Sarzyńscy, a konkretnie Sarzyńskie słyną z wypieków. Skusiliśmy się na sernik z musem malinowym (7,90 zł). Mocno czekoladowy i kruchy spód podtrzymywał zbitą, treściwą i słodziutką  masę serową, wymieszaną z owocowym tchnieniem. Tego było już za wiele. Trzeba było odczekać chwil kilka, żeby brzuszki poradziły sobie z nowymi wrażeniami, a potem udać się na długi spacer, który rozgrzeszyłby łakomstwo.
Sernik z musem malinowy
Jeśli dodamy do tego miłą obsługę, spokojną muzykę wypełniającą wytłumione wnętrze i stonowany wystrój, w którym zadbano o detale (świeże kwiaty, firmowe serwetki, solidne meble i co dziś nie wszędzie  spotykane, choć wymagane – gramatury potraw), to osiągamy oazę dobrego smaku, w otoczeniu „hipermarkiecianej” bylejakości. Z czystym sercem polecamy. Słynnego koguta też.



Adres: ul. Tomasza Zana 19, 20-601 Lublin
Można płacić kartą.
Dostępna dla ludzi na wózkach.

1 komentarz:

  1. Byłam tam 3 razy. Ciasta ok, chociaż przytrafił się mało świeży sernik. Za każdym razem zastanawiałam się czy mam sama podejść po menu. Panie zza lady patrzyły się z tępym uśmiechem, za każdym razem podeszłam aby się obsłużyć. Naleśniki ze szpinakiem mnie rozczarowały. Ciasto z wanilią a nadzienie o smaku starej, przerośniętej, gorzkiej trawy. Nie dało się tego zjeść, oddałam. Kawa pyszna, lody również.

    OdpowiedzUsuń