21 września 2014

Święto Młodego Cydru – bo spróbować trzeba

Impreza pod patronatem lubelskiego potentata może się źle skojarzyć, ale jeśli jest okazja do degustacji kilku nieznanych trunków i posłuchania czegoś innego niż Budka Suflera i nieskończona ilość zespołów pieśni i tańca – okazji nie można zmarnować.

Cydr jest modny, ale jak widać po frekwencji sobotniej imprezy – chyba jeszcze nie dotarł do świadomości mas. Kolejki były, ale krótkie. Zainteresowanie opierało się głównie na wypiciu darmowej próbki i odejściu znów na koniec kolejki, ale to wciąż początki sławy alkoholu z jabłek. Na pewno będzie lepiej, bo pasjonatów przybywa. Chyba jednak stajemy się Europą, bo usłyszeliśmy: „Piłam cider w Anglii, bo tam to jest wszędzie, takie normalne do picia, a co tu mają, to nie wiem – jakiś cydr”. Skoro mamy to co wyspiarze, to znaczy, że idzie lepsze. Chyba.
Spróbowaliśmy kilku młodych trunków i najbardziej ucieszył
Cydr Polski:  rumiany i klasyczny
fakt, że były różnorodne. Każdy mógł wybrać coś dla siebie, popsioczyć na jedną flaszkę, a poklepać po ramieniu producentów innej. Zaczęliśmy od Cydru Polskiego (TiM S.A). Wersja klasyczna kojarzyła się z zielenią i głównie wytrawnością bez większej głębi. Polubiliśmy za to ich drugi produkt – rumiany charakteryzował się słodyczą, może dzięki temu był łatwiejszy i wkupił się w nasze łaski. Był też kwaskowaty balans, więc wróżymy mu karierę. Cydr Wielkopolski (Katarzyna i Tomasz Rembowscy) trochę straszył goryczą i cierpkością, ale wyróżniał się, bo był mętny i miał charakterek. Trzeba się przyzwyczaić. Z kolei Staropolski (gospodarstwo „Polana” Elżbiety i Wojciecha Popko) wyrabiany ze starych i dziko rosnących jabłek był najoryginalniejszy. Łaszek kręciła nosem, a ja wyczułem w jego smaku apteczną perwersyjność, wytrawność z długim finiszem. Też był mętny, ale nie tak jak poprzednik. Kolejny – Applegreen z granatem (Biogrim) to cukiereczek. Fajny, pomysłowy, przyjemny, ale tylko na chwilę. Hitem był na pewno Dzik (Dzik Polski Cydr). Kolejka do niego ciągle rosła.
Cydr nie jedno ma oblicze
A w smaku wyczuliśmy konkretną skórkę jabłkową. Zaletą było podawanie go ze schłodzonej beczki, a także moc bąbelków jaką niósł przy każdym łyku. Jak widać to się wszystkim spodobało. Z pewnością wyróżniał się też graficznie na tle innych stoisk. Tyle z naszego próbowania. Na pewno nie była to czołówka debeściaków, ale z pewnością nie był to czas stracony.
Dzika Kolejka
Mieliśmy nadzieję przekąsić coś ciekawego, ale z zapowiadanych food trucków nie wszystkie się pojawiły (konkretnie chodziło nam o Japadogi). Nie znaleźliśmy żadnych rewelacji.

Podsumowując – cieszymy się, że Cydr Lubelski, który choć coraz lepszy, to jednak jeszcze mało ciekawy, dzielił Rynek razem z innymi producentami. Różnorodność w krainie smaków to chyba kwestia najważniejsza. Plusem był też brak opłat. A jeśli dorzucimy do tego ciekawy występ Tymańskiego i Przybysz, to wychodzi z tego niegłupi pomysł na weekend. Oby takich więcej, a podczas ich trwania – o wiele więcej fanatyków cydrów, zarówno tych produkujących, jak i degustujących.


5 komentarzy:

  1. No jasne że smakuję...mam nadzieję że będzie można go gdzieś dostać, jeszcze bym się go napiła.

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie tylko Ty. Mi bardzo posmakował na Święcie Młodego Cydru :D

    OdpowiedzUsuń
  3. W końcu to jego święto było jak mógł nie smakować jeszcze w lublinie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi też smakował bardzo, i również mam wrażenie, że Lubelski jest coraz lepszy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam cydr! Ale jeszcze bardziej uwielbiam tańczyć po cydrze :D taniec

    OdpowiedzUsuń